Przed przeczytaniem polecam sobie puścić piosenkę Coldplay - Sparks ;)
-Więc... - zaczął niepewnie Harry - jak ci minęły wakacje?
-Co? A! No tak...ee, całkiem nieźle - odpowiedziała Hermiona wyrwana jakby z amoku.
Stali przez chwilę w milczeniu; Harry szukał oczami rzeczy którą mógłby się zainteresować bujając się w przód i w tył, a Hermiona udawała że interesuje ją kubek zmiany nastroju Ginny. W końcu Harry przerwał milczenie:
- Więc nie znalazłaś jeszcze rodziców?
- Nie - szepnęła nie zdając sobie sprawy że powiedziała to tak cicho
- Ciężko ci bez nich? Jeśli mówienie o nich sprawia ci trudność to... - dodał Harry widząc że Hermiona powstrzymuję się od płaczu.
Nie zdążył dokończyć zdania bo Hermiona rzuciła mu się na szyję. Jej łzy spływały mu po karku; zaczął ją gładzić po włosach.
"Boże co my wyprawiamy" - pomyślał.
Nagle słyszeli głos Ginny dobiegający z kuchni:
- Uspokój się! Już z nim nie chodzę! Po za tym, tylko chcę go na herbatę zaprosić!
Nagle Hermiona odsunęła się powoli od niego.
- Już nie chodzisz z Ginny? - zapytała ocierając łzy z policzków.
Harry pokiwał głową patrząc na jej dłoń która teraz wycierała mu szyję z łez.
- Przykro mi - powiedziała nieśmiało.
Harry uśmiechnął się do niej. Poczuł że to moment by wyznać jej dlaczego z nią zerwał:
- Hermiono... bo ja...
W tej chwili weszła Ginny z Ronem. Hermiona szybko zabrała ręce z jego ramion. Harry odwrócił się tak gwałtownie że o mało nie strącił wazonu stojącego na stoliku obok nich. Ron stał obok Ginny z szeroko otwartymi oczami, a Ginny uśmiechnęła się porozumiewawczo do Harrego. Raptem twarz Rona ze zdziwionej zmieniła się w czerwoną od złości; szybkim marszem podszedł do drzwi i wyszedł przez nie. Hermiona rzuciła się biegiem za nim krzycząć:
- Ron! Ron, to nic takiego! Ron proszę cię! Wracaj!
Harry poczuł ukłucie w okolicy klatki piersiowej, które nasiliło się gdy usłyszał Rona krzyczącego do Hermiony:
- Z nami koniec!
A jeszcze bardziej gdy usłyszał płaczącą Hermionę. Nigdy nie chciał by rozstali się w ten sposób; spodziewał się, że Ron zareaguję na to tak jak Ginny. Usiadł z głośnym plaskiem na fotelu i patrzył się w drzwi przez które wyszli Ron z Hermioną czując się podle. Po kilku minutach weszła przez nie Hermiona cała we łzach. Chwyciła najbliższą poduszkę i cisnęła nią w Harrego:
- To przez ciebie! - krzyknęła.
- Hermiono! To nie moja wina! To ty mnie uścisnęłaś! - tłumaczył się Harry, lecz naprawdę przyznawał rację Hermionie, która teraz usiadła na kanapie, ukryła twarz w dłoniach i zaczęła płakać.
Ból w klatce piersiowej Harrego stał się teraz nie do zniesienia; usiadł obok Hermiony, oparł swoją dłoń na jej ramieniu i powiedział:
- Przepraszam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz