sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 16 Nowy nauczyciel i pogrzeb

Harry szedł zrezygnowany do Wielkiej Sali na obiad. Poprzednia lekcja, jaką była Transmutacja nie była jego najlepszą. Przed nim szedł Ron z Luną, którzy najwidoczniej nie zdawali sobie sprawy, że Harry drepczę im po piętach. Śmiali się, a Luna nawet nie wspomniała o jakimkolwiek dziwnym stworzeniu. Wydawała się być jakaś inna; żartowała, nie nosiła w uszach rzodkiewek. Udało mu się podsłuchać część rozmowy.
- ... Każdy ci powtarzał, że to brednie - mówił Ron śmiejąc się.
- Wiem, powinnam was słuchać. Ale nie ma tego złego! Przynajmniej już nie gadam jak opętana i już prawie nikt nie nazywa mnie Pomyluną! - cieszyła się Luna.
Wybałuszył oczy ze zdziwienia; czy oni mówią o Żąglerze? Przypomniał sobie tamtą Lunę, która gadała non stop o różnych niestworzonych stworach i roślinach o których dowiedziała się dzięki gazecie jej ojca. Teraz już jej nie było. Jak ohydna i oślizgła gąsienica przechodzi przemianę i zmienia się w pięknego motyla, tak ona, z Pomyluny w Lunę Lovegood.
Tylko oby przeżyła więcej niż tydzień - pomyślał Harry.
Wszedł przez otwarte drzwi do Wielkiej Sali i zajął miejsce przy stole Gryfonów. Do stołu podbiegł zadyszany i lekko czerwony Ron.
- Sorry stary, byłem... Ten... - zaczął drapać się po głowie kręcąc stopą w miejscu - U McGonagall! Taa... Wezwała mnie, by mi... Podziękować czy coś...
- Dobra! Siadaj i zamknij się w końcu, bo się jeszcze zmęczysz - przerwał tą żałosną wypowiedź.
Czy on serio zamierza kłamać? Nie chciał się tym zamęczać, już i tak za dużo myśli kłębiło się w jego głowie. Ron przysiadł się szybko do Harry'ego i nałożył sobie dużą porcję ziemniaków z koperkiem i kotlet schabowy. Po pewnym czasie dołączyła do nich Hermiona. Tylko zdążyła się przywitać i na jej głowę spadł najnowszy numer Proroka Codziennego. Lekko zażenowana usiadła i zajęła się czytaniem. Harry uniósł wzrok w górę i zobaczył chmarę sów zrzucających przesyłki i listy. Coś ukuło go w sercu gdy zobaczył białą sowę podobną do Hedwigi, z taką różnicą, że ta sowa miała czarną plamę pod brzuchem. Przypomniała mu się tragiczna śmierć jego sowy. Szybko oderwał wzrok od ptaków i zajął się jedzeniem. Usłyszał głośne chrząknięcie Rona, szybko odwrócił głowę w jego kierunku.
- Stary... Masz - podał mu list na którym było kilka kropel łez zamazujących nieco tekst - Czytaj na głos.
Ton Rona wyraźnie brzmiał smutno. Harry domyślił się, że nie będzie tam nic wesołego.
- Drogi Ronie, Harry i Hermiono. Chciałabym was powiadomić o pogrzebie Freda, który odbędzie się w ten weekend. Profesor McGonagall pozwoliła użyć wam i Ginny kominka do teleportacji. Stawiamy się na cmentarzu o 14. Molly. - tu list się kończył.
Podniósł wzrok i wtedy ujżał roztrzęsioną Hermionę, która trzymała w jednej ręce Proroka a w drugiej kawałek szaty. Podała mu bez słowa gazetę i wskazała odpowiedni artykuł. Czy mogło być coś gorszego? Zadał sobie to pytanie po czym przeczytał:
    
      Masowe ucieczki z Azkabanu!
W ostatnich dwóch dniach zanotowano pięć ucieczek z Azkabanu. Poprosiliśmy obecnego Ministra Magii Kingsley'a Shacklebolt'a o komentarz:
- Nie wiem jak mogło się to stać - mówi świeży Minister - Zleciłem obronę więźniów najlepszym aurorom jacy mieszkają w Brytanii. Grupy zwiadowcze przeszukują uważnie teren niedaleko Azkabanu. Mamy nadzieję na jak najszybsze schwytanie zbiegów.
- Czy te ucieczki mają coś wspólnego z osobą o której ostatnio jest głośniej niż kiedykolwiek? - pyta redaktor naczelna Reeta Skeeter.
- Tak, myślę, że to ma na celu znalezienie i zabicie Harry'ego Potter'a. Na jego życzenie możemy załatwić mu profesjonalną ochronę.
Czy Harry Potter, słynny zabójca Tego Którego Imienia Nadal Nie Można Wymawiać jest bezpieczny? Z tajnych źródeł wiadomo, że wrócił do szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, by dokończyć siódmy rok nauki wraz z przyjaciółmi. Jednak czy zapewniana tam ochrona zdoła zatrzymać takich opryszków jak Fenrir Greyback? Więc powtórzę zatem pytanie: Czy Harry Potter jest bezpieczny? O tym już w następnym wydaniu Proroka Codziennego. Dla państwa Reeta Skeeter.

Harry skończył czytać. Zrezygnowany i poniekąd zły rzucił gazetę na stół. Za dużo myśli kłębiło mu się pod czupryną.
Dlaczego Reeta Skeeter nadal pracuję dla Proroka? Jak Fenrir zwiał z Azkabanu? Dlaczego czuję się winny śmierci Freda? Czuł się jak we śnie. W kolejnym koszmarze, który nie daje mu spać. Jednak czy się wybudzi? Nie. Harry był pewien, że to wszystko jest jawą, choć tak bardzo pragną być we śnie.
- Idę na lekcję - rzucił odsuwając od siebie talerz.
- Ale prawie nic nie zjadłeś! - zawołał za nim Ron.
- Nie jestem głodny - mrukną.

***

Właśnie nadchodziła ostatnia lekcja jaką była Obrona Przed Czarną Magią. Choć przytłaczała go sytuacja w jakiej się znajdował (przygnębiony pogrzebem Freda i prześladowany przez Śmieciożerców) był ciekawy, kto po śmierci Voldemort'a zostanie nowym nauczycielem tego przedmiotu. Stał najbliżej drzwi, czekając na rozpoczęcie lekcji. Hermiona stała naprzeciwko niego rozmawiając z Ginny. Zastanawiała go jedna rzecz: gdzie jest Ron? Choć wyciągał szyję jak najbardziej mógł nigdzie nie dostrzegł jego wściekle rudej czupryny. Ktoś zaczął się przeciskać przez tłum biorąc pod uwagę zamieszanie i pojękiwanie z bólu.
- Au!
- Moja noga!
- Co jest?
Ujrzał ponad głowami fioletowy czubek kapelusza. Był coraz bliżej, jednak twarz właściciela nakrycia zasłaniały zdziwione i sfrustrowane twarze uczniów. W końcu ostatnie osoby rozstąpiły się odkrywając przy tym pomarszczoną twarz Aberford'a Dumbledor'a. Miał więcej zmarszczek niż wcześniej, pod jego oczyma widać było zapadnięte fałdy fioletowawej skóry. Broda sięgała mu już pasa i zakończona była pętelką. Włosy miał co najmniej dwa razy krótsze niż kiedy go zobaczył po raz pierwszy. Miał na sobie fioletową szatę w ciapki i duży kapelusz tego samego koloru. Jego twarz wyrażała obojętność, tak jakby zmuszono go, by tu uczył. Nieco rozweselił się widząc zdziwione twarze Harry'ego i Hermiony. Próbował się nawet uśmiechnąć, co niekoniecznie mu wyszło. Na twarzy miał teraz coś na pograniczu obrzydzenia i grymasu.
- Potter i Granger. Cóż za niespodzianka. A gdzie ten wasz koleżka... Jak mu tam... Rodney.
- Ron, profesorze - poprawiła go spokojnie Hermiona - Nie wiemy, gdzie się podział. Od obiadu trudno..
- Oszczędź nam referatów Granger - przerwał jej zażenowany próbując włożyć klucz do dziurki - A niech by to!
- Pozwoli profesor, że pomogę - powiedział jakiś uczeń za Harry'm, jednak w tym samym momencie rozległo się kliknięcie i profesor wszedł do klasy bez słowa.
Reszta zrobiła to samo i zajęła miejsca. Harry usiadł w środkowym rzędzie za Hermioną i Ginny, wciąż bez Rona u boku. Aberford usiadł za biurkiem i wyjął z niego starą zakurzoną skrzynkę w której coś szamotało i wierciło się niespokojnie.
- Bogin nieprawdaż? - zapytał Harry opierając się wygodnie.
- Brawa za błyskotliwość Potter. Macie te 5 punktów - rzekł obojętnie.
Po sali rozległy się zadowolone głosy. Harry trochę rozweselał.
- W tej skrzynce, jak już wspomniał Potter znajduje się Bogin. Co to Bogin oczywiście wiecie, więc nie będę was zanudzał. Słyszałem, że część z was opanowało już zaklęcie Patronusa, zatem proszę te osoby o powstanie z ławki i ustawienie się obok mnie - wskazał miejsce po jego prawej stronie.
Hermiona pierwsza wyskoczyła z ławki i podeszła do nauczyciela. Harry przez chwilę się zastanawiał, po czym także wstał. Oprócz Harry'ego i Hermiony powstali Neville, Seamus, Dean, Ginny i kilku innych Gryfonów z Gwardii. Pozostali byli trochę zawstydzeni i onieśmieleni.
- Dobrze, stoicie w kolejce, tak? Tak. Zaraz wypuszczę Bogina, on zmieni się w dementora, a wy wyczarujecie Patronusa bla bla bla - mówił stawiając skrzynkę przed Hermioną, która stała na przedzie kolejki - Gotowi? Granger przygotuj się.
Hermiona wciągnęła powietrze nosem po czym przytaknęła. Wieko skrzynki otworzyło się i wyskoczył z niej dementor. Jego głowa przykryta kapturem skierowana była w stronę Hermiony, reszta kolejki gwałtownie ruszyła do tyłu. Stała przez chwilę ściskając różdżkę w ręku po czym krzyknęła:
- Expecto Patronum!
Srebrna wydra wyskoczyła z jej różdżki i poszybowała w stronę dementora, który natychmiast wrócił do skrzyni. Wydra zatoczyła jeszcze kółko wokół Hermiony, a następnie rozpłynęła się w powietrzu.
- Świetnie Granger - pochwalił ją trochę oschle profesor - Następny!
Następni byli kolejno: Seamus, Neville i Ginny, aż przyszła jego kolej.
- Potter, skoncentruj się - powiedział Aberford przytrzymując skrzynkę.
Harry wyobraził sobie Hermionę, Rona i jego siedzących pod drzewem, śmiejących się głośno. Dementor wyłonił się z ciemnego dna skrzynki i popędził w jego stronę. Nagle wspomnienie Harry'ego zmieniło się zupełnie; stał w jakimś lesie, w ręku trzymał różdżkę, a dookoła niego leżały martwe ciała. Nie rozpoznawał twarzy, jednak domyślał się kto zabił. Spojrzał na swoje ręce, były całe umazane krwią. Nagle wrócił na jawę. On. Dementor. Patronus.
- Expecto... - ręka w której trzymał różdżkę trzęsła mu się strasznie, choć wiedział, że nie miał na niej krwi nadal ją widział - Ex... Expecto...
Dementor pędził na niego z niewyobrażalną prędkością. Przewrócił się i w pozycji siedzącej zaczął jak najszybciej oddalać. Był już tak blisko, że widział go z bliska. Pod kapturem ujrzał twarz Voldemorta.
- Ja już swoje zrobiłem - śmiał się ohydnie.
Harry miał na twarzy przerażenie, wiedział o co mu chodziło. Zabił większość osób na których mu zależało. Połowicznie wypełnił swoją misję. Nagle dementor rozpłynął się zostawiając za sobą czarny dym, który natychmiast wrócił do skrzynki. Aberford zatrzasnął wieko i tyle było po nim. Ujrzał srebrną wydrę zataczającą pętle w powietrzu i Hermionę klękającą przy nim.
- J-jesteś cała? - zdążył wydusić, po czym wszystko stało się zamazane.
Jego głowa upadła z hukiem na podłogę. Nie stracił przytomności; był gdzieś pomiędzy snem a jawą. Słyszał i czuł wszystko co dzieję się wokół niego, ale był zbyt wyczerpany i przerażony bo otworzyć oczy. Poczuł ciepły dotyk ciepłej i delikatnej dłoni na plecach. Ktoś postawił go do pozycji siedzącej. Nie miał wątpliwości, że to była Hermiona. Kolejna postać kucnęła przy nim, jednak nie była tak delikatna.
- Potter! - rozległ się męski krzyk.
Dostał mocny cios w policzek i szybko otworzył oczy.
- Profesorze! Pan oszalał! - wykrzykną masując miejsce w które dostał cios.
- Wybacz, ale czasami trzeba postąpić szybko - rzekł wstając.
Schował skrzynkę pod biurko i usiadł wygodnie na krześle jakby nigdy nic. Nagle poruszył się niespokojnie jakby o czymś sobie przypomniał. Sięgną do kieszeni szaty i wyją z niej tabliczkę czekolady. Podszedł do Harry'ego, nadal podtrzymywanego przez Hermionę. Odłamał kawałek i włożył go sobie do ust po czym oddał resztę Harry'emu. Spojrzał na niego spode łba i wkońcu zdecydował się przyjąć przysmak. Drzwi do sali otworzyły się z hukiem i staną w nich zdyszany Ron.
- Przepraszam za spóźnienie prof... Pan Aberford? - powiedział zaskoczony spoglądając na nauczyciela, który słysząc swoje imię wyprostował się nieznacznie - Harry? Co się znowu...
- Weasley! Spóźnienie! Gdzieś ty się podziewał przez te pół godziny? - przerwał mu Aberford podchodząc znów do biurka i pisząc coś na kawałku pergaminu - Zresztą nieważne! Wypad z klasy! Potter, Granger i Weasley zostają. 

-----------------------------------------------------------------------------------
Znowu spóźniona! Ale już się tłumaczę: w tamten weekend wyjeżdżałam, wiec nie miałam czasu, internetu bla bla bla... Ale! W nagrodę za oczekiwanie i w związku z nadchodzącymi świętami Bożego Narodzenia post jest dłuuuższy. Chyba jak na razie najdłuższy i najlepszy :D  Nie wiem czy nowy post pojawi się w sobotę, może później, a może szybciej... ;)


wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział 15 Być silnym

Harry wstał wcześnie, w nocy nie mógł spać. Myśl o koszmarze, który mógł mu się przyśnić przy powtórnym zaśnięciu, przyprawiała go o dreszcze. Spojrzał na zegarek na którym dochodziła piąta rano. Ubrał się po czym podszedł do łóżka Rona, na którym on smacznie spał. Szturchną go w żebra. Zero reakcji. Potrząsnął nim mocniej. Tym razem mrukną coś niewyraźnie i znów zaczął chrapać. Stracił już cierpliwość.
- Ron! Na skarpety Merlina! Zwlecz te dupsko z łóżka albo dostaniesz Avadą! - krzyknął budząc nie tylko Rona ale i całe dormitorium.
- Kto się tak drze? - zapytał Seamus siadając.
- Harry, cholera! Co znowu! - zaklną Ron ocierając oczy - Dopiero piąta!
- Idealna pora, by wstać - zakpił Harry.
Ron chcąc nie chcąc wyszedł z łóżka i poszedł się przebrać, a z nim Dean, Seamus i Neville. Gdy Harry zszedł z Ronem do Pokoju Wspólnego, siedziało tam tylko kilka osób.
- Widzisz Harry! Po jakiego grzyba mnie budziłeś tak wcześnie? - powiedział Ron siadając z Harrym na swoich ulubionych miejscach.
- Nie rób mi teraz wyrzutów, wolałeś zaspać jak wczoraj? Teraz przynajmniej nie spóźnimy się na śniadanie - odparł Harry siadając wygodnie.
- No tak... Sory - mrukną Ron.
- Nie szkodzi, poczekajmy najlepiej na Hermionę.
  Nie musieli długo, dosłownie po trzech minutach zeszła do nich Hermiona.
- Cóż za niespodzianka! Co tak wcześnie? - zapytała siadając obok nich.
- Tak wyszło - mruknęli jednocześnie Harry i Ron.

***

Podczas śniadania pozwolili sobie na długie pogawędki pomiędzy jedzeniem. Było to przyjemne, pierwszy raz stawili się tak wcześnie więc była to dla nich nowość. Później udali się na pierwszą lekcję czyli zaklęcia z Krukonami. Stali pierwsi przed drzwiami sali, więc mogli zająć najlepsze miejsca, te na końcu.
- Powiedziałeś Hermionie? - zapytał niespodziewanie Ron.
- Co?
- Czy powiedziałeś Hermionie o twoim śnie? - powiedział trochę wolniej - Nie uważasz, że powinna wiedzieć?
- Oczywiście, że tak uważam! Po prostu... Po prostu nie chcę, by się o mnie martwiła - powiedział Harry nieświadom tego, że Hermiona stoi tuż za nimi.
- Ja? Martwić się? Co to za sen Harry?
O mało nie dostali zawału, co bardzo ją rozśmieszyło.
- Kiedy ty na brodę Merlina tu się zjawiłaś? - powiedział Harry łapiąc się za serce - Czyżby znowu ten zmieniacz czasu?
- Skądże! - zaprzeczyła stanowczo Hermiona - Stałam tu dość długo, by usłyszeć jak komentowaliście ubiór jednej z czwartoklasistek.
Harry trochę poczerwieniał.
- A tak w ogóle to czemu ja dowiaduje się o tym śnie ostatnia? Nie... Czemu ja się JESZCZE o nim nie dowiedziałam? - zapytała zakładając ręce na piersi.
- No wiesz... Tak, jakoś... - mruknął.
Niezręczną sytuację Harrego przerwał profesor Filltwick który wcisnął się między nich by móc otworzyć salę.
- Przejście dla nauczyciela! - skrzeczał przechodząc.
Drzwi do klasy otworzyły się i uczniowie popędzili na koniec. Harremu udało się zająć miejsce na samym końcu. Rozglądał się za Ronem, jednak on jakby wyparował. Nagle ujrzał go siadającego z Luną. Z Luną Lovegood! Przetarł oczy z nadzieją, że to tylko sen, jednak oni nie zniknęli. Wgapiał się w nich jeszcze chwilę póki miejsca koło niego nie zajęła Hermiona.
- Mogę tu siedzieć prawda? - zapytała z ironią.
- Nie bądź śmieszna - mrukną.
Profesor zadał ćwiczenie zaklęcia odpychającego na małych kartonowych pudełkach, które umieścił na ławkach, następnie usiadł przy swoim biurku i wszyscy jak to zwykle na jego zajęciach mieli luz. 
- A więc... Opowiesz mi o tym śnie? - zapytała Hermiona pomiędzy rzucaniem zaklęcia.
- Tak, tak... - wydusił Harry, zanim zdążył to dokładnie przemyśleć - No więc tak... Szłem...
- Szedłem - mruknęła Hermiona.
- Nie poprawiaj mnie - rzekł oburzony - SZEDŁEM przez Hogwart, a właściwie przez jego ruiny... Wiesz to było podczas Bitwy o Hogwart... Dookoła ludzie ginęli, zobaczyłem martwych bliskich... Był tam Fred, Dumbledore, Syriusz, Collin, Remus i Tonks... Skręciłem w prawo i... I zobaczyłem ciebie i Rona... I wy... - tu głos mu się załamał.
Patrzył tak w dal próbując wydusić choć jedno słowo. Ruszał ustami jakby naprawdę mówił, jednak wyrazy nie przechodziły mu przez gardło. W końcu się przełamał, ale jego głos był wciąż słaby.
- Byliście martwi. Leżeliście na podłodze, a-a dookoła was kły bazyliszka... Uklęknąłem przy was... I śmiech... Słyszałem śmiech Voldemorta.
- H-Harry... To, straszne - usłyszał głos przyjaciółki.
Spojrzał w końcu na nią i zobaczył, że płacze, płacze razem z nim. Po jego policzkach również spływały pojedyncze krople łez. Harry czuł, że wiedziała jak jest mu trudno, musiała wiedzieć. W końcu byli przyjaciółmi. Uścisnęła go mocno. Tego mu było trzeba, czyjegoś wsparcia. Czuł, że jego cała siła powraca, nie miał już ochoty płakać, a właściwie to już nie płakał. Oderwali się od siebie. Harry spojrzał na nią, po czym wytarł kciukiem łzę z jej policzka. Uśmiechnął się do niej, czuł, że tak należy zrobić: pokazać jej, że jest silny, że nie ma się co martwić, że da radę.
- Ekhm... - odchrząknęła dziewczyna odwracając wzrok od zielonych tęczówek Harry'ego - M-może, wróćmy do trenowania zaklęcia.
- Tak, tak będzie najlepiej - szepnął do siebie pod nosem - Depulso.

------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział po terminie, ale jest! Potrzebowałam parę dodatkowych dni, by dokładnie przemyśleć co ma się tu zdarzyć. Jak dla mnie rozdział udany! I tak, tak... Znowu nowy tytuł bloga. "Weś sie ogarnij z tymi tytuami bo ciem pszestane czytac!!!1!" Ok,OK! To ostatni raz , serio! Wiem, że w to nie wierzysz, ja też nie...