sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 16 Nowy nauczyciel i pogrzeb

Harry szedł zrezygnowany do Wielkiej Sali na obiad. Poprzednia lekcja, jaką była Transmutacja nie była jego najlepszą. Przed nim szedł Ron z Luną, którzy najwidoczniej nie zdawali sobie sprawy, że Harry drepczę im po piętach. Śmiali się, a Luna nawet nie wspomniała o jakimkolwiek dziwnym stworzeniu. Wydawała się być jakaś inna; żartowała, nie nosiła w uszach rzodkiewek. Udało mu się podsłuchać część rozmowy.
- ... Każdy ci powtarzał, że to brednie - mówił Ron śmiejąc się.
- Wiem, powinnam was słuchać. Ale nie ma tego złego! Przynajmniej już nie gadam jak opętana i już prawie nikt nie nazywa mnie Pomyluną! - cieszyła się Luna.
Wybałuszył oczy ze zdziwienia; czy oni mówią o Żąglerze? Przypomniał sobie tamtą Lunę, która gadała non stop o różnych niestworzonych stworach i roślinach o których dowiedziała się dzięki gazecie jej ojca. Teraz już jej nie było. Jak ohydna i oślizgła gąsienica przechodzi przemianę i zmienia się w pięknego motyla, tak ona, z Pomyluny w Lunę Lovegood.
Tylko oby przeżyła więcej niż tydzień - pomyślał Harry.
Wszedł przez otwarte drzwi do Wielkiej Sali i zajął miejsce przy stole Gryfonów. Do stołu podbiegł zadyszany i lekko czerwony Ron.
- Sorry stary, byłem... Ten... - zaczął drapać się po głowie kręcąc stopą w miejscu - U McGonagall! Taa... Wezwała mnie, by mi... Podziękować czy coś...
- Dobra! Siadaj i zamknij się w końcu, bo się jeszcze zmęczysz - przerwał tą żałosną wypowiedź.
Czy on serio zamierza kłamać? Nie chciał się tym zamęczać, już i tak za dużo myśli kłębiło się w jego głowie. Ron przysiadł się szybko do Harry'ego i nałożył sobie dużą porcję ziemniaków z koperkiem i kotlet schabowy. Po pewnym czasie dołączyła do nich Hermiona. Tylko zdążyła się przywitać i na jej głowę spadł najnowszy numer Proroka Codziennego. Lekko zażenowana usiadła i zajęła się czytaniem. Harry uniósł wzrok w górę i zobaczył chmarę sów zrzucających przesyłki i listy. Coś ukuło go w sercu gdy zobaczył białą sowę podobną do Hedwigi, z taką różnicą, że ta sowa miała czarną plamę pod brzuchem. Przypomniała mu się tragiczna śmierć jego sowy. Szybko oderwał wzrok od ptaków i zajął się jedzeniem. Usłyszał głośne chrząknięcie Rona, szybko odwrócił głowę w jego kierunku.
- Stary... Masz - podał mu list na którym było kilka kropel łez zamazujących nieco tekst - Czytaj na głos.
Ton Rona wyraźnie brzmiał smutno. Harry domyślił się, że nie będzie tam nic wesołego.
- Drogi Ronie, Harry i Hermiono. Chciałabym was powiadomić o pogrzebie Freda, który odbędzie się w ten weekend. Profesor McGonagall pozwoliła użyć wam i Ginny kominka do teleportacji. Stawiamy się na cmentarzu o 14. Molly. - tu list się kończył.
Podniósł wzrok i wtedy ujżał roztrzęsioną Hermionę, która trzymała w jednej ręce Proroka a w drugiej kawałek szaty. Podała mu bez słowa gazetę i wskazała odpowiedni artykuł. Czy mogło być coś gorszego? Zadał sobie to pytanie po czym przeczytał:
    
      Masowe ucieczki z Azkabanu!
W ostatnich dwóch dniach zanotowano pięć ucieczek z Azkabanu. Poprosiliśmy obecnego Ministra Magii Kingsley'a Shacklebolt'a o komentarz:
- Nie wiem jak mogło się to stać - mówi świeży Minister - Zleciłem obronę więźniów najlepszym aurorom jacy mieszkają w Brytanii. Grupy zwiadowcze przeszukują uważnie teren niedaleko Azkabanu. Mamy nadzieję na jak najszybsze schwytanie zbiegów.
- Czy te ucieczki mają coś wspólnego z osobą o której ostatnio jest głośniej niż kiedykolwiek? - pyta redaktor naczelna Reeta Skeeter.
- Tak, myślę, że to ma na celu znalezienie i zabicie Harry'ego Potter'a. Na jego życzenie możemy załatwić mu profesjonalną ochronę.
Czy Harry Potter, słynny zabójca Tego Którego Imienia Nadal Nie Można Wymawiać jest bezpieczny? Z tajnych źródeł wiadomo, że wrócił do szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, by dokończyć siódmy rok nauki wraz z przyjaciółmi. Jednak czy zapewniana tam ochrona zdoła zatrzymać takich opryszków jak Fenrir Greyback? Więc powtórzę zatem pytanie: Czy Harry Potter jest bezpieczny? O tym już w następnym wydaniu Proroka Codziennego. Dla państwa Reeta Skeeter.

Harry skończył czytać. Zrezygnowany i poniekąd zły rzucił gazetę na stół. Za dużo myśli kłębiło mu się pod czupryną.
Dlaczego Reeta Skeeter nadal pracuję dla Proroka? Jak Fenrir zwiał z Azkabanu? Dlaczego czuję się winny śmierci Freda? Czuł się jak we śnie. W kolejnym koszmarze, który nie daje mu spać. Jednak czy się wybudzi? Nie. Harry był pewien, że to wszystko jest jawą, choć tak bardzo pragną być we śnie.
- Idę na lekcję - rzucił odsuwając od siebie talerz.
- Ale prawie nic nie zjadłeś! - zawołał za nim Ron.
- Nie jestem głodny - mrukną.

