sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 14 Przemyślenia

 Harerał swoje książki z kanapy i ruszył w stronę dormitorium wciąż rozmyślając to o zapachu z Amonencji, to o jego relacjach z Hermioną, które z dnia na dzień stają się coraz bardziej skomplikowane. Był tak pochłonięty myślami, że nie zauważył Krzywołapa plączącego się niedaleko co oczywiście skutkowało potknięciem. Runą na ziemię z wielkim hukiem, aż się zdziwił, że nikogo nie obudził. Podniósł się prędko, otrzepał z kurzu i otworzył drzwi do dormitorium chłopców. Wszyscy smacznie spali, więc przebrał się jak najciszej i położył się na łóżko. Nie mógł powstrzymać się od myśli. To się nie zgadzało! Hermionie ulżyło, gdy skłamał, że pocałował ją pod wpływem chwili, a na przyjęciu sama miała zamiar go pocałować! I jeszcze została kwestia Amonencji... zapach kwiatów to był szampon Ginny. Czuł go w Amonencji, kiedy był w niej szaleńczo zakochany... A pergamin? Pergamin jest w książkach, książki nabywa się w bibliotece, ale przecież on nie znosi biblioteki! Zaraz... On nie lubi czytać, ale... Ale Hermiona lubi!
- Eureka! - wyrwało mu się z ust.
Czyli czuł pergamin, bo Hermiona uwielbia czytać, a wyczuł coś związanego z Hermioną, gdyż coś do niej czuje. Walnął się z całej siły w czoło. Idioto! Ona musiała na to wpaść od razu kiedy jej o tym powiedział! Jednak nadal coś mu przeszkadzało... Jak mógł się tak szybko odkochać w Ginny skoro podobała mu się wtedy tak bardzo, że wyczuł zapach jej szamponu w Amonencji? Czy naprawdę jest, aż taki nieczuły? Musi przestać! To jest chore! Hermiona to jego najlepsza przyjaciółka, nic więcej. Powtarzał to sobie w myślach jeszcze przez kilka chwil póki nie zasnął.

***   
Szedł przez Hogwart, a właściwie przez jego ruiny. Dookoła świszczały zaklęcia. Co róż ktoś padał martwy i zimny jak podłoga na której leży. Słychać było wybuchy, krzyki, obłąkańcze śmiechy i pojękiwanie z bólu. A on szedł. Szedł tak 
nie zważając na nic, póki nie zobaczył Percego klęczącego przy martwym ciele jego brata. Płakał, a jego łzy kapały na twarz wciąż uśmiechniętego Freda Weasleya. Zatrzymał się przy nich na chwilkę i w jego oczach stanęły łzy. Chciał przy nich zostać, pomóc Percemu w tej trudnej chwili, ale coś kazało mu iść dalej. Za nimi leżał Lupin obok Tonks, prawie trzymali się za ręce. Dalej Snape z otwartymi oczyma pełnymi łez. Harry chciał krzyczeć z rozpaczy i bólu po utracie ich wszystkich ale tylko szedł dalej z mokrymi od łez policzkami. Dalej Dumbledore, Syriusz, Lavender, Cedric, Collin, ich ciała tworzyły aleję trupów. To było straszne. Ale szedł dalej. Skręcił w prawo i zobaczył Rona i Hermionę całujących się, a dookoła nich rozsypane były kły bazyliszka. Nagle żal i smutek zmieszały się z jeszcze jednym uczuciem jakim była złość.
- Ludzie giną, a wy macie zamiar się całować? Halo! PRZESTAŃCIE! - ryknął na cały głos.
W końcu odkleili się od siebie. Na ich twarzach nie gościły jednak żadne emocje. Patrzyli na niego, a on na nich z taką różnicą, że on miał czerwone zapłakane oczy. Nagle wszystko zawirowało i ujrzał ich martwych na podłodze. 
- NIE! - zawył jeszcze głośniej.
Klękną przy nich i złapał obojga za ręce szlochając wniebogłosy. 
- Moja wina! To moja wina! MOJA! - płakał.
Nagle rozległ się mrożący krew w żyłąch śmiech. Spojrzał w górę swoimi czerwonymi od płaczu oczyma. Rozglądał się ale nie widział nikogo, jednak nie miał wątpliwości, kto się śmiał. Voldemort.
 Otworzył gwałtownie oczy. Usiadł zdyszany na łóżku i przetarł oczy wierzchem dłoni. Był cały mokry, jakby niedawno wyszedł z basenu. Nie mógł pozbierać myśli. Co to wszystko znaczyło? Bitwa o Hogwart, martwe ciała bliskich i znajomych, Ron i Hermiona... Po prostu boi się o ich życie, nic więcej! Ale ten śmiech Voldemorta? Rozejrzał się po pokoju i zorientował się, że nikt już nie śpi, musiał ich obudzić. Ron, Dean, Seamus i Neville siedzieli na swoich łóżkach.
- Obudziłem was? - zapytał z trudnością 
łapiąc oddech - Przepraszam, nie chciałem.
- Nie szkodzi stary - odparł Ron - Znów koszmar?
Harry pokiwał głową skupiając wzrok na podłodze. 
- Mruczałeś coś, że to twoja wina - odparł Dean.
Harrego zatkało. Naprawdę musiał to krzyczeć na głos?
- Lepiej będzie, gdy położymy się spać - zaproponował Seamus zakrywając pół twarzy kołdrą. 
Jeszcze nigdy nie był tak wdzięczny Seamusowi. Przetarł jeszcze raz czoło dłonią i nakrył się kocem. 
- A co konkretnie ci się śniło Harry? - zapytał Neville na co wszyscy jęknęli niezadowoleni. Harry tylko zaśmiał się krótko, po czym spoważniał.
- Bitwa o Hogwart - powiedział krótko po czym przewrócił się na bok i próbował zasnąć.


