piątek, 31 października 2014

Rozdział 11 Pod wpływem chwili

Harry starał się nie patrzeć na stojącą teraz w przejściu Hermione. Był zdenerwowany i czuł że się czerwieni.
-" A co ty sobie debilu myślałeś?! Że uda ci się nie spotkać jej w szkole?! - skarcił się w duchu Harry.
Był na siebie zły. Po co na gacie Merlina ją wtedy całował?!
Patrzył na swoje adidasy modląc się w duchu by go nie spoliczkowała.
- Cześć! Luna? Myślałam, że nie wracasz do szkoły! - powiedziała Hermiona siadając obok Ginny; jak na złość przed nim! - Zgadaliście się z Nevillem?
- Neville też tu jest?! - powiedziała głośno Luna.
- Tak jest w... - Hermiona nie dokończyła, bo Luna wybiegła z przedziału z taką szybkością, że mogłaby się ścigać z Expressem Hogwart.
Ta niezręczna cisza! Harry jej nie znosił! Na domiar tego miał wrażenie, że Hermiona rzuca mu ukradkowe spojrzenie. Nadal na nią nie patrzył, jednak czuł że robi mu się gorąco.
- Hermiono, wiesz że jesteś na karcie w czekoladowych ża..
- Tak wiem - przerwała nadal skaczącego w miejscu Ronowi - Neville biegał przez cały pociąg wymachując kartą, właśnie tak odkryłam, że jedzie.
Przyjaciele zaczęli szukać po całym peronie karty z Hermioną - pod siedzeniami, za siedzeniami, pod nimi, obok nich i... chyba się pomyliłam, to nie jest "Pan Hilary".
Ginny wyskoczyła z przedziału by szukać wózka z przekąskami, Ron natomiast zaproponował jej pomoc. Cholera! Zostali sam na sam!
- Harry... - zaczęła niepewnie.
- Hmm? - mrukną podnosząc głowę, jednak zielone oczy nadal obserwowały podłogę.
- J-ja mam nadzieję, ż-że to co się stało... no, wtedy u Ginny... t-to było tylko pod wpływem chwili... - jąkała się Gryfonka.
- Co? - Harry w końcu podniósł wzrok i spojrzał na nią - A... t-tak, to tylko pod wpływem... no... chwili.
Hermiona odetchnęła z ulgą (miał ochotę ją kopnąć w nogę, ale wiedział, że przemoc nic nie da) nie ukrywała ulgi, a nawet... rozbawienia.
- Przez chwilę myślałam, że naprawdę coś do mnie czujesz - śmiała się.
- Tak! To by było głupie - wymusił śmiech.
- A, jak noga? - spytała przestając się śmiać.
- Dobrze! Serio! Nie musisz się martwić - zapewniał chłopak.
Drzwi do przedziału otworzyły się z hukiem i weszli zrezygnowani Ron i Ginny.
- Mamy tylko jedno opakowanie... - zaczęła Ginny.
- Ale szansa, że wylosujemy Hermione jest jedna na milion! - dokończył prawie krzykiem Ron.
Ginny otworzyła pudełko siadając jednocześnie obok Hermiony. Pozwoliła żabie uciec, na co Ron posłał jej gniewne spojrzenie mrucząc coś, że mogła dać mu. Ginny zdenerwowana przeklęła pod nosem.
- Cholera! Sprout...
Harry i Hermiona wybuchli śmiechem. Ron siedział z głupkowatą miną, a Ginny w końcu dołączyła się do rechotania.
Nareszcie! Dojechali na miejsce! Harry ucieszył się na widok tak dobrze mu znanych murów zamku. Zobaczył Hagrida, który krzyczał już w stronę uczniów.
- Piszoroczni do mnie!
Harry uśmiechną się do niego na co on pomachał mu dłonią wielkości porządnie wyrośniętej dyni. Uczta minęła im spokojnie; razem z Ronem i Hermioną śmiali się z pierwszoroczniaczki, która kłóciła się z Tiarą
- Nie możesz się sprężyć?
- Spokojnie...
- Może byś się przymknęła i w końcu powiedziała do jakiego domu należę?
- Do żadnego domu narazie nie należysz, dopiero będziesz należeć.
- Jeden... - wolałabym nie pisać co tak naprawdę powiedziała uczennica, sami się domyślcie.
- Nieładnie, no dobra...
- Wreszcie!
- Hufflepuff!
- CO!? - cała sala myślała, że dziewczyna zostanie Ślizgonką, a tu taka niespodzianka...
MacGonagall która słysząc jak klnie złapała się za głowę teraz kłóciła się z Tiarą czy aby na pewno się nie pomyliła.
- Ja nigdy się nie mylę. - rzekła obrażona.
Gdy uczta dobiegła końca McGonagall rzekła
- A teraz udajcie się do dormitoriów, gdzie zaprowadzą was prefekci.
Wszyscy dotarli bezpiecznie do dormitoriów cebra cebra przejdźmy do rzeczy! Do Harrego podeszli Neville, Dean i Seamus
- Hej Harry! Urządzamy dziś przyjęcie na twoją cześć! - powiedział wyraźnie podekscytowany Seamus.
- Wpadasz? - zapytał Neville
- To impreza na moją cześć... Jak mógłbym nie wpaść! - powiedział trochę rozbawiony Harry - Wpadam!
- Zaczyna się o 21! Spokojnie MaxGonagall wyraziła zgodę... - uspokajał go Dean.
Harry uśmiechnął się do nich i pobiegł się przygotować.
To bardzo miłe z ich strony... myślał grzebiąc w kufrze szukając najładniejszego t-shirtu jaki miał.

------------------------------------
W końcu nowy rozdział! Jeśli popełniłam jakiś błąd ortograficzny piszcie w komentarzu, gdyż pisałam na spontanie ;) Prosiłabym też o komentowanie wpisów! Naprawdę! Możecie tam pisać pomysły na posty :D

poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 10 Kochany Hogwart...

 Następnego dnia, gdy Harry ze Stworkiem jedli śniadanie rozległo się pukanie do drzwi. Harry wstał powoli od stołu zostawiając na talerzu nadgryzionego tosta. Odtworzył drzwi i zobaczył w nich Rona.
- Hej stary, to jak jedziesz do Hogwartu? - zapytał rudowłosy.
- No tak...
- Świetnie! Czyli tylko ja zostaje?!- przerwał mu roztrzęsiony.
- Na to wygląda... wiesz, może lepiej wejdź do środka to pogadamy - zaproponował Harry.
Ron szybko przekroczył próg domu i znalazł się w korytarzu pełnym głów skrzatów na ścianach.
- Łee, myślałem, że je pozdejmujesz - wzdrygną się rudzielec.
- Chciałem ale Stworek nalegał by tego nie robić - westchną Harry.
Przeszli do salonu i usiedli przy stole na którym pojawił się dodatkowy talerz z tostem i jajecznicą.
- Cześć Stworek - powitał go Ron siadając na swoim miejscu.
Skrzat ukłonił się nisko chrząkając przy tym, najwyraźniej miało to znaczyć "Witaj".
- Tfo, naprewde nje soztajes? - zapytał Ron z ustami pełnymi jajecznicy.
- Nie, mam tam pewne sprawy do załatwienia - odrzekł gryząc swego tosta.
- No cóż... czyli nie pozostaje mi nic innego jak wrócić do szkoły z tobą - odrzekł po krótkiej chwili milczenia połykając przy tym kolejne kęsy jajek.
Harry w geście triumfu uniósł obie ręce do góry i zaklaskał w nie mówiąc:
- Ron wraca do szkoły! Ron idzie się uczyć!
Przyjaciele śmiali się tak głośno że Stworek zrobił się cały czerwony i z braku zajęcia zaczął zmywać czyste już naczynia. Gdy już przestali rechotać Harry powiedział:
- Powinieneś... znów zejść się z Hermioną - te słowa wydarły mu się z gardła zanim zdążył jeszcze wszystko przemyśleć.
- Serio tak myślisz? - zapytał zaskoczony.
- Tak, gdy się rozstaliście chodziła przygnębiona i ciągle płakała... nas naprawdę nic nie łączy... - powiedział wiedząc, że robi dobrze.
Hermiona naprawdę kochała Rona, a Ron ją...
 Po śniadaniu oboje udali się na ulice Pokątną by kupić niezbędne do nauki przedmioty.
- Harry, ty idź ja skoczę jeszcze do Ollivandera kupić nową różdżkę... no bo... je moją tak jakby... zepsułem... - wymamrotał Ron pchając swój wózek pełen różnych przedmiotów - mam nadzieję, że nie jest zamknięty.
Harry pchnął swój wózek naprzód, mimo że kupił już wszystko co było mu potrzebne. Chciał po prostu zająć czymś ręce. Gdy tak zwiedzał ulicę w oknie jednego ze sklepów zobaczył Dracona Malfoya, który szukał czegoś pomiędzy półkami. On chyba też go zauważył; przyglądali się sobie póki jego matka nie podeszła do Draco. Położyła mu rękę na ramieniu i razem poszli gdzieś w głąb sklepu. Jego matka wydawała się być jakaś... inna. Harry mógł przysiąc, że zanim odeszli z Malfoyem jego matka posłała w jego stronę lekki uśmiech. Nagle usłyszał za sobą krzyk rona:
