Harry wstał późno i spojrzał na Rona, który ubierał buty w pośpiechu. Zaczął na niego krzyczeć za to, że go nie obudził. Ron tylko poczerwieniał lekko i mruknął, że właśnie chciał to zrobić. Ubrał się w pośpiechu i razem wybiegli na śniadanie. Tam czekały na nich Hermiona i Ginny. Usiadł szybko obok Hermiony i pośpiesznie zaczął zajadać tosty z dżemem.
- Czemu tak późno? - zapytała Ginny.
- Zaspałem i Ron - tu spojrzał na Rona który siadał z jego drugiej strony - mnie nie obudził.
- Już ci mówiłem, że miałem taki zamiar... - mruknął obrażony.
- Czy wy musicie się o wszystko kłócić?! - wydusiła w końcu Hermiona.
- Tak. - odpowiedzieli jednocześnie.
Spojrzeli na siebie po czym wybuchli śmiechem. Hermiona zaczęła grzebać w kieszeni szaty po czym wyjęła dwa lekko pomięte kartki.
- Tu są wasze plany. Pośpieszcie się, za chwilę pierwsza lekcja - powiedziała podając każdemu swój plan.
Harry ugryzł duży kęs tosta i spojrzał na pierwszą lekcje.
- Świetnie! Eliksiry ze Ślizgonami... - przeklną los pod nosem.
***
Dokończyli w spokoju śniadanie i udali się do lochów na lekcje eliksirów. Stali przed klasą czekając na profesora Slughorna. Zaczął rozmawiać z Ronem o Quidditchu. Jakże emocjonującą rozmowę przerwał jakiś Ślizgon wykrzykujący różne przekleństwa w stronę Harrego. Harry odwrócił się na pięcie i spojrzał pytająco na owego Ślizgona.
- Co Potter? Zdziwiony? Myślałeś, że wszyscy będą cię wielbić po pojedynku z Czarnym Panem?
Już miał coś powiedzieć, gdy Hermiona złapała go za ramię. Spojrzał na nią, a ona tylko pokręciła głową.
- O, Potter! Nowa dziewczyna! Weasley ci już nie wystarczała!? Ona przynajmniej była ładna! - wykrzyknął na głos.
Teraz już nie wytrzymał. Wyrwał się z uścisku Hermiony i wystrzelił zaklęcie w stronę Ślizgona. Promień ugodził go prosto w pierś przez co padł na ziemię jak długi. Natychmiast otoczyła go gromada uczniów. Leżał na ziemi miotając się w różne strony, a z nosa ciekła mu krew.
- Odsunąć się! Co tu się... O matko! - profesor Slughorn próbował się przecisnąć przez tłum - Powell! Zanieście go do Skrzydła Szpitalnego!
Był cały czerwony, a z jego wąsów morsa kapały kropelki potu. Agrestowe oczy były utkwione w Powellu, którego teraz niosła trójka Ślizgonów.
- D-dobrze - wyjąkał ocierając twarz chusteczką - A teraz, przyznać się... Kto to zrobił?
- To Potter! - wykrzykną ktoś z tłumu.
- Potter? Harry? To prawda? - zapytał chowając mokrą chustkę do kieszeni kamizelki.
- Tak profesorze... - wydusił Harry.
- No niestety, ale będę musiał dać ci szlaban, dziś po lekcjach przyjdziesz do mojego gabinetu... Dobrze, a teraz do klasy!
Harry nadal był zły, to na Powella to na Slughorna. Gdy przeciskał się do drzwi sali dostał potężny cios w plecy.
- Au! - wykrzykną odwracając się.
- I po co ci to było? - wycedziła przez zęby Hermiona.
Harry tylko zrobił bezradną minę i wszedł do sali.
***
Dla Harrego nie była to przyjemna lekcja; nie dość, że dostał szlaban to jeszcze musiał wysłuchiwać jak Slughorn komentuje jego "opuszczenie się" w eliksirach. Po eliksirach miał jeszcze kilka lekcji, po których ruszył wyczerpany do lochów. Slughorn kazał mu czyścić kociołki po poprzedniej klasie, a nie było to łatwe. W kociołku znajdowały się jeszcze pozostałości po Eliksirze Rozśmieszającym, więc Harry nie mógł nad sobą zapanować i śmiał się niekontrolowanie. W pewnym momencie profesor Slughorn musiał wyjść i Harry został sam śmiejąc się jak głupi. Zobaczył w rogu stojący kociołek z którego unosiła się spiralna para. Podszedł do niego i poczuł zapach drzewca z rączki miotły, tatry melasowej i... pergamin. Mimo iż był pod działaniem eliksiru rozśmieszającego, pamiętał, że na szóstym roku kiedy Slughorn pokazywał im ten sam wywar, nie czuł pergaminu tylko kwiaty.
- Hermiona... Tak, Hermiona będzie wiedziała! - wykrzyknął na głos nadal rechocąc.
***
Harry wpadł do Pokoju Wspólnego zdyszany i zmęczony. Zobaczył na kanapie przy kominku burze włosów.
- Hermiono! Mogę cie o coś zapytać? - zaczął siadając obok niej.
Hermiona miała na kolanie książki, ale to nie były jej książki.
- Ron jest w dormitorium...
- Nie! Nie chodzi o... Zaraz... To moje książki? Hermiono Jean Granger, czy ty z własnej woli odrabiasz za mnie lekcje? - zdziwił się Harry.
Hermiona poczerwieniała i odgarnęła włosy za ucho.
- No... Bo ja wiedziałam, że wrócisz późno i... No zakradłam się do dormitorium chłopców i... Z czego się śmiejesz?
Harry nie mógł powstrzymać śmiechu. Może był jeszcze pod działaniem Eliksiru Rozśmieszającego?
- Panna Nigdy-Nie-Zrobiłam-Nic-Złego zakradła się do nie swojego dormitorium - śmiał się Harry.
Hermiona także zaczęła się śmiać, ale szybko się opamiętała.
- To... O co chciałeś zapytać?
Harry odchrząknął i przypomniał sobie co chciał powiedzieć.
- Czy... Zapach odczuwalny z Amonencji może się zmienić?
- No cóż... Zależy od upodobań na przykład jeśli ktoś lubi ciastka, ale później bardziej polubi czekoladę to może tak się stać. A czemu pytasz? - zapytała.
- Bo mój się zmienił. Na szóstym roku czułem kwiaty, a teraz nie. - odrzekł.
Hermiona przeciągnęła się i ziewnęła.
- Już chyba położę się spać. Dobranoc.
Wstała błyskawicznie z kanapy i usłyszała za sobą głos Harrego.
- Czułem pergamin... Zamiast kwiatów...
Harry patrzył na tył jej głowy, póki nie odwróciła się. Wyglądała jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale tylko mruknęła ponownie "dobranoc" i weszła do dormitorium.
- Dobranoc - odpowiedział, jednak ona już nie mogła tego słyszeć.
--------------------------------------------
Uff, nieźle kminiłam nad tym rozdziałem, ale jest! Chciałam żeby Hermiona pocałowała Harrego w policzek, kiedy mówi jej, że w Amonencji (mam nadzieję, że dobrze napisałam) wyczuł pergamin, ale się rozmyśliłam :D
Zmiany:
•Odświeżona playlista
•Nowy tytuł bloga
•Zakładka "O mnie"