niedziela, 28 września 2014

Rozdział 5 Atak w lesie

Wydawało im się że stoją tak patrząc sobie w oczy w nieskończoność. Nagle Harry usłyszał szelest z jego lewej strony. Szybko skierował tam wzrok.
- Co się dzieje? - zapytała zaniepokojona Hermiona.
Nagle Harry zauważył rękę wystającą zza drzewa.
- Wracajmy - powiedział Harry odwracając Hermione i siebie.
Już mieli puścić się biegiem przed siebie,  gdy nagle zza drzewa wyszli szmalcownicy. Odwrócili się oboje w drugą stronę,  lecz tam stali już śmierciożercy.
- No proszę! Harry Potter! Ten słynny gówniarz który zabił Czarnego Pana, teraz został zagoniony w kozi róg! - zarechotał jeden ze szmalcowników.
To był najbrzydszy człowiek jakiego Harry widział na oczy! Wyjął szybko różdżkę z kieszeni i celował nią to w szmalcowników za nimi, to w śmierciożerców przed nimi.
- Czego od nas chcecie? - zapytała zdenerwowana Hermiona.
- Nikt ci nie udzielił głosu ty cuchnąca szlamo! - ryknął ten sam szmalcownik.
- Drętwota! - krzyknął Harry.
Czerwony promień ugodził szmalcownika w pierś i jak długi padł na ziemię. Kilku z nich rzuciło się na pomoc koledze a kilku zaczęło wściekle rzucać zaklęciami wykrzykując okropne przekleństwa.
Harry i Hermiona pokonali większość zwolenników Voldemorta, aż zostało tylko dwóch śmierciożerców. Harry pokonał właśnie śmierciożerce imieniem Rufus Coldback, gdy nagle usłyszał jak przeciwnik Hermiony krzyczy:
- Za Czarnego Pana!
- Nie! - wykrzykną Harry spychając Hermione z pola widzenia śmierciożercy.
Śmierciożerca rzucił zaklęcie nie wymawiając jego formuły na głos. Ugodziło ono Harrego w łydkę która natychmiast zaczęła krwawić. Harry upadł na ziemię czując palący ból na nodze. Słyszał jakby przez szybę samochodu jak Hermiona petryfikuję śmierciożerce. Kilku szmalcowników obok zaczęło się podnosić z gleby. Hermiona nie zastanawiając się chwyciła Harrego za rękę i w mgnieniu oka znaleźli się przed domkiem Ginny.
- Ginny! - usłyszał stłumiony krzyk Hermiony.
Z domku wyszła Ginny, Neville, Dean i Luna.
- Zanieście go do domu! Zaatakowali nas szmalcownicy i śmierciożercy! - szlochała Hermiona - Chciał mnie ratować i dostał jakimś zaklęciem w nogę!
Harry poczuł jak ktoś go podnosi. Zobaczył jeszcze postać Hermiony klęczącej w miejscu gdzie leżał i Ginny oraz Lunę pocieszające ją. Nagle postacie te zaczęły się rozmazywać i nie widział już nic. Stracił przytomność.

piątek, 19 września 2014

Rozdział 4 Spacer

 Hermiona powoli zabrała dłonie z twarzy i powiedziała:
- Chodźmy na spacer
- Ale, że teraz? - zapytał Harry.
Ginny zaśmiała się i nagle usłyszeli trzask dochodzący zza drzwi. Rozległo się pukanie i Ginny wstała by otworzyć gościom. Harry zabrał rękę z ramienia Hermiony i spojrzał na nadgarstek na którym miał zegarek.
- Która godzina? - zapytała Hermiona.
- 15:23 - odpowiedział jej Harry.
W drzwiach pojawił się Neville, Dean i Luna która najwyraźniej się wprosiła.
- Hej, nie masz mi za złe, żę przyprowadziłem Lunę co nie? - powiedział Nevile uścisnąwszy Ginny.
- No pewnie że nie! Wchodźcie! - odpowiedziała żwawo Ginny.
Harry przywitał się z przyjaciółmi i wyszedł z Hermioną przed dom.
- Chciałaś... iść na spacer
- No tak, chodź, pójdziemy tą ścieżką - odpowiedziała Hermiona pokazując ścieżkę prowadzącą do małego lasu.
Harry wcześniej nie zauważył tej dróżki, al bez wahania zgodził się na propozycję dziewczyny. Gdy weszli do lasku Hermiona powiedziała:
- Wiesz, chciałabym wrócić do Hogwartu, żeby skończyć siódmy rok, co o tym myślisz?
- Niepotrzebnie! Przecież nie musisz zdawać owumentów by być aurorem! - powiedział Harry.
- Ale ja nie chcę być aurorem, ja chcę dalej rozwijać...
- Chyba nie mówisz o tej twojej WSZY - zaśmiał się Harry.
- To nie jest żadna wsza! To organizacja pomagająca skrzatom domowym! I ty o tym dobrze wiesz! Poza tym myślę też o tępieniu snobów "czystej krwi" którzy uprzykrzają życie mugolakom - ciągnęła dalej Hermiona.
- A ja uważam że to bardzo dobry pomysł! - uśmiechnął się do niej Harry.
- Naprawdę tak myślisz?
- Jasne! Dzięki temu mugolakom będzie się lepiej żyło na tym świecie! Nikt inny się do tego nie nadaję lepiej niż ty! - mobilizował ją Harry.
- Dzięki - powiedziała Hermiona nieśmiało łapiąc go za nadgarstek.
- A wiesz co! Ja chyba też wrócę do Hogwartu! - powiedział przystając na chwilę.
- Naprawdę? Oh, Harry to wspaniale! - powiedziała Hermiona uśmiechając się do niego promiennie.
- Taak, co mi szkodzi - rzekł ruszając dalej - poza tym mam tam kilka spraw do załatwienia.
Tak naprawdę Harry nie chciał wracać do Hogwartu by zdawać owumenty, porostu wtedy mógł by pobyć dłużej z Hermioną i może udałoby się mu wyznać co do niej czuję.
- Na przykład?- zapytała Hermiona.
- Na przykład chciałbym... chciałbym zobaczyć czy w gabinecie dyrektora wisi portret Snape'a. Był dobrym człowiekiem i zasługuję na to.
- To wspaniałe, jak chłopak który w czasach szkolnych nie znosił nauczyciela, a w późniejszym życiu walczy o jego portret na ścianie - chwaliła go Hermiona.
- Tak uważasz? - rozpromienił się Harry.
- Jasne! - tu zatrzymała się i stanęła twarzą do chłopaka - Jesteś wspaniałym człowiekiem, Harry.
Odgarnęła mu ręką włosy z czoła odsłaniając bliznę i dotykając ją czule kciukiem:
- Boli cię jeszcze czasem? - spytała.
- Nie, ani trochę - uśmiechną się. 

poniedziałek, 15 września 2014

Roździał 3 "Przepraszam"

 Przed przeczytaniem polecam sobie puścić piosenkę Coldplay - Sparks ;)