***

Właśnie nadchodziła ostatnia lekcja jaką była Obrona Przed Czarną Magią. Choć przytłaczała go sytuacja w jakiej się znajdował (przygnębiony pogrzebem Freda i prześladowany przez Śmieciożerców) był ciekawy, kto po śmierci Voldemort'a zostanie nowym nauczycielem tego przedmiotu. Stał najbliżej drzwi, czekając na rozpoczęcie lekcji. Hermiona stała naprzeciwko niego rozmawiając z Ginny. Zastanawiała go jedna rzecz: gdzie jest Ron? Choć wyciągał szyję jak najbardziej mógł nigdzie nie dostrzegł jego wściekle rudej czupryny. Ktoś zaczął się przeciskać przez tłum biorąc pod uwagę zamieszanie i pojękiwanie z bólu.
- Au!
- Moja noga!
- Co jest?
Ujrzał ponad głowami fioletowy czubek kapelusza. Był coraz bliżej, jednak twarz właściciela nakrycia zasłaniały zdziwione i sfrustrowane twarze uczniów. W końcu ostatnie osoby rozstąpiły się odkrywając przy tym pomarszczoną twarz Aberford'a Dumbledor'a. Miał więcej zmarszczek niż wcześniej, pod jego oczyma widać było zapadnięte fałdy fioletowawej skóry. Broda sięgała mu już pasa i zakończona była pętelką. Włosy miał co najmniej dwa razy krótsze niż kiedy go zobaczył po raz pierwszy. Miał na sobie fioletową szatę w ciapki i duży kapelusz tego samego koloru. Jego twarz wyrażała obojętność, tak jakby zmuszono go, by tu uczył. Nieco rozweselił się widząc zdziwione twarze Harry'ego i Hermiony. Próbował się nawet uśmiechnąć, co niekoniecznie mu wyszło. Na twarzy miał teraz coś na pograniczu obrzydzenia i grymasu.
- Potter i Granger. Cóż za niespodzianka. A gdzie ten wasz koleżka... Jak mu tam... Rodney.
- Ron, profesorze - poprawiła go spokojnie Hermiona - Nie wiemy, gdzie się podział. Od obiadu trudno..
- Oszczędź nam referatów Granger - przerwał jej zażenowany próbując włożyć klucz do dziurki - A niech by to!
- Pozwoli profesor, że pomogę - powiedział jakiś uczeń za Harry'm, jednak w tym samym momencie rozległo się kliknięcie i profesor wszedł do klasy bez słowa.
Reszta zrobiła to samo i zajęła miejsca. Harry usiadł w środkowym rzędzie za Hermioną i Ginny, wciąż bez Rona u boku. Aberford usiadł za biurkiem i wyjął z niego starą zakurzoną skrzynkę w której coś szamotało i wierciło się niespokojnie.
- Bogin nieprawdaż? - zapytał Harry opierając się wygodnie.
- Brawa za błyskotliwość Potter. Macie te 5 punktów - rzekł obojętnie.
Po sali rozległy się zadowolone głosy. Harry trochę rozweselał.
- W tej skrzynce, jak już wspomniał Potter znajduje się Bogin. Co to Bogin oczywiście wiecie, więc nie będę was zanudzał. Słyszałem, że część z was opanowało już zaklęcie Patronusa, zatem proszę te osoby o powstanie z ławki i ustawienie się obok mnie - wskazał miejsce po jego prawej stronie.
Hermiona pierwsza wyskoczyła z ławki i podeszła do nauczyciela. Harry przez chwilę się zastanawiał, po czym także wstał. Oprócz Harry'ego i Hermiony powstali Neville, Seamus, Dean, Ginny i kilku innych Gryfonów z Gwardii. Pozostali byli trochę zawstydzeni i onieśmieleni.
- Dobrze, stoicie w kolejce, tak? Tak. Zaraz wypuszczę Bogina, on zmieni się w dementora, a wy wyczarujecie Patronusa bla bla bla - mówił stawiając skrzynkę przed Hermioną, która stała na przedzie kolejki - Gotowi? Granger przygotuj się.
Hermiona wciągnęła powietrze nosem po czym przytaknęła. Wieko skrzynki otworzyło się i wyskoczył z niej dementor. Jego głowa przykryta kapturem skierowana była w stronę Hermiony, reszta kolejki gwałtownie ruszyła do tyłu. Stała przez chwilę ściskając różdżkę w ręku po czym krzyknęła:
- Expecto Patronum!
Srebrna wydra wyskoczyła z jej różdżki i poszybowała w stronę dementora, który natychmiast wrócił do skrzyni. Wydra zatoczyła jeszcze kółko wokół Hermiony, a następnie rozpłynęła się w powietrzu.
- Świetnie Granger - pochwalił ją trochę oschle profesor - Następny!
Następni byli kolejno: Seamus, Neville i Ginny, aż przyszła jego kolej.
- Potter, skoncentruj się - powiedział Aberford przytrzymując skrzynkę.
Harry wyobraził sobie Hermionę, Rona i jego siedzących pod drzewem, śmiejących się głośno. Dementor wyłonił się z ciemnego dna skrzynki i popędził w jego stronę. Nagle wspomnienie Harry'ego zmieniło się zupełnie; stał w jakimś lesie, w ręku trzymał różdżkę, a dookoła niego leżały martwe ciała. Nie rozpoznawał twarzy, jednak domyślał się kto zabił. Spojrzał na swoje ręce, były całe umazane krwią. Nagle wrócił na jawę. On. Dementor. Patronus.
- Expecto... - ręka w której trzymał różdżkę trzęsła mu się strasznie, choć wiedział, że nie miał na niej krwi nadal ją widział - Ex... Expecto...
Dementor pędził na niego z niewyobrażalną prędkością. Przewrócił się i w pozycji siedzącej zaczął jak najszybciej oddalać. Był już tak blisko, że widział go z bliska. Pod kapturem ujrzał twarz Voldemorta.
- Ja już swoje zrobiłem - śmiał się ohydnie.
Harry miał na twarzy przerażenie, wiedział o co mu chodziło. Zabił większość osób na których mu zależało. Połowicznie wypełnił swoją misję. Nagle dementor rozpłynął się zostawiając za sobą czarny dym, który natychmiast wrócił do skrzynki. Aberford zatrzasnął wieko i tyle było po nim. Ujrzał srebrną wydrę zataczającą pętle w powietrzu i Hermionę klękającą przy nim.
- J-jesteś cała? - zdążył wydusić, po czym wszystko stało się zamazane.
Jego głowa upadła z hukiem na podłogę. Nie stracił przytomności; był gdzieś pomiędzy snem a jawą. Słyszał i czuł wszystko co dzieję się wokół niego, ale był zbyt wyczerpany i przerażony bo otworzyć oczy. Poczuł ciepły dotyk ciepłej i delikatnej dłoni na plecach. Ktoś postawił go do pozycji siedzącej. Nie miał wątpliwości, że to była Hermiona. Kolejna postać kucnęła przy nim, jednak nie była tak delikatna.
- Potter! - rozległ się męski krzyk.
Dostał mocny cios w policzek i szybko otworzył oczy.
- Profesorze! Pan oszalał! - wykrzykną masując miejsce w które dostał cios.
- Wybacz, ale czasami trzeba postąpić szybko - rzekł wstając.
Schował skrzynkę pod biurko i usiadł wygodnie na krześle jakby nigdy nic. Nagle poruszył się niespokojnie jakby o czymś sobie przypomniał. Sięgną do kieszeni szaty i wyją z niej tabliczkę czekolady. Podszedł do Harry'ego, nadal podtrzymywanego przez Hermionę. Odłamał kawałek i włożył go sobie do ust po czym oddał resztę Harry'emu. Spojrzał na niego spode łba i wkońcu zdecydował się przyjąć przysmak. Drzwi do sali otworzyły się z hukiem i staną w nich zdyszany Ron.
- Przepraszam za spóźnienie prof... Pan Aberford? - powiedział zaskoczony spoglądając na nauczyciela, który słysząc swoje imię wyprostował się nieznacznie - Harry? Co się znowu...
- Weasley! Spóźnienie! Gdzieś ty się podziewał przez te pół godziny? - przerwał mu Aberford podchodząc znów do biurka i pisząc coś na kawałku pergaminu - Zresztą nieważne! Wypad z klasy! Potter, Granger i Weasley zostają. 

