wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 19 Zazdrość

 Harry wraz z Ronem wpadli do dormitorium i rzucili się na łóżko.
- Stary... Nie znoszę pogrzebów - rzekł w końcu Ron.
- Ja też - odpowiedział smętnie wlepiając wzrok w sufit.
Rozpamiętywał słowa Pana Weasleya: To, że Voldemort zginą, nie znaczy, że jesteśmy bezpieczni w stu procentach.
Miał rację. Zastanawiał się czy aby przypadkiem nie jest bardziej narażony niż w trakcie panowania Voldemorta. Nie! Nie ma co porównywać, teraz jest o wiele bezpieczniej.
Zeskoczył z łóżka, dopiero, gdy przypomniał sobie, że nadal ma na sobie szatę wyjściową, Ron od razu poszedł w jego ślady. Przebrany i zmęczony padł z powrotem na łóżko i momentalnie zasną.
 
                                                                                ***


- Jesteś tu? Harry? - usłyszał słodki kobiecy głos roznoszący się echem.
Chciał od krzyczeć, ale głos uwiązł mu w gardle.
Rozejrzał się dookoła, ale nikogo nie zobaczył. W końcu dostrzegł rudowłosą kobietę stojącą w pewnej odległości od niego. Dookoła unosiła się rzadka mgła. Ruszył pędem w jej stronę. Gdy znalazł się tuż przed nią, wyciągną rękę, by móc ją dotknąć, jednak wyczuł tylko gładką taflę lustra. Mgła opadła nieznacznie i mógł dostrzec złotą, ręcznie zdobioną ramę, otaczającą jego matkę. Lily Potter była jedynie odbiciem. Dookoła stało jeszcze kilka innych luster, a w nich inne postacie: James Potter, Syriusz, Lupin, Fred, Tonks itd.
- Znowu o was śnię - wychrypiał Harry. Często spotykał swoich bliskich we snach, raz są spokojni, a raz krzyczą, że to jego wina, że nie żyją. Lily spokojnie dotknęła dłonią lustra, szepcząc coś czego nie mógł usłyszeć. Wolno wyprostował rękę i opuszkami palców dotknął tafli w tym samym miejscu co jego matka. Uśmiechnęła się promiennie, a on odwzajemnił gest. Harry spojrzał na innych, którzy tkwili w dokładnie takiej samej pozie co Lily, także uśmiechnięci i z ręką na lustrze.
- Zaraz - zdążył jeszcze powiedzieć.
Nagle wszyscy zaczęli bić piąstkami w lustro. Harry przerażony nagłą zmianą zachowania odskoczył od matki jak oparzony, bo rzeczywiście jego ręka piekła teraz niemiłosiernie. Lustro otaczała teraz czerwona poświata, jakby bariera ochronna.Wystukiwali w równym tempie jakąś melodię, bądź nawet szyfr. Oddychał szybko, nie znając przyczyny dziwnego zachowania zgromadzonych. Ich twarze były równie przerażone co jego. Krzyczeli coś, jednak lustro nie przepuszczało dźwięków. Chciał biec, ale podłoga stała się śliska, jakby wysmarowana oliwką. Przewrócił się i na czworakach oddalał się jak tylko mógł najdalej. Podłoga zaczęła przybliżać go do luster. Wiercił się w mazi próbując oddalić się od luster jak najszybciej potrafił, jednak poślizną się wierzchem buta. Jego dłoń piekła po starciu z piekącą powierzchnią luster oraz dziwną kleistą mazią, rozprowadzoną po podłodze. Podłoga zatrzymała się dosłownie kilka centymetrów od luster. Klęczał teraz przed matką, która spojrzała na niego wzrokiem pełnym przerażenia i rozpaczy. Rozejrzał się; wszyscy patrzyli teraz na niego, dokładnie tym samym wzrokiem. Bał się jak nigdy dotąd we snach. Nagle, lustra pękły nieznacznie w prawym górnym rogu, a wszyscy ryknęli: Pomocy!
Harry obudził się po raz kolejny zlany potem. Oparł się o ścianę za łóżkiem. Co ten sen mógł oznaczać? Dlaczego, wszyscy zmarli, których kochał zostali uwięzieni w lustrach? Dostrzegł, że jego zasłony są rozsunięte. Ron stał nad jego łóżkiem przerażony. Ruszał ustami, ale z jego ust nie wydostawał się żaden głos.
- Chyba nie tylko ja przeżywam ten pogrzeb - wydusił w końcu.