- Harry! Ollivander ma syna! Serio! Ma na imię William i rozpoznał mnie! Mówił ze jestem wielkim czarodziejem! Pacz jaką różdżkę dostałem!
Za Ronem oglądała się cała ulica. Mieli minę jakby Ron biegał właśnie nago.
- Spójrz! "Włókno smoczego serca, 13 cali, odpowiednio giętka" jak to powiedział Ollivander - powiedział dumny kiedy w końcu do niego dobiegł.
- Świetnie, ee... mamy już wszystko? Tak? Tak. No to,chodźmy już - powiedział Harry oglądając uważnie zawartość swojego wózka.
 Nadszedł upragniony przez Harrego dzień... dzień w którym w końcu wróci do Hogwartu. Nigdy mu go tak nie brakowało. Nareszcie nie będzie sam, będzie mógł spotkać się z Ronem, Ginny, Luną, Nevillem i... Hermioną. Tak, Hermiony brakowało mu najbardziej, jednak trochę się obawiał spotkania z nią, choćby dlatego, że zrobił coś czego nie powinien robić nigdy. Stał pomiędzy peronem 9 i 10. Patrzył w ścianę w milczeniu jakby miała się zaraz odezwać. W końcu przeszedł przez ścianę i znalazł się na peronie 9¾.Na jego twarzy zagościł uśmiech; widząc ten peron, to miejsce tak dobrze mu znane w sercu zrobiło mu się lepiej. Spojrzał na zegarek który dostał od pani Weasley. Była 10:55:
- Mogę już wsiadać - powiedział do siebie.
Gdy znalazł się w pociągu powitały go oklaski i wiwaty.
- Harry! Pogromca Voldemorta!
- Niech żyje na bohater!
Takie słyszał okrzyki. Uśmiechną się do wszystkich, po czym powoli zaczął szukać wolnego przedziału. W końcu znalazł przedział w którym siedziała Ginny, Luna i Ron.
- Harry! - powitała go grupka zgromadzonych przyjaciół.
- Cześć! - powiedział przytulając Lunę.
- Harry, jakby wyprzystojniałeś! - pochwaliła go przyjaciółka.
- Dzięki! Ty też... - powiedział.
Luna zarumieniła się i usiadła obok Ginny, która zaraz wstała by go uściskać. Gdy w końcu każdy przywitał się z Harrym Ron powiedział:
- Luna, a tak w ogóle to dlaczego wróciłaś do Hogwartu? Przecież w tamtym roku skończyłaś szkołę! - zauważył.
- Tata uważa, że to nie była prawdziwa nauka i kazał mi wrócić na jeszcze jeden rok - odpowiedziała   Rozmowę przerwała wizyta wózka z przekąskami. Harry i Ron kupili całą stertę słodyczy i poczęstowali nimi dziewczyny. Nagle Ginny pisnęła na co Harry podskoczył w miejscu.
- Patrz! Harry patrz! - podała mu do ręki kartę którą dostała wraz z czekoladową żabą.
Harry nie mógł uwierzyć w  to co widzi, na karcie był on sam i uśmiechał się do niego machając.
- Ron! A ja mam ciebie - powiedziała Luna.
Ron szybko wyrwał jej kartę z ręki i zaczął dosłownie skakać w miejscu.
- O matko! Jestem na karcie! - powtarzał głośno.
Ginny wybiegła szybko z przedziału, po czym wróciła z całą stertą pudełek czekoladowych żab. Po dłuższych poszukiwaniach udało im się znaleźć na karcie Hermionę. Harry przyglądał się jej uśmiechającej się do niego z karty. Gdy nikt nie patrzył wsuną ją do kieszeni.
- Harry a ty nie cieszysz się, że jesteś na karcie? - zapytał Ron oglądając z zachwytem kartę ze swoim wizerunkiem,
- Cieszę się, ale nie okazuję tego w ten sposób - powiedział Harry.
- Właśnie, nie każdy musi przez to wariować - dodała Ginny.
Cały przedział wybuchną śmiechem, wrzawę przerwała wchodząca do przedziału Hermiona.