  -Więc... - zaczął niepewnie Harry - jak ci minęły wakacje?
-Co? A! No tak...ee, całkiem nieźle - odpowiedziała Hermiona wyrwana jakby z amoku.
Stali przez chwilę w milczeniu; Harry szukał oczami rzeczy którą mógłby się zainteresować bujając się w przód i w tył, a Hermiona udawała że interesuje ją kubek zmiany nastroju Ginny. W końcu Harry przerwał milczenie:
- Więc nie znalazłaś jeszcze rodziców?
- Nie - szepnęła nie zdając sobie sprawy że powiedziała to tak cicho
- Ciężko ci bez nich? Jeśli mówienie o nich sprawia ci trudność to... - dodał Harry widząc że Hermiona powstrzymuję się od płaczu.
Nie zdążył dokończyć zdania bo Hermiona rzuciła mu się na szyję. Jej łzy spływały mu po karku; zaczął ją gładzić po włosach.
"Boże co my wyprawiamy" - pomyślał.
Nagle słyszeli głos Ginny dobiegający z kuchni:
- Uspokój się! Już z nim nie chodzę!  Po za tym, tylko chcę go na herbatę zaprosić!
Nagle Hermiona odsunęła się powoli od niego.
- Już nie chodzisz z Ginny? - zapytała ocierając łzy z policzków.
Harry pokiwał głową patrząc na jej dłoń która teraz wycierała mu szyję z łez.
- Przykro mi - powiedziała nieśmiało.
Harry uśmiechnął się do niej. Poczuł że to moment by wyznać jej dlaczego z nią zerwał:
- Hermiono... bo ja...
W tej chwili weszła Ginny z Ronem. Hermiona szybko zabrała ręce z jego ramion. Harry odwrócił się tak gwałtownie że o mało nie strącił wazonu stojącego na stoliku obok nich. Ron stał obok Ginny z szeroko otwartymi oczami, a Ginny uśmiechnęła się porozumiewawczo do Harrego. Raptem twarz Rona ze zdziwionej zmieniła się w czerwoną od złości; szybkim marszem podszedł do drzwi i wyszedł przez nie. Hermiona rzuciła się biegiem za nim krzycząć:
- Ron! Ron, to nic takiego! Ron proszę cię! Wracaj!
Harry poczuł ukłucie w okolicy klatki piersiowej, które nasiliło się gdy usłyszał Rona krzyczącego do Hermiony:
- Z nami koniec!
A jeszcze bardziej gdy usłyszał płaczącą Hermionę. Nigdy nie chciał by rozstali się w ten sposób; spodziewał się, że Ron zareaguję na to tak jak Ginny. Usiadł z głośnym plaskiem na fotelu i patrzył się w drzwi przez które wyszli Ron z Hermioną czując się podle. Po kilku minutach weszła przez nie Hermiona cała we łzach. Chwyciła najbliższą poduszkę i cisnęła nią w Harrego:
- To przez ciebie! - krzyknęła.
- Hermiono! To nie moja wina! To ty mnie uścisnęłaś! - tłumaczył się Harry, lecz naprawdę przyznawał rację Hermionie, która teraz usiadła na kanapie, ukryła twarz w dłoniach i zaczęła płakać.
Ból w klatce piersiowej Harrego stał się teraz nie do zniesienia; usiadł obok Hermiony, oparł swoją dłoń na jej ramieniu i powiedział:
- Przepraszam.

niedziela, 7 września 2014

Rozdział 2 "Czy ja mogę go zabić?!"

- Hermiona! - usłyszał głos dochodzący z przedpokoju.
Nagle rozległy się kroki. Harry nerwowo poprawił koszulkę odstawiając uprzednio kubek. Do salonu weszła Hermiona a za nią Ron i Ginny. Widząc Hermione, Harry poderwał się z miejsca.
- Harry! A myślałam że będziemy pierwsi - powiedziała Hermiona przytulając go.
Harry chciał żeby ten uścisk trwał wiesznie, niestety Ron odchrząknął i Hermiona odsunęła głowę z piersi Harrego. Patrzyli sobię w oczy dopóki Ron nie wepchną się między nich:
- Jeszcze trochę, a pomyślę, że coś was łączy - uskarżał się.
Hermiona zarumieniła się.
- Czy ja mogę go zabić? - zapytał Harry, Ginny która właśnie przechodziła obok.
- Niestety, to należy do mnie
- To kubek zmiany nastroju tak? - powiedziała wskazując palcem nakubek Ginny, nalal oblana rumieńcem.
- Ah... Tak, czerwony oznacza złość, czarny smutek, szary podirytowanie, żółty rozczarowanie, a zielony szczęście - wyliczała Ginny niosąc tace z herbatą i ciasteczkami - dostałam od mamy na urodziny... ee Ron, może pomożesz mi w kuchni?
Ron niechętnie puścił dłoń Hermiony i udał się z Ginny do kuchni.

sobota, 6 września 2014

Rozdział 1 U Ginny

Zaczynam bloga od nowa! Wszystko dzieje się miesiąc po Bitwie o Hogwart, miłego czytania ;)