-----------------------------------------------------------------------------------
Znowu spóźniona! Ale już się tłumaczę: w tamten weekend wyjeżdżałam, wiec nie miałam czasu, internetu bla bla bla... Ale! W nagrodę za oczekiwanie i w związku z nadchodzącymi świętami Bożego Narodzenia post jest dłuuuższy. Chyba jak na razie najdłuższy i najlepszy :D  Nie wiem czy nowy post pojawi się w sobotę, może później, a może szybciej... ;)


wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział 15 Być silnym

Harry wstał wcześnie, w nocy nie mógł spać. Myśl o koszmarze, który mógł mu się przyśnić przy powtórnym zaśnięciu, przyprawiała go o dreszcze. Spojrzał na zegarek na którym dochodziła piąta rano. Ubrał się po czym podszedł do łóżka Rona, na którym on smacznie spał. Szturchną go w żebra. Zero reakcji. Potrząsnął nim mocniej. Tym razem mrukną coś niewyraźnie i znów zaczął chrapać. Stracił już cierpliwość.
- Ron! Na skarpety Merlina! Zwlecz te dupsko z łóżka albo dostaniesz Avadą! - krzyknął budząc nie tylko Rona ale i całe dormitorium.
- Kto się tak drze? - zapytał Seamus siadając.
- Harry, cholera! Co znowu! - zaklną Ron ocierając oczy - Dopiero piąta!
- Idealna pora, by wstać - zakpił Harry.
Ron chcąc nie chcąc wyszedł z łóżka i poszedł się przebrać, a z nim Dean, Seamus i Neville. Gdy Harry zszedł z Ronem do Pokoju Wspólnego, siedziało tam tylko kilka osób.
- Widzisz Harry! Po jakiego grzyba mnie budziłeś tak wcześnie? - powiedział Ron siadając z Harrym na swoich ulubionych miejscach.
- Nie rób mi teraz wyrzutów, wolałeś zaspać jak wczoraj? Teraz przynajmniej nie spóźnimy się na śniadanie - odparł Harry siadając wygodnie.
- No tak... Sory - mrukną Ron.
- Nie szkodzi, poczekajmy najlepiej na Hermionę.
  Nie musieli długo, dosłownie po trzech minutach zeszła do nich Hermiona.
- Cóż za niespodzianka! Co tak wcześnie? - zapytała siadając obok nich.
- Tak wyszło - mruknęli jednocześnie Harry i Ron.