niedziela, 26 października 2014

Rozdział 9 Szlama

 Harry z hukiem wylądował na twardej ziemi. Gdy otworzył oczy zobaczył znajomy mu przytulny placyk. Zauważył dom o numerze dwanaście. Poderwał się szybko z miejsca ale gdy to zrobił poczuł parzący ból w łydce. Starał się go ignorować i szedł jak najszybszym krokiem do drzwi domu. Gdy w końcu udało mu się wejść do przedpokoju z rzędem głów skrzatów domowych wiszących na ścianach wyjąkał:
- S-Stworku
Coś trzasnęło i obok stojaka w kształcie nogi trolla stanął Stworek, skrzat domowy który po śmierci Syriusza służył mu.
- Pan wzywał - zaskrzeczał skrzat kłaniając się.
- Stworku... Stworku pomóż mi dojść do salonu - powiedział Harry opierając się jedną ręką o ścianę.
Skrzat podniósł szybko głowę i ujrzał swojego pana z krwawiącą nogą. Poderwał się z miejsca by pomóc Harremu dojść do salonu. Gdy w końcu Harry usiadł na kanapie Stworek spytał:
- Co się panu stało?
- Śmierciożercy napadli mnie w lesie - odpowiedział z trudem łapiąc oddech.
Stworek zaproponował, że zrobi herbatę na co Harremu przypomniała się Hermiona która jeszcze nie tak dawno przygotowywała im herbatę w namiocie kiedy to musieli się non stop ukrywać. Harry pokiwał głową by jak najszybciej uwolnić się od tych myśli.W końcu skrzat wrócił do niego z kubkiem herbaty.
- Dlaczego nie był pan w domu przez tydzień? - zapytał.
- Bo, musiałem pobyć sam... rozumiesz, musiałem przemyśleć pewne sprawy... - odpowiedział biorąc łyk herbaty.
 Harry wypił ją w milczeniu po czym z pomocą skrzata poszedł do sypialni Syriusza by się przespać.
  Następnego dnia Harry obudził się i zszedł na śniadanie, które Stworek już zdążył przygotować. Usiadł przy stole na którym leżał półmisek z ciastkami. Przed Harrym stał talerz z jajkami na bekonie i skokiem pomarańczowym.
- Dziękuje Stworku - powiedział zaczynając jeść.
Skrzat skłonił się nisko po czym stanął obok Harrego i rzekł:
- Pan mruczał przez sen... co to za Hermiona?
Harry zakrztusił się bekonem który właśnie zajadał. Stworek poklepał go po plecach by pomóc wykrztusić bekon. Czy to możliwe? Czyżby znowu mruczał przez sen jej imię?
- P-pamiętasz tę dziewczynę, tą która była tu ze mną kiedyś? - powiedział kiedy już udało mu się pozbyć kawałek mięsa z przełyku.
- Tę szlame? - zaskrzeczał.
- Nie nazywaj jej tak! - krzykną, ale gdy zobaczył pełen nienawiści wzrok skrzata dodał szybko - przepraszam... a więc tak ma na imię... Hermiona.
 