***





 Śniadanie minęło im spokojnie. W sumie nic szczególnego się nie działo, po za tym, że Seamusa odebrała matka, rezygnując tym samym z ponownego zaliczania roku syna. Neville uskarżał się, że jego babcia zmusiła go do powrotu do szkoły, a Ron co jakiś czas dławił się posiłkiem. Hermiona czytała Proroka i prawie nic nie zjadła. Co jakiś czas rzucała jakimś zgryźliwym tekstem w stronę Reety typu: "Małpa!" albo "Stara landryna!". Jej reakcje rozbawiły Harry'ego i Rona do łez, a ona tylko posyłała im srogie spojrzenie, ale widać było na jej twarzy cień uśmiechu.
 Siedzieli teraz w Pokoju Wspólnym grając w Eksplodującego Durnia. Hermiona mimo próśb ze strony chłopaków nie dała się namówić na partyjkę, wolała zająć się książką. Co jakiś czas do Harry'ego podchodziły młodsze Gryfonki i kibicowały mu, bądź po prostu się witały z rumieńcami na twarzach. Trochę go to irytowało, jednak niektóre dziewczyny były naprawdę ładne. Kątem oka dostrzegł Hermionę, która mocno zacisnęła pięści na książce. Co jakiś czas wychylała się znad lektury, obserwując zdarzenie.
- Hej Harry? - usłyszał głos za swoimi plecami. Odwrócił się gwałtownie i zobaczył wysoką Gryfonkę, na oko w wieku Ginny. Miała mocno uwydatnione kości policzkowe, długie ciemne włosy i promienny uśmiech, którym go teraz obdarowała.
- Tak? - odpowiedział szybko.
Dziewczyna, co jakiś czas zaciskała mocno pięści, aż w końcu przemówiła:
- Jestem Jean! - wykrztusiła wyciągając do niego rękę, którą uścisną - Może miałbyś potem ochotę na spacer?
Harry'ego zatkało. Dziewczyna imieniem Jean, chcę się z nim umówić.
- Emm... D-dziś nie dam rady...
- To może jutro? - przerwała mu. Harry był w kropce. Nie miał specjalnie ochoty na randki, ale nie chciał również urazić Jean.
- Ok - powiedział zanim zdążył ugryźć się w język.
- Super! - wykrztusiła jeszcze i z piskiem udałą się do dormitorium, a za nią grupa jej koleżanek.
Po odejściu dziewczyny od razu zrobiło się pusto, praktycznie zostali tylko on, Ron i Hermiona, wraz z kilkoma pierwszakami odrabiającymi lekcję. Jego wzrok powędrował ku towarzyszom. Ron miał otwarte na oścież usta, a Hermiona wyglądała na rozwścieczoną.
- No stary - odezwał się Ron kręcąc z aprobatą głową - Ale laskę wyrwałeś!
Hermiona głośno huknęła książką, którą rzuciła na stolik. Wszyscy podskoczyli, a pierwszoroczniacy nie wiedzieć czemu uciekli do dormitoriów.
- Czy wy naprawdę nie widzicie, że ta dziewczyna umówiła się z Harry'm tylko dlatego, że nagle stał się sławniejszy, niż dotąd? - huknęła. Harry jeszcze nigdy nie widział Hermiony tak złej.
- To wy sobie pogadajcie - powiedział Ron wstając. Pobiegł truchtem do dormitorium i tyle go widzieli.
- O co ci właściwie chodzi? - zapytał Harry.
- O to, że jesteś ślepy Harry! - odfuknęła Hermiona - Zabiłeś Voldemorta i nagle pojawia się przy tobie łańcuszek dziewczyn, nie widzisz powiązania?
- A może, jakoś się dowiedziały, że już nie chodzę z Ginny?
- Jakoś przedtem, gdy nie miałeś dziewczyny, nie ustawiały się do ciebie w kolejce!
- Bo wtedy... - przerwał zaskoczony faktem - Zaraz! Ty jesteś zazdrosna!
Hermiona zamknęła gwałtownie usta i rozejrzała się dookoła.
- Ja wcale, nie jestem zazdrosna! - syknęła przez zęby.
- To jak inaczej nazwałabyś to, że teraz krzyczysz na mnie, przez to, że się z kimś umówiłem? - zapytał Harry wstając.
- To, tylko troska, Harry! TROSKA! Nie każda dziewczyna musi cie chcieć! - odkrzyknęła również się podnosząc.
- Ty byś mnie nie chciała?! - wyrwało mu się z ust. Szybko zakrył je dłonią.
- Jesteś moim... Przyjacielem Harry! - powiedziała nieco ciszej - Patrzyłam na ciebie inaczej tylko podczas pierwszego roku nauki.
Hermiona pospiesznie zebrała swoje książki i udała się w stronę dormitorium. Otworzyła drzwi i weszła przez nie pośpiesznie.
- Ty byś mnie nie chciała - mrukną Harry pod nosem.