***

Podczas śniadania pozwolili sobie na długie pogawędki pomiędzy jedzeniem. Było to przyjemne, pierwszy raz stawili się tak wcześnie więc była to dla nich nowość. Później udali się na pierwszą lekcję czyli zaklęcia z Krukonami. Stali pierwsi przed drzwiami sali, więc mogli zająć najlepsze miejsca, te na końcu.
- Powiedziałeś Hermionie? - zapytał niespodziewanie Ron.
- Co?
- Czy powiedziałeś Hermionie o twoim śnie? - powiedział trochę wolniej - Nie uważasz, że powinna wiedzieć?
- Oczywiście, że tak uważam! Po prostu... Po prostu nie chcę, by się o mnie martwiła - powiedział Harry nieświadom tego, że Hermiona stoi tuż za nimi.
- Ja? Martwić się? Co to za sen Harry?
O mało nie dostali zawału, co bardzo ją rozśmieszyło.
- Kiedy ty na brodę Merlina tu się zjawiłaś? - powiedział Harry łapiąc się za serce - Czyżby znowu ten zmieniacz czasu?
- Skądże! - zaprzeczyła stanowczo Hermiona - Stałam tu dość długo, by usłyszeć jak komentowaliście ubiór jednej z czwartoklasistek.
Harry trochę poczerwieniał.
- A tak w ogóle to czemu ja dowiaduje się o tym śnie ostatnia? Nie... Czemu ja się JESZCZE o nim nie dowiedziałam? - zapytała zakładając ręce na piersi.
- No wiesz... Tak, jakoś... - mruknął.
Niezręczną sytuację Harrego przerwał profesor Filltwick który wcisnął się między nich by móc otworzyć salę.
- Przejście dla nauczyciela! - skrzeczał przechodząc.
Drzwi do klasy otworzyły się i uczniowie popędzili na koniec. Harremu udało się zająć miejsce na samym końcu. Rozglądał się za Ronem, jednak on jakby wyparował. Nagle ujrzał go siadającego z Luną. Z Luną Lovegood! Przetarł oczy z nadzieją, że to tylko sen, jednak oni nie zniknęli. Wgapiał się w nich jeszcze chwilę póki miejsca koło niego nie zajęła Hermiona.
- Mogę tu siedzieć prawda? - zapytała z ironią.
- Nie bądź śmieszna - mrukną.
Profesor zadał ćwiczenie zaklęcia odpychającego na małych kartonowych pudełkach, które umieścił na ławkach, następnie usiadł przy swoim biurku i wszyscy jak to zwykle na jego zajęciach mieli luz. 
- A więc... Opowiesz mi o tym śnie? - zapytała Hermiona pomiędzy rzucaniem zaklęcia.
- Tak, tak... - wydusił Harry, zanim zdążył to dokładnie przemyśleć - No więc tak... Szłem...
- Szedłem - mruknęła Hermiona.
- Nie poprawiaj mnie - rzekł oburzony - SZEDŁEM przez Hogwart, a właściwie przez jego ruiny... Wiesz to było podczas Bitwy o Hogwart... Dookoła ludzie ginęli, zobaczyłem martwych bliskich... Był tam Fred, Dumbledore, Syriusz, Collin, Remus i Tonks... Skręciłem w prawo i... I zobaczyłem ciebie i Rona... I wy... - tu głos mu się załamał.
Patrzył tak w dal próbując wydusić choć jedno słowo. Ruszał ustami jakby naprawdę mówił, jednak wyrazy nie przechodziły mu przez gardło. W końcu się przełamał, ale jego głos był wciąż słaby.
- Byliście martwi. Leżeliście na podłodze, a-a dookoła was kły bazyliszka... Uklęknąłem przy was... I śmiech... Słyszałem śmiech Voldemorta.
- H-Harry... To, straszne - usłyszał głos przyjaciółki.
Spojrzał w końcu na nią i zobaczył, że płacze, płacze razem z nim. Po jego policzkach również spływały pojedyncze krople łez. Harry czuł, że wiedziała jak jest mu trudno, musiała wiedzieć. W końcu byli przyjaciółmi. Uścisnęła go mocno. Tego mu było trzeba, czyjegoś wsparcia. Czuł, że jego cała siła powraca, nie miał już ochoty płakać, a właściwie to już nie płakał. Oderwali się od siebie. Harry spojrzał na nią, po czym wytarł kciukiem łzę z jej policzka. Uśmiechnął się do niej, czuł, że tak należy zrobić: pokazać jej, że jest silny, że nie ma się co martwić, że da radę.
- Ekhm... - odchrząknęła dziewczyna odwracając wzrok od zielonych tęczówek Harry'ego - M-może, wróćmy do trenowania zaklęcia.
- Tak, tak będzie najlepiej - szepnął do siebie pod nosem - Depulso.

------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział po terminie, ale jest! Potrzebowałam parę dodatkowych dni, by dokładnie przemyśleć co ma się tu zdarzyć. Jak dla mnie rozdział udany! I tak, tak... Znowu nowy tytuł bloga. "Weś sie ogarnij z tymi tytuami bo ciem pszestane czytac!!!1!" Ok,OK! To ostatni raz , serio! Wiem, że w to nie wierzysz, ja też nie...

sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 14 Przemyślenia

 Harerał swoje książki z kanapy i ruszył w stronę dormitorium wciąż rozmyślając to o zapachu z Amonencji, to o jego relacjach z Hermioną, które z dnia na dzień stają się coraz bardziej skomplikowane. Był tak pochłonięty myślami, że nie zauważył Krzywołapa plączącego się niedaleko co oczywiście skutkowało potknięciem. Runą na ziemię z wielkim hukiem, aż się zdziwił, że nikogo nie obudził. Podniósł się prędko, otrzepał z kurzu i otworzył drzwi do dormitorium chłopców. Wszyscy smacznie spali, więc przebrał się jak najciszej i położył się na łóżko. Nie mógł powstrzymać się od myśli. To się nie zgadzało! Hermionie ulżyło, gdy skłamał, że pocałował ją pod wpływem chwili, a na przyjęciu sama miała zamiar go pocałować! I jeszcze została kwestia Amonencji... zapach kwiatów to był szampon Ginny. Czuł go w Amonencji, kiedy był w niej szaleńczo zakochany... A pergamin? Pergamin jest w książkach, książki nabywa się w bibliotece, ale przecież on nie znosi biblioteki! Zaraz... On nie lubi czytać, ale... Ale Hermiona lubi!
- Eureka! - wyrwało mu się z ust.
Czyli czuł pergamin, bo Hermiona uwielbia czytać, a wyczuł coś związanego z Hermioną, gdyż coś do niej czuje. Walnął się z całej siły w czoło. Idioto! Ona musiała na to wpaść od razu kiedy jej o tym powiedział! Jednak nadal coś mu przeszkadzało... Jak mógł się tak szybko odkochać w Ginny skoro podobała mu się wtedy tak bardzo, że wyczuł zapach jej szamponu w Amonencji? Czy naprawdę jest, aż taki nieczuły? Musi przestać! To jest chore! Hermiona to jego najlepsza przyjaciółka, nic więcej. Powtarzał to sobie w myślach jeszcze przez kilka chwil póki nie zasnął.