--------------------------------------------------------------------------------------
Może krótko może nie, nie wiem jak wy ale ja jestem zadowolona z tego rozdziału ;) Postaram się, by rozdziały pojawiały się regularnie w soboty, ale niczego nie obiecuje :D Jak na razie mam wyczerpane pomysły... może potem się coś wymyśli.


poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 13 Pergamin

 Harry wstał późno i spojrzał na Rona, który ubierał buty w pośpiechu. Zaczął na niego krzyczeć za to, że go nie obudził. Ron tylko poczerwieniał lekko i mruknął, że właśnie chciał to zrobić. Ubrał się w pośpiechu i razem wybiegli na śniadanie. Tam czekały na nich Hermiona i Ginny. Usiadł szybko obok Hermiony i pośpiesznie zaczął zajadać tosty z dżemem.
- Czemu tak późno? - zapytała Ginny.
- Zaspałem i Ron - tu spojrzał na Rona który siadał z jego drugiej strony - mnie nie obudził.
- Już ci mówiłem, że miałem taki zamiar... - mruknął obrażony.
- Czy wy musicie się o wszystko kłócić?! - wydusiła w końcu Hermiona.
- Tak. - odpowiedzieli jednocześnie.
Spojrzeli na siebie po czym wybuchli śmiechem.  Hermiona zaczęła grzebać w kieszeni szaty po czym wyjęła dwa lekko pomięte kartki.
- Tu są wasze plany. Pośpieszcie się, za chwilę pierwsza lekcja - powiedziała podając każdemu swój plan.
Harry ugryzł duży kęs tosta i spojrzał na pierwszą lekcje.
- Świetnie! Eliksiry ze Ślizgonami... - przeklną los pod nosem.