--------------------------------------------------------------------------------------------
Woow! Myślę, że wyszło całkiem, całkiem. :D  Jak już pewnie zauważyliście, odświeżona playlista. Te wszystkie kawałki, które słyszycie podczas czytania postów, są moimi ulubionymi i możliwe, że w tym samym czasie, kiedy WY je słyszycie, ja słucham ich także. Wena mnie nawiedziła i mam mnóstwo pomysłów jak rozkręcić fabułę. ;)

czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 18 Droga Molly...


Spokojnie wyją z kieszeni szaty małą pomiętą kartkę którą dostał na obiedzie od McGonagall. Spojrzał na kawałek pergaminu i odczytał na głos:
- Fioletowe karmelki.
Hasło wydawało mu się nieco dziwne, ale nie jedno takie słyszał podczas szóstego roku, gdy odwiedzał gabinet ówczesnego dyrektora. Posąg chimery zaczął się powoli odsuwać odsłaniając tym samym spiralne schody prowadzące w górę. Przepuścił Hermionę, na co ona zarumieniła się bardziej. Powoli wspinali się na górę. Ron wyglądał jakby miał za chwilę zwymiotować. Było to oczywiście zrozumiałe, w końcu szli na pogrzeb jego brata. Stali przez chwilę w milczeniu przed drzwiami prowadzącymi do gabinetu. Nieskazitelną ciszę zakłócały jedynie ich ciężkie oddechy. Ron w końcu odważył się wyciągnąć rękę w kierunku drzwi. Drgał mocno i poruszał się niespokojnie. Ramię zawisło mu tuż przed drewnianą powłoką drzwi. Spuścił wzrok i powiedział łamiącym się głosem:
- Wcale nie chcę tam iść.
Harry położył mu rękę na ramieniu próbując podzielić się z nim całym jego bólem poprzez dotyk. Poskutkowało jako tako, gdyż przestał dygotać.
- Będzie dobrze - powiedział spokojnie Harry łapiąc powietrze - Po prostu, miejmy już to za sobą.
Ron przytaknął, wciąż nie podnosząc wzroku i zapukał trzy razy. Żadnego "proszę", ani "wejść". Drzwi otworzyły się same z hukiem odsłaniając wnętrze gabinetu.
Wiele się tu nie zmieniło. Poznikały dziwne przyrządy Dumbledor'a, ściany zyskały nowy liliowy kolor, a wiszące na nich portrety były wypolerowane na wysoki połysk. Klatka Fawenksa stała teraz pusta, jednak czysta. Za biurkiem siedziała profesor McGonagall pisząca coś na kawałku pergaminu. Bez słowa dała znać ręką, tym samym wpuszczając uczniów do środka. Zakłopotani podeszli do biurka.
- Tu macie adres i dokładne instrukcje jak macie wejść do sekcji czarodziei - powiedziała podając Harry'emu pergamin na którym jeszcze niedawno skrobała piórem.
- Sekcja? Czyli cmentarz jest...
- Jest połączony z cmentarzem mugolskim - dokończyła za Harry'ego McGonagall - Skoro już wszystko wyjaśnione, możecie się już tam teleportować.
Ruszyli gęsiego w stronę kominka na którym stała mała gliniana miska z proszkiem Fiuu. Hermiona pierwsza weszła do kominka nabierając garść proszku. Harry pokazał jej kawałek pergaminu z adresem.
- A, i panno Granger - przerwała teleportację McGonagall, która teraz zerkała na Hermionę uśmiechając się - Wyglądasz przepięknie.
Hermiona zarumieniona i uśmiechnięta rzuciła proszek pod nogi krzycząc:
- Na cmentarz przy Karczmarskiej.
Zawirowała i Harry oglądał jak pięknie wystylizowana Hermiona znika w kłębach zielonego dymu.

***

 Stanął ciężko na chodniku rozglądając się wokoło. Dzielnica wyglądała na zaniedbaną. Przed nim stała duża żelazna brama, gdzieniegdzie widać było rdzę. Po prawej i lewej stronie otaczał do żywopłot wysoki na jakieś dwa metry. Już dawno stracił kolor, teraz przybrał kolor zgniłej zieleni, a w niektórych miejscach nawet brązu. Ron i Hermiona już stali przed bramą, więc szybko zerwał się z miejsca i znalazł się tuż przy nich. Dopiero teraz zauważył małą budkę, z której wyszedł właśnie chudy starzec z siwymi lokami. Popatrzył na Harry'ego uważnie i uniósł jedną brew jakby na coś czekał.
- Och - wzdychną Harry, wyją z kieszeni pergamin i powiedział odchrząkając przed tym -  Jak się pan dziś miewa? Ciśnienie w porządku? 
Dość dziwny poziom komunikowania się. Pomyślał Harry chowając wiadomość.
- Mogło być lepsze, gdyby nie nargle.
I wszystko stało się jasne w jednej chwili. Harry zrozumiał, że ów mężczyzna musiał również czytać Żąglera. Odszedł powoli mrugając do trójki jakby na pożegnanie. Wszedł z powrotem do budki, wyją różdżkę i wypowiedział niewyraźnie jakieś zaklęcie. Raptem wszystko wokół odmłodniało. Wyblakła brama odzyskała swój kolor i zniknęła z niej rdza. Żywopłot podniósł się nieznacznie i pozieleniał, zrzucając przy tym stare liście. Starzec wychylił głowę z budki i odkrzyknął:
- Reszta już czeka! 
- A mugole? Nie widzą nas? - zaniepokoił się Harry.
- Spokojnie Harry Potterze! O to już się nie martw! - zdążył jeszcze krzyknąć i jego budka zniknęła.
 Przeszli przez bramę i znaleźli się w małej alejce wzdłóż której rosły krzaczki. Wszędzie było pełno grobów i pomników z ruszającymi się zdjęciami zmarłych. Głównie byli to starcy śmiejący się z wnukami na kolanach, ale zdażali się też młodzi ludzie w otoczeniu rodziny. Na nagrobkach wygrawerowane były złote napisy z imieniem i nazwiskiem zmarłego, oraz data śmierci i urodzin. Co jakiś czas znikały i pojawiały się słowa od rodziny typu "Zawsze w naszych sercach", lub "Nigdy nie zapomnimy". 
Alejki miały liczne rozwidlenia przy których stała tabliczka z pierwszą literą nazwiska, od A do Z. Szli stopniowo przyśpieszając kroku, aż dotarli do tabliczki z literą "W". Skręcili w prawo szukając nagrobka z odpowiednim nazwiskiem. Walley. Wabby. Weall. Już z oddali było widać Weasley'ów oglądających nagrobek. Przed nim był wykopany dół na głębokość dwóch metrów. W końcu dotarli do nich. Harry uściskał zapłakaną Panią Weasley, która starała się za wszelką cenę powstrzymać łzy i chlipanie. Zza jej pleców zauważył Rona, który nie mogąc się już dłużej powstrzymać wybuchł donośnym płaczem. George uścisnął go mocno, łzy płynęły z jego oczu strumieniami. Pani Weasley w końcu musiała go puścić, więc Harry odszedł, by wesprzeć resztę. Tak spędzili pięć minut; płacząc innym w ramię. W końcu zauważyli dwóch mężczyzn niosących ciemną trumnę. Ni stąd ni z owąd zaczęła grać muzyka żałobna. Harry uważnie śledził ich wzrokiem, mając wrażenie, że skądś ich zna. Szli z pochylonymi głowami w ciemnych okularach. Podeszli do dołu i złożyli trumnę do środka. Wyjęli różdżki z kieszeni i jednym machnięciem przysypali młodego Freda Weasley'a świeżą ziemią. Na nagrobku pojawił się napis "Tu spoczywa Fred Weasley, młody, poległy w słusznej walce o lepszą przyszłość". Obok widniało zdjęcie Freda z całą rodziną, a także Harry'm i Hermoną. Poczuł jak łzy nachodzą mu do oczu. Pozwolił im płynąć, bo przecież to pogrzeb, tu należy płakać. Usłyszał szelest z lewej strony, ktoś staną przy nim i teraz chwytał go za rękę. Poczuł zapach pergaminu i skoszonej trawy. Nagle do jego uszu dobiegł stłumiony krzyk Pani Weasley. Podniósł wzrok i zobaczył nowy napis na nagrobku. Po reakcji zgromadzonych wywnioskował, że nie miało go tu być.
"Droga Molly, czuwam nad Fredem tak jak ty czuwałaś nad Harry'm przez te wszystkie lata ~Lilly". Harry'ego, aż zatkało. Napis znowu się zmienił. Jego matka zmieniła napis, by im coś przekazać, to nieuniknione. Spojrzał na Hermionę całą we łzach, uśmiechnęła się do niego, a on do niej.

