wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 19 Zazdrość

 Harry wraz z Ronem wpadli do dormitorium i rzucili się na łóżko.
- Stary... Nie znoszę pogrzebów - rzekł w końcu Ron.
- Ja też - odpowiedział smętnie wlepiając wzrok w sufit.
Rozpamiętywał słowa Pana Weasleya: To, że Voldemort zginą, nie znaczy, że jesteśmy bezpieczni w stu procentach.
Miał rację. Zastanawiał się czy aby przypadkiem nie jest bardziej narażony niż w trakcie panowania Voldemorta. Nie! Nie ma co porównywać, teraz jest o wiele bezpieczniej.
Zeskoczył z łóżka, dopiero, gdy przypomniał sobie, że nadal ma na sobie szatę wyjściową, Ron od razu poszedł w jego ślady. Przebrany i zmęczony padł z powrotem na łóżko i momentalnie zasną.
 
                                                                                ***


- Jesteś tu? Harry? - usłyszał słodki kobiecy głos roznoszący się echem.
Chciał od krzyczeć, ale głos uwiązł mu w gardle.
Rozejrzał się dookoła, ale nikogo nie zobaczył. W końcu dostrzegł rudowłosą kobietę stojącą w pewnej odległości od niego. Dookoła unosiła się rzadka mgła. Ruszył pędem w jej stronę. Gdy znalazł się tuż przed nią, wyciągną rękę, by móc ją dotknąć, jednak wyczuł tylko gładką taflę lustra. Mgła opadła nieznacznie i mógł dostrzec złotą, ręcznie zdobioną ramę, otaczającą jego matkę. Lily Potter była jedynie odbiciem. Dookoła stało jeszcze kilka innych luster, a w nich inne postacie: James Potter, Syriusz, Lupin, Fred, Tonks itd.
- Znowu o was śnię - wychrypiał Harry. Często spotykał swoich bliskich we snach, raz są spokojni, a raz krzyczą, że to jego wina, że nie żyją. Lily spokojnie dotknęła dłonią lustra, szepcząc coś czego nie mógł usłyszeć. Wolno wyprostował rękę i opuszkami palców dotknął tafli w tym samym miejscu co jego matka. Uśmiechnęła się promiennie, a on odwzajemnił gest. Harry spojrzał na innych, którzy tkwili w dokładnie takiej samej pozie co Lily, także uśmiechnięci i z ręką na lustrze.
- Zaraz - zdążył jeszcze powiedzieć.
Nagle wszyscy zaczęli bić piąstkami w lustro. Harry przerażony nagłą zmianą zachowania odskoczył od matki jak oparzony, bo rzeczywiście jego ręka piekła teraz niemiłosiernie. Lustro otaczała teraz czerwona poświata, jakby bariera ochronna.Wystukiwali w równym tempie jakąś melodię, bądź nawet szyfr. Oddychał szybko, nie znając przyczyny dziwnego zachowania zgromadzonych. Ich twarze były równie przerażone co jego. Krzyczeli coś, jednak lustro nie przepuszczało dźwięków. Chciał biec, ale podłoga stała się śliska, jakby wysmarowana oliwką. Przewrócił się i na czworakach oddalał się jak tylko mógł najdalej. Podłoga zaczęła przybliżać go do luster. Wiercił się w mazi próbując oddalić się od luster jak najszybciej potrafił, jednak poślizną się wierzchem buta. Jego dłoń piekła po starciu z piekącą powierzchnią luster oraz dziwną kleistą mazią, rozprowadzoną po podłodze. Podłoga zatrzymała się dosłownie kilka centymetrów od luster. Klęczał teraz przed matką, która spojrzała na niego wzrokiem pełnym przerażenia i rozpaczy. Rozejrzał się; wszyscy patrzyli teraz na niego, dokładnie tym samym wzrokiem. Bał się jak nigdy dotąd we snach. Nagle, lustra pękły nieznacznie w prawym górnym rogu, a wszyscy ryknęli: Pomocy!
Harry obudził się po raz kolejny zlany potem. Oparł się o ścianę za łóżkiem. Co ten sen mógł oznaczać? Dlaczego, wszyscy zmarli, których kochał zostali uwięzieni w lustrach? Dostrzegł, że jego zasłony są rozsunięte. Ron stał nad jego łóżkiem przerażony. Ruszał ustami, ale z jego ust nie wydostawał się żaden głos.
- Chyba nie tylko ja przeżywam ten pogrzeb - wydusił w końcu.