***   
Szedł przez Hogwart, a właściwie przez jego ruiny. Dookoła świszczały zaklęcia. Co róż ktoś padał martwy i zimny jak podłoga na której leży. Słychać było wybuchy, krzyki, obłąkańcze śmiechy i pojękiwanie z bólu. A on szedł. Szedł tak 
nie zważając na nic, póki nie zobaczył Percego klęczącego przy martwym ciele jego brata. Płakał, a jego łzy kapały na twarz wciąż uśmiechniętego Freda Weasleya. Zatrzymał się przy nich na chwilkę i w jego oczach stanęły łzy. Chciał przy nich zostać, pomóc Percemu w tej trudnej chwili, ale coś kazało mu iść dalej. Za nimi leżał Lupin obok Tonks, prawie trzymali się za ręce. Dalej Snape z otwartymi oczyma pełnymi łez. Harry chciał krzyczeć z rozpaczy i bólu po utracie ich wszystkich ale tylko szedł dalej z mokrymi od łez policzkami. Dalej Dumbledore, Syriusz, Lavender, Cedric, Collin, ich ciała tworzyły aleję trupów. To było straszne. Ale szedł dalej. Skręcił w prawo i zobaczył Rona i Hermionę całujących się, a dookoła nich rozsypane były kły bazyliszka. Nagle żal i smutek zmieszały się z jeszcze jednym uczuciem jakim była złość.
- Ludzie giną, a wy macie zamiar się całować? Halo! PRZESTAŃCIE! - ryknął na cały głos.
W końcu odkleili się od siebie. Na ich twarzach nie gościły jednak żadne emocje. Patrzyli na niego, a on na nich z taką różnicą, że on miał czerwone zapłakane oczy. Nagle wszystko zawirowało i ujrzał ich martwych na podłodze. 
- NIE! - zawył jeszcze głośniej.
Klękną przy nich i złapał obojga za ręce szlochając wniebogłosy. 
- Moja wina! To moja wina! MOJA! - płakał.
Nagle rozległ się mrożący krew w żyłąch śmiech. Spojrzał w górę swoimi czerwonymi od płaczu oczyma. Rozglądał się ale nie widział nikogo, jednak nie miał wątpliwości, kto się śmiał. Voldemort.
 Otworzył gwałtownie oczy. Usiadł zdyszany na łóżku i przetarł oczy wierzchem dłoni. Był cały mokry, jakby niedawno wyszedł z basenu. Nie mógł pozbierać myśli. Co to wszystko znaczyło? Bitwa o Hogwart, martwe ciała bliskich i znajomych, Ron i Hermiona... Po prostu boi się o ich życie, nic więcej! Ale ten śmiech Voldemorta? Rozejrzał się po pokoju i zorientował się, że nikt już nie śpi, musiał ich obudzić. Ron, Dean, Seamus i Neville siedzieli na swoich łóżkach.
- Obudziłem was? - zapytał z trudnością 
łapiąc oddech - Przepraszam, nie chciałem.
- Nie szkodzi stary - odparł Ron - Znów koszmar?
Harry pokiwał głową skupiając wzrok na podłodze. 
- Mruczałeś coś, że to twoja wina - odparł Dean.
Harrego zatkało. Naprawdę musiał to krzyczeć na głos?
- Lepiej będzie, gdy położymy się spać - zaproponował Seamus zakrywając pół twarzy kołdrą. 
Jeszcze nigdy nie był tak wdzięczny Seamusowi. Przetarł jeszcze raz czoło dłonią i nakrył się kocem. 
- A co konkretnie ci się śniło Harry? - zapytał Neville na co wszyscy jęknęli niezadowoleni. Harry tylko zaśmiał się krótko, po czym spoważniał.
- Bitwa o Hogwart - powiedział krótko po czym przewrócił się na bok i próbował zasnąć.


--------------------------------------------------------------------------------------
Może krótko może nie, nie wiem jak wy ale ja jestem zadowolona z tego rozdziału ;) Postaram się, by rozdziały pojawiały się regularnie w soboty, ale niczego nie obiecuje :D Jak na razie mam wyczerpane pomysły... może potem się coś wymyśli.


poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 13 Pergamin

 Harry wstał późno i spojrzał na Rona, który ubierał buty w pośpiechu. Zaczął na niego krzyczeć za to, że go nie obudził. Ron tylko poczerwieniał lekko i mruknął, że właśnie chciał to zrobić. Ubrał się w pośpiechu i razem wybiegli na śniadanie. Tam czekały na nich Hermiona i Ginny. Usiadł szybko obok Hermiony i pośpiesznie zaczął zajadać tosty z dżemem.
- Czemu tak późno? - zapytała Ginny.
- Zaspałem i Ron - tu spojrzał na Rona który siadał z jego drugiej strony - mnie nie obudził.
- Już ci mówiłem, że miałem taki zamiar... - mruknął obrażony.
- Czy wy musicie się o wszystko kłócić?! - wydusiła w końcu Hermiona.
- Tak. - odpowiedzieli jednocześnie.
Spojrzeli na siebie po czym wybuchli śmiechem.  Hermiona zaczęła grzebać w kieszeni szaty po czym wyjęła dwa lekko pomięte kartki.
- Tu są wasze plany. Pośpieszcie się, za chwilę pierwsza lekcja - powiedziała podając każdemu swój plan.
Harry ugryzł duży kęs tosta i spojrzał na pierwszą lekcje.
- Świetnie! Eliksiry ze Ślizgonami... - przeklną los pod nosem.

***
 
 Dokończyli w spokoju śniadanie i udali się do lochów na lekcje eliksirów.  Stali przed klasą czekając na profesora Slughorna. Zaczął rozmawiać z Ronem o Quidditchu. Jakże emocjonującą rozmowę przerwał jakiś Ślizgon wykrzykujący różne przekleństwa w stronę Harrego. Harry odwrócił się na pięcie i spojrzał pytająco na owego Ślizgona.
- Co Potter? Zdziwiony? Myślałeś, że wszyscy będą cię wielbić po pojedynku z Czarnym Panem?
Już miał coś powiedzieć, gdy Hermiona złapała go za ramię. Spojrzał na nią, a ona tylko pokręciła głową. 
- O, Potter! Nowa dziewczyna! Weasley ci już nie wystarczała!? Ona przynajmniej była ładna! - wykrzyknął na głos.
Teraz już nie wytrzymał. Wyrwał się z uścisku Hermiony i wystrzelił zaklęcie w stronę Ślizgona. Promień ugodził go prosto w pierś przez co padł na ziemię jak długi. Natychmiast otoczyła go gromada uczniów. Leżał na ziemi miotając się w różne strony, a z nosa ciekła mu krew.
- Odsunąć się! Co tu się... O matko! - profesor Slughorn próbował się przecisnąć przez tłum - Powell! Zanieście go do Skrzydła Szpitalnego!
Był cały czerwony, a z jego wąsów morsa kapały kropelki potu. Agrestowe oczy były utkwione w Powellu, którego teraz niosła trójka Ślizgonów.
- D-dobrze - wyjąkał ocierając twarz chusteczką - A teraz, przyznać się... Kto to zrobił?
- To Potter! - wykrzykną ktoś z tłumu.
- Potter? Harry? To prawda? - zapytał chowając mokrą chustkę do kieszeni kamizelki.
- Tak profesorze... - wydusił Harry.
- No niestety, ale będę musiał dać ci szlaban, dziś po lekcjach przyjdziesz do mojego gabinetu... Dobrze, a teraz do klasy!
Harry nadal był zły, to na Powella to na Slughorna. Gdy przeciskał się do drzwi sali dostał potężny cios w plecy.
- Au! - wykrzykną odwracając się.
- I po co ci to było? - wycedziła przez zęby Hermiona.
Harry tylko zrobił bezradną minę i wszedł do sali. 

***

 Dla Harrego nie była to przyjemna lekcja; nie dość, że dostał szlaban to jeszcze musiał wysłuchiwać jak Slughorn komentuje jego "opuszczenie się" w eliksirach. Po eliksirach miał jeszcze kilka lekcji, po których ruszył wyczerpany do lochów. Slughorn kazał mu czyścić kociołki po poprzedniej klasie, a nie było to łatwe. W kociołku znajdowały się jeszcze pozostałości po Eliksirze Rozśmieszającym, więc Harry nie mógł nad sobą zapanować i śmiał się niekontrolowanie. W pewnym momencie profesor Slughorn musiał wyjść i Harry został sam śmiejąc się jak głupi. Zobaczył w rogu stojący kociołek z którego unosiła się spiralna para. Podszedł do niego i poczuł zapach drzewca z rączki miotły, tatry melasowej i... pergamin. Mimo iż był pod działaniem eliksiru rozśmieszającego, pamiętał, że na szóstym roku kiedy Slughorn pokazywał im ten sam wywar, nie czuł pergaminu tylko kwiaty. 
- Hermiona... Tak, Hermiona będzie wiedziała! - wykrzyknął na głos nadal rechocąc.

       ***
 Harry wpadł do Pokoju Wspólnego zdyszany i zmęczony. Zobaczył na kanapie przy kominku burze włosów.
- Hermiono! Mogę cie o coś zapytać? - zaczął siadając obok niej.
Hermiona miała na kolanie książki, ale to nie były jej książki.
- Ron jest w dormitorium...
- Nie! Nie chodzi o... Zaraz... To moje książki? Hermiono Jean Granger, czy ty z własnej woli odrabiasz za mnie lekcje? - zdziwił się Harry.
Hermiona poczerwieniała i odgarnęła włosy za ucho.
- No... Bo ja wiedziałam, że wrócisz późno i... No zakradłam się do dormitorium chłopców i... Z czego się śmiejesz? 
Harry nie mógł powstrzymać śmiechu. Może był jeszcze pod działaniem Eliksiru Rozśmieszającego? 
- Panna Nigdy-Nie-Zrobiłam-Nic-Złego zakradła się do nie swojego dormitorium - śmiał się Harry.
Hermiona także zaczęła się śmiać, ale szybko się opamiętała.
- To... O co chciałeś zapytać? 
Harry odchrząknął i przypomniał sobie co chciał powiedzieć.
- Czy... Zapach odczuwalny z Amonencji może się zmienić?
- No cóż... Zależy od upodobań na przykład jeśli ktoś lubi ciastka, ale później bardziej polubi czekoladę to może tak się stać. A czemu pytasz? - zapytała.
- Bo mój się zmienił. Na szóstym roku czułem kwiaty, a teraz nie. - odrzekł.
Hermiona przeciągnęła się i ziewnęła.
- Już chyba położę się spać. Dobranoc.
Wstała błyskawicznie z kanapy i usłyszała za sobą głos Harrego.
- Czułem pergamin... Zamiast kwiatów...
Harry patrzył na tył jej głowy, póki nie odwróciła się. Wyglądała jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale tylko mruknęła ponownie "dobranoc" i weszła do dormitorium.
- Dobranoc - odpowiedział, jednak ona już nie mogła tego słyszeć.


--------------------------------------------
Uff, nieźle kminiłam nad tym rozdziałem, ale jest! Chciałam żeby Hermiona pocałowała Harrego w policzek, kiedy mówi jej, że w Amonencji (mam nadzieję, że dobrze napisałam) wyczuł pergamin, ale się rozmyśliłam :D 
Zmiany:
•Odświeżona playlista
•Nowy tytuł bloga
•Zakładka "O mnie"

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 12 We found love right where we are

 Harry szybko grzebał w kufrze wywracając połowę jego zawartości. Spojrzał na zegarek od pani Weasley. Za dziesięć dziewiąta. W końcu! Założył ciemne dżinsy, bordową bluzkę a na to jasną, rozpiętą koszulę. Nerwowo poprawił włosy i wyszedł z dormitorium. Przywitały
go tam gromkie oklaski i wiwaty. Uśmiechną się tylko i pomachał ręką. Zszedł powoli na dół po czym Seamus zawołał.
- Zaczynamy imprezkę!
Rozległy się krzyki radości i zaczęła grać muzyka Fatalnych Jędz. Stoły zapełniły się różnymi przekąskami, na ścianach pojawiły się transparenty ze złotymi napisami: NIECH ŻYJE GOLDEN TRIO!
- Golden Trio? Nieźle brzmi! - powiedział Harry do Seamusa.
- Pomysł Nevillea, trzeba przyznać niezły! - odpowiedział, po czym zaprosił do tańca jakąś dziewczynę.
Jak on chciał być taki śmiały jak Seamus! Mógłby wtedy bez większych przeszkód poprosić Hermione do tańca. Wypatrywał właśnie Rona i Hermiony, gdy poprosiła go do tańca Romilda Vane.
- Harry zatańczysz?
Wydało mu się to trochę dziwne, że dziewczyna prosi chłopaka do tańca, ale zgodził się by nie wyjść na kretyna. Tańczyli trochę póki Harry nie wypatrzył Hermiony gadającej z Ronem obok stolika z jedzeniem. Podziękował Romildzie za taniec i podszedł do przyjaciół.
- Nie tańczycie? - zapytał biorąc ze stolika szklankę z ponczem.
- Właśnie skończyliśmy, teraz odpoczywamy - odpowiedział Ron gryząc kociołkowego pieguska.
- Znów jesteście razem? - zapytał udając nadzieję w głosie na co oni wybuchli śmiechem - Co się cieszycie? Ja na poważnie!
- Nie, uznaliśmy, że jeszcze za wcześnie na ponowny związek, ale to nam nie przeszkadza w przyjaźni! - odparła w końcu Hermiona.
Przerwała, gdy do Rona podeszła grupka dziewczyn i zaproponowała taniec. Harry nie mógł sobie wyobrazić jak Ron ma zamiar tańczyć z 4 dziewczynami naraz. Ron jednak mimo liczebności dziewczyn postanowił z nimi zatańczyć (powodem mogła być uroda dziewczyn), ugryzł szybko jeszcze jeden kęs pasztecika i ruszył na parkiet.
Stał obok Hermiony w niezręcznej ciszy póki piosenka się nie zmieniła.
(Ed Sheeran - Thinking Out Loud)
- Uwielbiam ten kawałek -
powiedziała Hermiona tupiąc nogą w rytm muzyki - Tylko skąd oni mają mugolskie piosenki?
Faktycznie było to dziwne, ale nie myślał już o tym. Teraz albo nigdy! Harry staną przed Hermioną i z głupkowatym uśmiechem wyciągną ku niej rękę.
- Zatańczysz?
Patrzyła się przez chwilę na jego dłoń z uśmiechem i w końcu odparła:
- Jasne!
Wsunęła mu dłoń w jego i udali się na parkiet. Hermiona jedną dłonią objęła go w pasie a drugą oparła o jego ramię, Harry obiema rękoma objął jej biodra. Kręcili się tak w rytm muzyki zapominając o całym Bożym świecie. Harry zaczął śpiewać cicho (a raczej mruczeć) tekst piosenki.
- I'm thinking bout how people fall in love  in mysterious ways...
- Znasz to? - zapytała niespodziewanie Hermiona.
- Słyszałem kiedyś w mugolskim radiu - odparł uśmiechając się.
Mimo iż było to jeszcze kiedy mieszkał z wujostwem pamiętał słowa doskonale. Teraz śpiewali razem roześmiani.
- So honey now take me to your loving arms...
Obrócił Hermionę kiedy ona się potknęła jednak Harry złapał ją szybko. Teraz trwali w jednej pozycji i mimo, że nikt na nich nie patrzył Harremu zdawało się, że wszyscy się z nich śmieją.
Kiss me under the light of thousand stars
Podniósł ją szybko i stali tak patrząc sobie w oczy.
Place your head on me beating heart
Hermiona była bardzo blisko, za blisko jak na przyjaciółkę.
I'm thinking out loud
Już praktycznie stykali się nosami.
Maybe we found love right where we are
Ale przecież jeszcze w pociągu Hermiona mówiła, że czuje ulgę, że Harry pocałował ją wtedy "pod wpływem chwili" a teraz sama się do niego zbliża.
We found love right where we are
Już zamkną oczy, jednak szybko je odtworzył, gdy usłyszał krzyk:
- Uwaga!
Nie zdążyli uskoczyć na bok, gdy pędzący na miotle Ron wpadł między nich, przez co wylądowali na podłodze.
- Ron! - krzyknęli rozzłoszczeni  jednocześnie Harry i Hermiona.
And we found love right where we are.
                             
                                  ***

Muzyka już nie grała, a Gryfoni zamiast tańczyć otaczali Rona, który wciąż siedział na podłodze oraz Harrego i Hermione stojących nad nim.
- No? Słuchamy! - zaczęła Hermiona.
- C-co? - wyjąkał Ron.
- Tłumacz się dlaczego latałeś przez pokój wspólny na miotle! - wycedził przez zęby Harry.
- Aaa... tak... - odparł zawstydzony Ron - No więc... Ten... Dziewczyny - tu spojrzał na grupkę dziewczyn stojących za Harrym i Hermioną - Chciały, żebym pokazał czy latam tak dobrze jak mówią... a raczej jak ja mówiłem... boo opowiadałem im, że gram dużo...
- Dobrze, dobrze, oszczędź nam tych opowiadań - przerwała mu Hermiona.
A więc Ron latał po całym pokoju wspólnym i on zauważył to dopiero kiedy w niego wleciał? To się nie mieści w głowie! Aż tak bardzo zajął się tańcem z Hermioną, że nie zwrócił uwagi na latającego sobie w te i we wte pajaca?
- Pójdę się położyć - powiedział i pobiegł do dormitorium.
Przebrał się i padł plackiem na łóżko. Całą noc myślał o tym co się zdarzyło na dole... a raczej co by się zdarzyło gdyby Ron nie popisywał się jaki jest świetny w lataniu. Był na niego okropnie zły! Hermiona chciała go pocałować! Z własnej woli!
- Oh, Ron, ty idioto!