***
 
 Dokończyli w spokoju śniadanie i udali się do lochów na lekcje eliksirów.  Stali przed klasą czekając na profesora Slughorna. Zaczął rozmawiać z Ronem o Quidditchu. Jakże emocjonującą rozmowę przerwał jakiś Ślizgon wykrzykujący różne przekleństwa w stronę Harrego. Harry odwrócił się na pięcie i spojrzał pytająco na owego Ślizgona.
- Co Potter? Zdziwiony? Myślałeś, że wszyscy będą cię wielbić po pojedynku z Czarnym Panem?
Już miał coś powiedzieć, gdy Hermiona złapała go za ramię. Spojrzał na nią, a ona tylko pokręciła głową. 
- O, Potter! Nowa dziewczyna! Weasley ci już nie wystarczała!? Ona przynajmniej była ładna! - wykrzyknął na głos.
Teraz już nie wytrzymał. Wyrwał się z uścisku Hermiony i wystrzelił zaklęcie w stronę Ślizgona. Promień ugodził go prosto w pierś przez co padł na ziemię jak długi. Natychmiast otoczyła go gromada uczniów. Leżał na ziemi miotając się w różne strony, a z nosa ciekła mu krew.
- Odsunąć się! Co tu się... O matko! - profesor Slughorn próbował się przecisnąć przez tłum - Powell! Zanieście go do Skrzydła Szpitalnego!
Był cały czerwony, a z jego wąsów morsa kapały kropelki potu. Agrestowe oczy były utkwione w Powellu, którego teraz niosła trójka Ślizgonów.
- D-dobrze - wyjąkał ocierając twarz chusteczką - A teraz, przyznać się... Kto to zrobił?
- To Potter! - wykrzykną ktoś z tłumu.
- Potter? Harry? To prawda? - zapytał chowając mokrą chustkę do kieszeni kamizelki.
- Tak profesorze... - wydusił Harry.
- No niestety, ale będę musiał dać ci szlaban, dziś po lekcjach przyjdziesz do mojego gabinetu... Dobrze, a teraz do klasy!
Harry nadal był zły, to na Powella to na Slughorna. Gdy przeciskał się do drzwi sali dostał potężny cios w plecy.
- Au! - wykrzykną odwracając się.
- I po co ci to było? - wycedziła przez zęby Hermiona.
Harry tylko zrobił bezradną minę i wszedł do sali. 

***

 Dla Harrego nie była to przyjemna lekcja; nie dość, że dostał szlaban to jeszcze musiał wysłuchiwać jak Slughorn komentuje jego "opuszczenie się" w eliksirach. Po eliksirach miał jeszcze kilka lekcji, po których ruszył wyczerpany do lochów. Slughorn kazał mu czyścić kociołki po poprzedniej klasie, a nie było to łatwe. W kociołku znajdowały się jeszcze pozostałości po Eliksirze Rozśmieszającym, więc Harry nie mógł nad sobą zapanować i śmiał się niekontrolowanie. W pewnym momencie profesor Slughorn musiał wyjść i Harry został sam śmiejąc się jak głupi. Zobaczył w rogu stojący kociołek z którego unosiła się spiralna para. Podszedł do niego i poczuł zapach drzewca z rączki miotły, tatry melasowej i... pergamin. Mimo iż był pod działaniem eliksiru rozśmieszającego, pamiętał, że na szóstym roku kiedy Slughorn pokazywał im ten sam wywar, nie czuł pergaminu tylko kwiaty. 
- Hermiona... Tak, Hermiona będzie wiedziała! - wykrzyknął na głos nadal rechocąc.

       ***
 Harry wpadł do Pokoju Wspólnego zdyszany i zmęczony. Zobaczył na kanapie przy kominku burze włosów.
- Hermiono! Mogę cie o coś zapytać? - zaczął siadając obok niej.
Hermiona miała na kolanie książki, ale to nie były jej książki.
- Ron jest w dormitorium...
- Nie! Nie chodzi o... Zaraz... To moje książki? Hermiono Jean Granger, czy ty z własnej woli odrabiasz za mnie lekcje? - zdziwił się Harry.
Hermiona poczerwieniała i odgarnęła włosy za ucho.
- No... Bo ja wiedziałam, że wrócisz późno i... No zakradłam się do dormitorium chłopców i... Z czego się śmiejesz? 
Harry nie mógł powstrzymać śmiechu. Może był jeszcze pod działaniem Eliksiru Rozśmieszającego? 
- Panna Nigdy-Nie-Zrobiłam-Nic-Złego zakradła się do nie swojego dormitorium - śmiał się Harry.
Hermiona także zaczęła się śmiać, ale szybko się opamiętała.
- To... O co chciałeś zapytać? 
Harry odchrząknął i przypomniał sobie co chciał powiedzieć.
- Czy... Zapach odczuwalny z Amonencji może się zmienić?
- No cóż... Zależy od upodobań na przykład jeśli ktoś lubi ciastka, ale później bardziej polubi czekoladę to może tak się stać. A czemu pytasz? - zapytała.
- Bo mój się zmienił. Na szóstym roku czułem kwiaty, a teraz nie. - odrzekł.
Hermiona przeciągnęła się i ziewnęła.
- Już chyba położę się spać. Dobranoc.
Wstała błyskawicznie z kanapy i usłyszała za sobą głos Harrego.
- Czułem pergamin... Zamiast kwiatów...
Harry patrzył na tył jej głowy, póki nie odwróciła się. Wyglądała jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale tylko mruknęła ponownie "dobranoc" i weszła do dormitorium.
- Dobranoc - odpowiedział, jednak ona już nie mogła tego słyszeć.