  Miesiąc po Bitwie  Hogwart, Harry siedział w fotelu w starym mieszkaniu Dursley'ów. Była godzina 23:14 ale Harry nie mógł zasnąć. Rozmyślał o czymś co trapiło go od miesiąca; bał się, że już nigdy nie zobaczy Hermiony i Rona. Hermiona po Bitwie powiedziała mu: "Zobaczymy się niedługo, obiecuję" i pocałowała go w ucho. Od tego czasu poczuł coś do Hermiony.
- Nie! Nie mogę jej kochać! Przecież chodzę z Ginny! - powiedział na głos - poza tym... ona kocha Rona
Westchną ciężko.
- Muszę  powiedzieć Ginny, że już nie czuję do niej tego samego co wtedy... tylko może lepiej nie mówić jej o Hermionie.
Opadł głębiej w miękki fotel i zasnął.
  Następnego dnia obudziło go szczypanie w uchu.
- Świstoświnka! - powiedział ocierając miejsce w które uszczypnęła go sowa.
Była to sówka Ginny którą oddał jej Ron. Rozwinął mały zwój papieru i przeczytał krótką wiadomość napisaną pochyłym pismem Ginny:


Spotkajmy się o godzinie 14:00 w moim domku na skraju lasu. Możesz się tam deportować, po prostu pomyśl o nim. Wiem że nigdy tam nie byłeś, ale na pewno jakoś trafisz.
                                                                                                                                

Ginny

Ps. Zaprosiłam też Hermione, Rona i Neville'a 

 
Gdy przeczytał postscriptum serce mu zabiło mocniej. spojrzał na zegarek (była 12:29) i wystrzelił z domu jak proca. Gdy stanął przed drzwiami, upewnił się, że nikogo nie ma i pomyślał:
"Dom na skraju lasu Ginny"
Poczuł szarpnięcie w okolicy pępka i upadł na trawie przed małym domkiem z drewna. Podniósł się i podszedł do drzwi na którym wisiała tabliczka:
"Nie ma jak w domu"
Zapukał trzy razy i usłyszał głos zza drzwi:
- Już idę!
Nie minęła sekunda i w drzwiach stanęła Ginny.
- Harry! Co tak późno? Wiedziałam że przyjdziesz wcześniej - dodała widząc że chłopak już miał o to zapytać - Wejdź.
Środek domu wyglądał na o wiele większy niż z zewnątrz. Ginny zaprowadziła go do salonu gdzie usiadł na kanapie i czekał na Ginny która poszła mu zrobić herbatę. Wróciła po 10 minutach z dwoma kubkami herbaty. Podała Harremu ten z napisem "Czuj się jak u siebie ". Zaśmiał się cicho. Kubek Ginny natomiast był zielony.
-Noo, to o co chodzi? - zapytała siadając przed nim na fotelu.
Wziął głęboki oddech i wydusił:
- Bo... ten... ja chciałem... ehh, to jest trudniejsze niż ci się...
- Kim ona jest - przerwała mu patrząc w swój kubek, który teraz zmienił kolor na żółty.
- Co? - zapytał zaskoczony.
- Kim jest ta, dla której chcesz mnie rzucić? - zapytała spokojnie odrywając wzrok z kubka i patrząc mu prosto w oczy.
- Skąd wiesz? - zapytał wzdychając i skupiając wzrok w swoje buty.
- Harry - zaczęła jakby dawała mu dobrą radę - przecież znam cię... wiem że przestałam cię interesować... jestem po prostu nudna...
-  Nie! To całkiem nie tak! Jesteś super! Naprawdę! Po prostu...
Ginny przerwała mu chichocząc. Jej kubek zmienił kolor na jaskrawo zielony. Harry zrobił wielkie oczy.
- Nie jestem zła! - zaśmiała się.
Harry uśmiechnął się.
- Cieszę się... i... między nami spoko? - zapytał.
- Jasne! To nic takiego! - zachichotała Ginny.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi i Harry ujrzał w oknie burzę brązowych włosów. Ginny też je zauważyła:
- To ona! Popraw trochę włosy bo ci sterczą z lewej strony.
I znowu Harry był zaskoczony przenikliwością Ginny. Skąd ona to wszystko wie? Posłusznie poprawił włosy i wziął duży łyk herbaty. Ginny wstała i poszła otworzyć drzwi.