***





 Śniadanie minęło im spokojnie. W sumie nic szczególnego się nie działo, po za tym, że Seamusa odebrała matka, rezygnując tym samym z ponownego zaliczania roku syna. Neville uskarżał się, że jego babcia zmusiła go do powrotu do szkoły, a Ron co jakiś czas dławił się posiłkiem. Hermiona czytała Proroka i prawie nic nie zjadła. Co jakiś czas rzucała jakimś zgryźliwym tekstem w stronę Reety typu: "Małpa!" albo "Stara landryna!". Jej reakcje rozbawiły Harry'ego i Rona do łez, a ona tylko posyłała im srogie spojrzenie, ale widać było na jej twarzy cień uśmiechu.
 Siedzieli teraz w Pokoju Wspólnym grając w Eksplodującego Durnia. Hermiona mimo próśb ze strony chłopaków nie dała się namówić na partyjkę, wolała zająć się książką. Co jakiś czas do Harry'ego podchodziły młodsze Gryfonki i kibicowały mu, bądź po prostu się witały z rumieńcami na twarzach. Trochę go to irytowało, jednak niektóre dziewczyny były naprawdę ładne. Kątem oka dostrzegł Hermionę, która mocno zacisnęła pięści na książce. Co jakiś czas wychylała się znad lektury, obserwując zdarzenie.
- Hej Harry? - usłyszał głos za swoimi plecami. Odwrócił się gwałtownie i zobaczył wysoką Gryfonkę, na oko w wieku Ginny. Miała mocno uwydatnione kości policzkowe, długie ciemne włosy i promienny uśmiech, którym go teraz obdarowała.
- Tak? - odpowiedział szybko.
Dziewczyna, co jakiś czas zaciskała mocno pięści, aż w końcu przemówiła:
- Jestem Jean! - wykrztusiła wyciągając do niego rękę, którą uścisną - Może miałbyś potem ochotę na spacer?
Harry'ego zatkało. Dziewczyna imieniem Jean, chcę się z nim umówić.
- Emm... D-dziś nie dam rady...
- To może jutro? - przerwała mu. Harry był w kropce. Nie miał specjalnie ochoty na randki, ale nie chciał również urazić Jean.
- Ok - powiedział zanim zdążył ugryźć się w język.
- Super! - wykrztusiła jeszcze i z piskiem udałą się do dormitorium, a za nią grupa jej koleżanek.
Po odejściu dziewczyny od razu zrobiło się pusto, praktycznie zostali tylko on, Ron i Hermiona, wraz z kilkoma pierwszakami odrabiającymi lekcję. Jego wzrok powędrował ku towarzyszom. Ron miał otwarte na oścież usta, a Hermiona wyglądała na rozwścieczoną.
- No stary - odezwał się Ron kręcąc z aprobatą głową - Ale laskę wyrwałeś!
Hermiona głośno huknęła książką, którą rzuciła na stolik. Wszyscy podskoczyli, a pierwszoroczniacy nie wiedzieć czemu uciekli do dormitoriów.
- Czy wy naprawdę nie widzicie, że ta dziewczyna umówiła się z Harry'm tylko dlatego, że nagle stał się sławniejszy, niż dotąd? - huknęła. Harry jeszcze nigdy nie widział Hermiony tak złej.
- To wy sobie pogadajcie - powiedział Ron wstając. Pobiegł truchtem do dormitorium i tyle go widzieli.
- O co ci właściwie chodzi? - zapytał Harry.
- O to, że jesteś ślepy Harry! - odfuknęła Hermiona - Zabiłeś Voldemorta i nagle pojawia się przy tobie łańcuszek dziewczyn, nie widzisz powiązania?
- A może, jakoś się dowiedziały, że już nie chodzę z Ginny?
- Jakoś przedtem, gdy nie miałeś dziewczyny, nie ustawiały się do ciebie w kolejce!
- Bo wtedy... - przerwał zaskoczony faktem - Zaraz! Ty jesteś zazdrosna!
Hermiona zamknęła gwałtownie usta i rozejrzała się dookoła.
- Ja wcale, nie jestem zazdrosna! - syknęła przez zęby.
- To jak inaczej nazwałabyś to, że teraz krzyczysz na mnie, przez to, że się z kimś umówiłem? - zapytał Harry wstając.
- To, tylko troska, Harry! TROSKA! Nie każda dziewczyna musi cie chcieć! - odkrzyknęła również się podnosząc.
- Ty byś mnie nie chciała?! - wyrwało mu się z ust. Szybko zakrył je dłonią.
- Jesteś moim... Przyjacielem Harry! - powiedziała nieco ciszej - Patrzyłam na ciebie inaczej tylko podczas pierwszego roku nauki.
Hermiona pospiesznie zebrała swoje książki i udała się w stronę dormitorium. Otworzyła drzwi i weszła przez nie pośpiesznie.
- Ty byś mnie nie chciała - mrukną Harry pod nosem.

--------------------------------------------------------------------------------------------
Woow! Myślę, że wyszło całkiem, całkiem. :D  Jak już pewnie zauważyliście, odświeżona playlista. Te wszystkie kawałki, które słyszycie podczas czytania postów, są moimi ulubionymi i możliwe, że w tym samym czasie, kiedy WY je słyszycie, ja słucham ich także. Wena mnie nawiedziła i mam mnóstwo pomysłów jak rozkręcić fabułę. ;)