Dni mijały szybko. Tydzień po tamtym dniu Harry siedział na kanapie drzemiąc gdy poczuł, że coś mu skubie włosy. Otworzył szybko oczy i zobaczył znaną mu już Świstoświnkę. Odwiną list przyczepiony do jej nogi i przeczytał liścik od Ginny:

Nie zapomnij o szkole.

Ta krótka wiadomość przypomniała mu o Hogwarcie i o obietnicy złożonej Hermionie. Hogwart!
- Stworku! Jaki mamy miesiąc? - zapytał skrzata który właśnie odkurzał jakąś starą półkę.
- Dwudziesty dziewiąty sierpnia panie.
- Dwudziesty dziewiąty, dwudziesty dziewiąty... - powtarzał szeptem. - Trzeba się wybrać na Pokoątną!

piątek, 10 października 2014

Rozdział 8 Wróciłem do domu

 Harry powoli zamkną oczy. Co się stanie to się stanie, pomyślał. Już czuł oddech Hermiony na swojej twarzy, gdy nagle jej usta zamiast dotknąć jego ust, dotknęły policzka Harrego (właściwie to musnęły). Hermiona odsunęła twarz od jego policzka. Poczuł wilgotną łzę na swoim policzku, jednak to nie była jego łza. Otworzył oczy i zobaczył burzę włosów znikającą zza drzwi. Poczuł w sobie dziwną pustkę i smutek. Hermiona nadal kocha Rona... a on zaślepiony swoimi zachciankami doprowadził do ich zerwania. Pomyślał co ona musi teraz czuć. Przypomniał sobie jej słowa z piątego semestru, kiedy Harry całował Cho.
- " Tylko że Cho nadal czuła coś do Cedrika i była we mnie zakochana z wzajemnością...a w tej sytuacji jest inaczej... Hermiona mnie nie kocha..." - myślał Harry.
Ta myśl go zdołowała. Nie chciał tu zostawać na noc. Nie chciał widzieć Hermiony smutnej z powodu rozstania z Ronem. Na dodatek Ron myśli, że Hermiona czuję coś do Harrego i nie wie jak bardzo się myli... Te myśli dręczyły go nieustannie. Ale czy zdoła przejść nie postrzeżonym przez salon do wyjścia z taką nogą?
-Muszę spróbować! - powiedział sam do siebie.
Zaczął szukać w pokoju kawałka pergaminu i pióra. Gdy w końcu znalazł potrzebne mu rzeczy napisał:

Wróciłem do domu. Nie chcę by ktoś przeze mnie płakał...

Nie chciał pisać kim jest ten "ktoś" uznał, że lepiej nie pisać imienia Hermiona. Położył kawałek pergaminu na kanapie, gdzie miał spać i wyszedł z pokoju. Znalazł się w salonie; zaczął powoli przemieszczać się w stronę wyjścia. Był już blisko drzwi, gdy usłyszał za sobą głos:
- Gdzie ty idziesz?
Obrócił się tak gwałtownie, że uderzył ręką w kanapę. To Hermiona tak wystraszyła chłopaka. Harry wziął oddech i powiedział:
- Widzę, że jest ci smutno z powodu rozstania z Ronem, a... powodem tego rozstania byłem... byłem ja. Zrozum, nie chcę ranić już nikogo.
Hermiona miała łzy w oczach. Stała ubrana w szlafrok na schodach.
- Harry, nie możesz...
- Owszem mogę i właśnie to robię - przerwał jej stanowczo.
Odwrócił się do drzwi zaczął ku nim iść. Hermiona zerwała się z miejsca i złapała go za ramię. Chłopak odwrócił się z wolna i spojrzał w jej brązowe, pełne łez oczy.
-Proszę, chociaż ty nie odchodź - powiedziała nie mogąc powstrzymać łez.
Harry poczuł falę współczucia, ale nie mógł zostać.
- Hermiono, ja nie mogę znieść widoku twoich łez, które płyną przeze mnie! Zrozum, ja nie mogę cię krzywdzić - powiedział pół szeptem.
- Nie to ty zrozum! Ja już straciłam rodziców i Rona, nie chcę stracić też ciebie! - Hermiona już krzyczała szeptem.
Harry nie wiedział co go opętało. Gdy Hermiona skończyła to zdanie pocałował ją, nie w policzek nie w czoło tylko w usta!
 Hermiona odsunęła się wolno. Harry miał przestraszoną minę. Co go trafiło?! Dziewczyna patrzyła na niego ni to ze złością ni to ze strachem. Harry szybko odwrócił się do drzwi i pociągną za klamkę. Nie słyszał głosów sprzeciwu Hermiony. Zamkną za sobą drzwi. Stanął w miejscu i odwrócił wolno głowę w stronę okna. Zobaczył tam Hermione spoglądającą ze łzami w oczach na drzwi przez które wyszedł. Nie zastanawiając się dłużej deportował się do Grimmuald Place 12.