--------------------------------------------
Uff, nieźle kminiłam nad tym rozdziałem, ale jest! Chciałam żeby Hermiona pocałowała Harrego w policzek, kiedy mówi jej, że w Amonencji (mam nadzieję, że dobrze napisałam) wyczuł pergamin, ale się rozmyśliłam :D 
Zmiany:
•Odświeżona playlista
•Nowy tytuł bloga
•Zakładka "O mnie"

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 12 We found love right where we are

 Harry szybko grzebał w kufrze wywracając połowę jego zawartości. Spojrzał na zegarek od pani Weasley. Za dziesięć dziewiąta. W końcu! Założył ciemne dżinsy, bordową bluzkę a na to jasną, rozpiętą koszulę. Nerwowo poprawił włosy i wyszedł z dormitorium. Przywitały
go tam gromkie oklaski i wiwaty. Uśmiechną się tylko i pomachał ręką. Zszedł powoli na dół po czym Seamus zawołał.
- Zaczynamy imprezkę!
Rozległy się krzyki radości i zaczęła grać muzyka Fatalnych Jędz. Stoły zapełniły się różnymi przekąskami, na ścianach pojawiły się transparenty ze złotymi napisami: NIECH ŻYJE GOLDEN TRIO!
- Golden Trio? Nieźle brzmi! - powiedział Harry do Seamusa.
- Pomysł Nevillea, trzeba przyznać niezły! - odpowiedział, po czym zaprosił do tańca jakąś dziewczynę.
Jak on chciał być taki śmiały jak Seamus! Mógłby wtedy bez większych przeszkód poprosić Hermione do tańca. Wypatrywał właśnie Rona i Hermiony, gdy poprosiła go do tańca Romilda Vane.
- Harry zatańczysz?
Wydało mu się to trochę dziwne, że dziewczyna prosi chłopaka do tańca, ale zgodził się by nie wyjść na kretyna. Tańczyli trochę póki Harry nie wypatrzył Hermiony gadającej z Ronem obok stolika z jedzeniem. Podziękował Romildzie za taniec i podszedł do przyjaciół.
- Nie tańczycie? - zapytał biorąc ze stolika szklankę z ponczem.
- Właśnie skończyliśmy, teraz odpoczywamy - odpowiedział Ron gryząc kociołkowego pieguska.
- Znów jesteście razem? - zapytał udając nadzieję w głosie na co oni wybuchli śmiechem - Co się cieszycie? Ja na poważnie!
- Nie, uznaliśmy, że jeszcze za wcześnie na ponowny związek, ale to nam nie przeszkadza w przyjaźni! - odparła w końcu Hermiona.
Przerwała, gdy do Rona podeszła grupka dziewczyn i zaproponowała taniec. Harry nie mógł sobie wyobrazić jak Ron ma zamiar tańczyć z 4 dziewczynami naraz. Ron jednak mimo liczebności dziewczyn postanowił z nimi zatańczyć (powodem mogła być uroda dziewczyn), ugryzł szybko jeszcze jeden kęs pasztecika i ruszył na parkiet.
Stał obok Hermiony w niezręcznej ciszy póki piosenka się nie zmieniła.
(Ed Sheeran - Thinking Out Loud)
- Uwielbiam ten kawałek -
powiedziała Hermiona tupiąc nogą w rytm muzyki - Tylko skąd oni mają mugolskie piosenki?
Faktycznie było to dziwne, ale nie myślał już o tym. Teraz albo nigdy! Harry staną przed Hermioną i z głupkowatym uśmiechem wyciągną ku niej rękę.
- Zatańczysz?
Patrzyła się przez chwilę na jego dłoń z uśmiechem i w końcu odparła:
- Jasne!
Wsunęła mu dłoń w jego i udali się na parkiet. Hermiona jedną dłonią objęła go w pasie a drugą oparła o jego ramię, Harry obiema rękoma objął jej biodra. Kręcili się tak w rytm muzyki zapominając o całym Bożym świecie. Harry zaczął śpiewać cicho (a raczej mruczeć) tekst piosenki.
- I'm thinking bout how people fall in love  in mysterious ways...
- Znasz to? - zapytała niespodziewanie Hermiona.
- Słyszałem kiedyś w mugolskim radiu - odparł uśmiechając się.
Mimo iż było to jeszcze kiedy mieszkał z wujostwem pamiętał słowa doskonale. Teraz śpiewali razem roześmiani.
- So honey now take me to your loving arms...
Obrócił Hermionę kiedy ona się potknęła jednak Harry złapał ją szybko. Teraz trwali w jednej pozycji i mimo, że nikt na nich nie patrzył Harremu zdawało się, że wszyscy się z nich śmieją.
Kiss me under the light of thousand stars
Podniósł ją szybko i stali tak patrząc sobie w oczy.
Place your head on me beating heart
Hermiona była bardzo blisko, za blisko jak na przyjaciółkę.
I'm thinking out loud
Już praktycznie stykali się nosami.
Maybe we found love right where we are
Ale przecież jeszcze w pociągu Hermiona mówiła, że czuje ulgę, że Harry pocałował ją wtedy "pod wpływem chwili" a teraz sama się do niego zbliża.
We found love right where we are
Już zamkną oczy, jednak szybko je odtworzył, gdy usłyszał krzyk:
- Uwaga!
Nie zdążyli uskoczyć na bok, gdy pędzący na miotle Ron wpadł między nich, przez co wylądowali na podłodze.
- Ron! - krzyknęli rozzłoszczeni  jednocześnie Harry i Hermiona.
And we found love right where we are.
                             