***

 Stali tak wsłuchując się coraz bardziej w melodię, która brzmiała im w uszach. Ksiądz pojawił się niedawno i teraz święcił grób Freda, wymawiając modlitwy. Harry mimowolnie spojrzał na mężczyzn niosących wcześniej trumnę. Stali teraz z boku nie zawadzając nikomu. Jednak było w nich coś dziwnego, ale nie potrafił określić co. Oddychali w równym tempie, wolno i z całą siłą. Nagle muzyka żałobna przestała grać, co wprawiło w zamęt zgromadzonych. Kręcili się niespokojnie, zadając pytania na które nikt nie znał odpowiedzi. 
 Mężczyźni zaczęli powoli ściągać okulary z nosów. Harry momentalnie ich rozpoznał. To byli śmierciożercy, którzy napadli jego i Hermionę w lesie.
- Harry? - usłyszał szept Hermiony.
 Obserwował ich dalej czując, jak niepokój w nim wzrasta. Schowali okulary do kieszeni marynarki patrząc się gdzieś w przestrzeń. Wyjęli różdżki za pazuchy i powoli wymierzyli nimi w zgromadzonych.
- Padnij! - krzyknął na całe gardło.
 Obią Hermionę ramieniem i pociągną w dół. Zaklęcia gwizdały dookoła. Wzrok przeniósł na księdza, który nie zdążył zareagować na krzyk Harry'ego i padł martwy. Zza innych grobów wyskoczyli nowi śmierciożercy i celowali w nich różdżkami wykrzykując przeróżne zaklęcia. Wszyscy przerażeni wyjęli różdżki i zaczęła się prawdziwa potyczka na cmentarzu. Harry również przyłączył się do walki i trafił zaklęciem oszałamiającym jednego ze śmierciożerców. Nadal jednak pozostało ich wielu. Zastanawiał się czy dobrze robi, wszczynając bójkę na cmentarzu, gdzie wszyscy jednak powinni  być poważni. Nie miał jednak czasu na zbyt długie myśli. Wystrzeliwał zaklęcia w coraz to nowych przeciwników. Gdy już większość z nich padła oszołomiona, podniósł się z ziemi i wystrzelił do ostatniego przeciwnika, który padł jak długi na ziemię. Reszta także wstała rozglądając się, po pobojowisku, które niegdyś było cmentarzem. Na szczęście, żaden z grobów nie został uszkodzony. 
- Śmierciożercy - powiedział spokojnie Artur Weasley szturchając butem jednego z nich.
- Co oni robili na cmentarzu?- zapytał Harry.
- Szukali ciebie. To jasne - powiedział Pan Weasley - Harry, to, że Voldemort zginą to nie znaczy, że jesteśmy bezpieczni w stu procentach. Jego wysłannicy wciąż są wśród nas i pragną pomścić swego Pana.
Harry nie mógł w to uwierzyć. Być może ci mało znani śmierciożercy ukrywają się wśród nas. W Ministerstwie, w lasach, a może nawet w Hogwarcie. Kto go tam wie. Zorientował się, że nadal obejmuję ramieniem zdezorientowaną i speszoną Hermionę. Szybko cofną rękę i podrapał się w kark. 
- Musicie stąd uciekać i to jak najszybciej - powiedział Bill, którego wcześniej nie zauważył - Najlepiej do Hogsmeade, a stamtąd zaraz do Hogwartu.
- A co będzie z nim? - zastanawiał się Ron wskazując na martwego księdza.
- O to już się nie martw, zabierzemy go stąd jak najszybciej się da.
Harry podszedł z Hermioną do Rona i na trzy cztery złapali się za ręce teleportując do Hogsmeade. Cała trójka przeczuwała, że to nie będzie spokojna noc.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Finaly! Na reszcie! Skończony kolejny, osiemnasty rozdział! Tym razem dodałam soundtracki byście się mogli lepiej wczuć w klimat ;) Oczywiście znów przepraszam, że tak długo czekaliście, ale ja mam już ferie zatem postaram się pisać częściej i dłużej :D

piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 17 Nawet w czerni jej do twarzy

 Harry niecohwiejnym krokiem na nogach. Hermiona przez ten czas ciągle przytrzymywała go za ramię, a gdy stanął odsunęła się wolno. Ron tak samo zaskoczony jak jego przyjaciele podszedł do Harry'ego i szepnął do niego:
- Stary, co się stało?
- Ja zaraz wszystko wytłumaczę - rzekł spokojnie Aberford po czym dodał - Stary.
Cała trójka zachichotała, jednak profesor szybko przeszedł do rzeczy.
- Weasley nie w temacie, a więc postaram się krótko - wziął głęboki oddech - Ćwiczyliśmy na lekcjach zaklęcie Patronusa, no i Potter'owi nie wyszło.
- Ale, profesorze czemu nie byłem w stanie odgonić dementora? Na trzecim roku udało mi się przegonić całą chmarę a teraz... - Harry nie dokończył, gdyż jego umysł powędrował do tamtych chwil.
- Ponieważ Potter - zaczął Aberford opierając się dłońmi o blat biurka - Ostatnio działo się dużo złego. Wiele ludzi ginęło, po prostu nie potrafisz się z tego otrząsnąć. Jest jeszcze za wcześnie. Ale w sumie to mógłbyś zapytać o to samo Granger - Hermiona zdezorientowana podniosła wzrok - Jestem przekonany, że powiedziałaby to samo... No, może tylko bez "Potter"...
Hermiona przytaknęła skupiając wzrok gdzieś za oknem.
Harry nieco zmarkotniał. Nie chciał by profesor Aberford uważał go za mięczaka. A tak naprawdę to nie chciał by KTOKOLWIEK uważał go za mięczaka. Wbił wzrok w podłogę i próbował zebrać w sobie całą swoją odwagę, by przegonić straszne wspomnienia. Z otchłani myśli zniknął już martwy Fred, Tonks i Lupin, Zgredek i cała Bitwa o Hogwart i jej ofiary. Zacisnął mocniej pięści i poczuł coś łamliwego w jednej z nich. Otworzył z wolna dłoń w której znajdowała się tabliczka czekolady.
- Na litość Boską! - usłyszał głos profesora - Zjedz żeś tą czekoladę!
Harry prędko odgryzł niewielki fragment tabliczki i schował wolną dłoń do kieszeni dżinsów. W tym momencie wszystkie złe wspomnienia wróciły, głównie te o Lupinie, który na trzecim roku po spotkaniu dementora w pociągu, tak samo jak Aberford dał mu czekoladę na uspokojenie się.
- Dobrze, skoro już wszystko wyjaśnione to pakować manatki i uciekać stąd! Muszę jeszcze przemeblować gabinet - rzucił w ich stronę wspinając się po schodach do gabinetu w którym miał od dziś urzędować. Otworzył jednym silnym pociągnięciem klamki drzwi i tyle go widzieli.
Przez chwilę stali jakby przykuci do podłogi. Co chwilę tylko któryś poruszył się niespokojnie nie spuszczając z wzroku drzwi w których zniknął profesor; nikt z nich nie wiedział dokładnie czemu stoi w bezruchu obserwując dokładnie schody. W końcu Harry przerwał drażniącą go ciszę wychodząc spokojnie.
- Gdzie idziesz? - usłyszał za sobą głos Hermiony.
- Do dormitorium. Koniec lekcji - rzekł spokojnie Harry nie oglądając się. Ron jeszcze rzucił Hermionie pytające spojrzenie i wybiegli za nim.