poniedziałek, 6 października 2014

Rozdział 7 Bliżej i bliżej...

Ron staną w drzwiach z takim hukiem że Harry podskoczył, Hermiona pisnęła, a Neville nadwrężył sobie kark odwracając się z ogromną siłą. Przez chwilę nikt nic nie mówił, aż w końcu Ron bąkną:
- Co jest?
- Co jest? Co jest?! Stary, ja mam dziurę w nodze! - zaśmiał się Harry.
Większość zaśmiała się, tylko Luna siedziała cicho patrząc w sufit i bujając się lekko. Hermiona za wszelką cenę starała się uniknąć wzroku Rona, który właśnie usiadł obok Harrego.
- Dostałem list od Ginny, że trafiło cię jakieś zaklęcie w nogę... - powiedział patrząc na zabandażowaną nogę Harrego.
- Taak, jak widzisz nie nałgała. To naprawdę nic takiego, bywały gorsze przypadki... Na przykład jak mnie o mały włos nie zabił Voldemort...
- I Naginii
- I Ministerstwo
- I śmierciożercy
- I dementorzy
Przypominali kolejno: Hermiona, Ginny, Neville i Dean.
- Noo, trochę tego było... - rzekł w końcu Ron.
- Zostaniesz? - szepnęła Hermiona nie podnosząc nadal głowy.
- Kto to powiedział? - zainteresował się Ron.
- To... to ja, pytałam czy zostaniesz na noc... n-no wiesz - powiedziała po chwili Ginny.
- Nie mogę... wiesz obowiązki... no, w domu...
- Och... - wybąkała Ginny.
- To... j-ja się zmywam... to, ten... zdrowiej Harry - powiedział Ron wstając.
Harry mógłby przysiąc, że spojrzenia Rona i Hermiony spotkały się na sekundę. Chłopak już był za drzwiami i Harremu zrobiło się przykro, że nie zatrzymał go. Spojrzał na Hermione; miała policzki wilgotne od łez. Ona również podniosła wzrok na niego. Pokazała oczami, żeby poszli do pokoju w którym Harry spał. Harry zrozumiał, że Hermiona odczeka trochę zanim do niego dołączy. Wstał powoli mrucząc coś, że idzie odpocząć i znikną za drzwiami. Pięć minut później weszła Hermiona. Harry leżał na kanapie.
- A więc... - zaczął Harry podnosząc się.
- Chciałam ci tylko powiedzieć... że kiedy spałeś... m-mruczałeś coś...
- A co dokładnie? - zapytał, choć znał już odpowiedź.
Śniło mu się, że jest na jakimś wzgórzu i widzi Hermione stojącą pod drzewem. Podszedł do niej Ron i złapał ją za rękę. Potem obraz zaczął się oddalać i choć Harry biegł najszybciej jak umie nie mógł ich dogonić.
Hermiona zrobiła się czerwona:
- Ja, ja do końca nie zrozumiałam... mówiłeś niewyraźnie...
Harry tylko pokiwał głową i spojrzał wymownie w sufit. Zrozumiał, że musiał mówić jej imię. Hermiona podeszła do kanapy na której leżał.
Harry szybko usiadł i spojrzał w jej piękne brązowe oczy.
- Chciałam ci tylko podziękować, za to co zrobiłeś... tam w lesie - powiedziała kucając.
- Drobiazg... jak już wspominałem, miałem gorsze przypadki... - odpowiedział i poczuł, że robi mu się gorąco.
- Ale ty uratowałeś mi życie! Harry! - chwaliła go Hermiona.
Wstała powoli, Harry zrobił to samo.
Stali naprzeciwko siebie,  Hermiona zaczęła się przybliżać. Czy to może być prawda? Zaraz się pocałują? Harry myślał gorączkowo; bardzo tego chciał, ale Ron to jego przyjaciel, nie mógł tego mu zrobić. Jeszcze nie tak dawno przekonywał, że nic ich nie łączy, a teraz stoją razem w pokoju i są coraz bliżej siebie. Była coraz bliżej... i bliżej... i bliżej...