                                  ***

Muzyka już nie grała, a Gryfoni zamiast tańczyć otaczali Rona, który wciąż siedział na podłodze oraz Harrego i Hermione stojących nad nim.
- No? Słuchamy! - zaczęła Hermiona.
- C-co? - wyjąkał Ron.
- Tłumacz się dlaczego latałeś przez pokój wspólny na miotle! - wycedził przez zęby Harry.
- Aaa... tak... - odparł zawstydzony Ron - No więc... Ten... Dziewczyny - tu spojrzał na grupkę dziewczyn stojących za Harrym i Hermioną - Chciały, żebym pokazał czy latam tak dobrze jak mówią... a raczej jak ja mówiłem... boo opowiadałem im, że gram dużo...
- Dobrze, dobrze, oszczędź nam tych opowiadań - przerwała mu Hermiona.
A więc Ron latał po całym pokoju wspólnym i on zauważył to dopiero kiedy w niego wleciał? To się nie mieści w głowie! Aż tak bardzo zajął się tańcem z Hermioną, że nie zwrócił uwagi na latającego sobie w te i we wte pajaca?
- Pójdę się położyć - powiedział i pobiegł do dormitorium.
Przebrał się i padł plackiem na łóżko. Całą noc myślał o tym co się zdarzyło na dole... a raczej co by się zdarzyło gdyby Ron nie popisywał się jaki jest świetny w lataniu. Był na niego okropnie zły! Hermiona chciała go pocałować! Z własnej woli!
- Oh, Ron, ty idioto!

------------------------------------
No i jest! Nie zabijcie mnie z tą akcją z Ronem xD A tak w ogóle to jestem na was zła... pod poprzednim postem nie było komentarzy! :( No nic, ale mam nadzieję, że ktoś w ogóle czyta moje wypociny. Nie wiem kiedy następny rozdział, postaram się jak najszybciej ;)