 ***

 Tydzień miną szybko, zdecydowanie zbyt szybko. W innych okolicznościach Harry'ego cieszyłyby całe dwa dni wolnego, jednak teraz weekend kojarzył mu się jedynie z pogrzebem Freda. Patrzył na swoje odbicie w lustrze. Założył swoją jedyną szatę wyjściową, którą pierwszy raz miał na weselu Billa i Fleur. Leżała jak ulał. Poprawił okulary na nosie i przyklepał materiał. Wyglądał całkiem nieźle, na pewno lepiej niż Barny Weasley w którego miał (nie)przyjemność wcielić się podczas wesela. Ostatni raz rzucił okiem czy aby wszystko wygląda dobrze i wybiegł do Pokoju Wspólnego, gdzie czekał na niego Ron w szacie koloru zgniłej śliwki. Harry nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
- Zamknij się - rzucił Ron uderzając go w ramię - Mama przysłała... Chyba lepsza niż cztery lata temu co?
Harry pokiwał głową nadal chichocząc.
- A, gdzie jest Hermiona - spytał, gdy w końcu opanował śmiech. Ron wymownie spojrzał w sufit.
- Stroi się. Do cholery! - zaklną kopiąc kanapę - To nie konkurs miss tylko pogrzeb!
Jednak Harry już go nie słuchał. Wpatrywał się oszołomiony w schody po których schodziła Hermiona. Miała na sobie czarną sukienkę za kolana, pasujące szpilki i włosy upięte w kok dokładnie jak na czwartym roku. Oczywiście musiała dodać jakieś drobne dodatki; jej szyję zdobił piękny biały naszyjnik z perłą, a na uszach miała pasujące kolczyki. Harry był pod wrażeniem, nawet w czerni jej do twarzy. Hermiona stanęła przed nim i pstryknęła palcami.
- Halo? To jak? Idziemy?
Harry oderwał wzrok od schodów, gdy zorientował się, że Hermiony dawno na nich nie ma.
- Jasne - odpowiedział kiwając głową. Jego głos był nienaturalnie wysoki jak na mężczyznę.
 Hermiona spuściła wzrok zarumieniona i rozchichotana. Cała trójka udała się do drzwi. Harry nawet nie zauważył, że całe dormitorium szepcze o pogrzebie na który się właśnie udają.

----------------------------------------
Woooooooooooooooooooooooooow! Dzięki wielkie za wszystkie miłe komentarze! Jednak udostępnienie bloga na stronie się opłaciło :D Jeszcze raz dzięki i szczęśliwego nowego roku? :P