czwartek, 2 października 2014

Rozdział 6 Pobudka i koniec dementorów

Harry otworzył powoli oczy i zobaczył że leży na kanapie w pokoju którego jeszcze Ginny mu nie pokazała. Spojrzał na swoją lewą nogę. Była owinięta bandażem.
- Boli jak cholera - powiedział do siebie.
Podnósł się lekko i oparł plecy na podłokietniku. Usłyszał zza drzwi głos Hermiony:
- Jeszcze się nie obudził, śpi tak 2 godziny... może lepiej go nie budzić...
- Żeczywiście... lekarz mówił, że rana zrośnie się całkowicie za około 4 dni. Powiesz mu że tu byłem? - usłyszał męski głos, który od razu rozpoznał.
Kingsley! Tylko po co tu przyszedł?
- Oczywiście! - odpowiedziała szybko Hermiona.
- A więc bywaj Hermiono - powiedział spokojnie Kingsley.
Usłyszał otwierające i zamykające się drzwi. Zobaczył cień Hermiony opierającej się o drzwi. W końcu zdecydowała się otworzyć drzwi. Harry z niewiadomych mu przyczyn zamkną szybko oczy i udał że śpi. Hermiona podeszła do niego. Lekko go podniosła (nie wiedząc, że nie śpi) i poprawiła mu poduszkę. Opuściła go lekko, przyklękła obok kanapy i złapała go za rękę. Harry uchylił lekko powiekę prawego oka i zobaczył, że Hermiona się uśmiecha. Domkną ją szybko. Zasną znowu. Obudził się około godziny 17:21. Tym razem wstał z kanapy i z wielką trudnością doszedł do drzwi. Otworzył je i zanim zdążył wystawić przez nią nogę już znalazł się w uścisku Hermiony.
- Oh Harry! Już się bałam, że się nie obudzisz! Rana okazała się głębsza niż podejrzewaliśmy! Kingsley tu był został ministrem magii!
- Spokojnie Hermiono! Najpierw pozwól mu usiąść! - powiedziała Ginny.
Hermiona zawstydzona uwolniła go z uścisku i usiadła szybko na kanapę. Harry zrobił to samo tyle że wolniej, bo przypominam miał dziurę w łydce!
- A więc Kingsley jest teraz ministrem? - zapytał siadając obok Hermiony.
- Ach tak! Jego pierwszym postanowieniem było usunięcie dementorów z Azkabanu - odpowiedział Neville.
- Teraz więźniów pilnują aurorzy - dokończyła Ginny.
- To świetnie! - ucieszył się Harry - ale... co teraz z nimi się stanie?
- Najprawdopodobniej zostaną odesłane do Rumunii, by badać je tak jak smoki, ale jeszcze nikt nie podją się wyzwania jakim jest badanie takiego dementora - powiedział Dean.
- Harry jeśli chcesz możesz tu przenocować na dzień lub dwa! - zaproponowała Ginny.
- Ale... ja naprawdę nie chcę robić kłopotu... - jąkał się Harry.
- Dla mnie to przyjemność! Hermiona, Neville i Dean też nocują!
- A ty Luno nie? - zapytał Harry Luny która siedziała dotychczas cicho.
- Nie, ja muszę pojechać do ojca pomóc mu przy Żąglerze! - odpowiedziała niezwykle uradowana, że się nią przejął.
- No cóż... w takim razie, nie odmówię! - powiedział w końcu Harry.
Wszyscy się ucieszyli. Nagle drzwi wejściowe się otworzyły i staną w nich... Ron.