------------------------------------
No i jest! Nie zabijcie mnie z tą akcją z Ronem xD A tak w ogóle to jestem na was zła... pod poprzednim postem nie było komentarzy! :( No nic, ale mam nadzieję, że ktoś w ogóle czyta moje wypociny. Nie wiem kiedy następny rozdział, postaram się jak najszybciej ;)

piątek, 31 października 2014

Rozdział 11 Pod wpływem chwili

Harry starał się nie patrzeć na stojącą teraz w przejściu Hermione. Był zdenerwowany i czuł że się czerwieni.
-" A co ty sobie debilu myślałeś?! Że uda ci się nie spotkać jej w szkole?! - skarcił się w duchu Harry.
Był na siebie zły. Po co na gacie Merlina ją wtedy całował?!
Patrzył na swoje adidasy modląc się w duchu by go nie spoliczkowała.
- Cześć! Luna? Myślałam, że nie wracasz do szkoły! - powiedziała Hermiona siadając obok Ginny; jak na złość przed nim! - Zgadaliście się z Nevillem?
- Neville też tu jest?! - powiedziała głośno Luna.
- Tak jest w... - Hermiona nie dokończyła, bo Luna wybiegła z przedziału z taką szybkością, że mogłaby się ścigać z Expressem Hogwart.
Ta niezręczna cisza! Harry jej nie znosił! Na domiar tego miał wrażenie, że Hermiona rzuca mu ukradkowe spojrzenie. Nadal na nią nie patrzył, jednak czuł że robi mu się gorąco.
- Hermiono, wiesz że jesteś na karcie w czekoladowych ża..
- Tak wiem - przerwała nadal skaczącego w miejscu Ronowi - Neville biegał przez cały pociąg wymachując kartą, właśnie tak odkryłam, że jedzie.
Przyjaciele zaczęli szukać po całym peronie karty z Hermioną - pod siedzeniami, za siedzeniami, pod nimi, obok nich i... chyba się pomyliłam, to nie jest "Pan Hilary".
Ginny wyskoczyła z przedziału by szukać wózka z przekąskami, Ron natomiast zaproponował jej pomoc. Cholera! Zostali sam na sam!
- Harry... - zaczęła niepewnie.
- Hmm? - mrukną podnosząc głowę, jednak zielone oczy nadal obserwowały podłogę.
- J-ja mam nadzieję, ż-że to co się stało... no, wtedy u Ginny... t-to było tylko pod wpływem chwili... - jąkała się Gryfonka.
- Co? - Harry w końcu podniósł wzrok i spojrzał na nią - A... t-tak, to tylko pod wpływem... no... chwili.
Hermiona odetchnęła z ulgą (miał ochotę ją kopnąć w nogę, ale wiedział, że przemoc nic nie da) nie ukrywała ulgi, a nawet... rozbawienia.
- Przez chwilę myślałam, że naprawdę coś do mnie czujesz - śmiała się.
- Tak! To by było głupie - wymusił śmiech.
- A, jak noga? - spytała przestając się śmiać.
- Dobrze! Serio! Nie musisz się martwić - zapewniał chłopak.
Drzwi do przedziału otworzyły się z hukiem i weszli zrezygnowani Ron i Ginny.
- Mamy tylko jedno opakowanie... - zaczęła Ginny.
- Ale szansa, że wylosujemy Hermione jest jedna na milion! - dokończył prawie krzykiem Ron.
Ginny otworzyła pudełko siadając jednocześnie obok Hermiony. Pozwoliła żabie uciec, na co Ron posłał jej gniewne spojrzenie mrucząc coś, że mogła dać mu. Ginny zdenerwowana przeklęła pod nosem.
- Cholera! Sprout...
Harry i Hermiona wybuchli śmiechem. Ron siedział z głupkowatą miną, a Ginny w końcu dołączyła się do rechotania.
Nareszcie! Dojechali na miejsce! Harry ucieszył się na widok tak dobrze mu znanych murów zamku. Zobaczył Hagrida, który krzyczał już w stronę uczniów.
- Piszoroczni do mnie!
Harry uśmiechną się do niego na co on pomachał mu dłonią wielkości porządnie wyrośniętej dyni. Uczta minęła im spokojnie; razem z Ronem i Hermioną śmiali się z pierwszoroczniaczki, która kłóciła się z Tiarą
- Nie możesz się sprężyć?
- Spokojnie...
- Może byś się przymknęła i w końcu powiedziała do jakiego domu należę?
- Do żadnego domu narazie nie należysz, dopiero będziesz należeć.
- Jeden... - wolałabym nie pisać co tak naprawdę powiedziała uczennica, sami się domyślcie.
- Nieładnie, no dobra...
- Wreszcie!
- Hufflepuff!
- CO!? - cała sala myślała, że dziewczyna zostanie Ślizgonką, a tu taka niespodzianka...
MacGonagall która słysząc jak klnie złapała się za głowę teraz kłóciła się z Tiarą czy aby na pewno się nie pomyliła.
- Ja nigdy się nie mylę. - rzekła obrażona.
Gdy uczta dobiegła końca McGonagall rzekła
- A teraz udajcie się do dormitoriów, gdzie zaprowadzą was prefekci.
Wszyscy dotarli bezpiecznie do dormitoriów cebra cebra przejdźmy do rzeczy! Do Harrego podeszli Neville, Dean i Seamus
- Hej Harry! Urządzamy dziś przyjęcie na twoją cześć! - powiedział wyraźnie podekscytowany Seamus.
- Wpadasz? - zapytał Neville
- To impreza na moją cześć... Jak mógłbym nie wpaść! - powiedział trochę rozbawiony Harry - Wpadam!
- Zaczyna się o 21! Spokojnie MaxGonagall wyraziła zgodę... - uspokajał go Dean.
Harry uśmiechnął się do nich i pobiegł się przygotować.
To bardzo miłe z ich strony... myślał grzebiąc w kufrze szukając najładniejszego t-shirtu jaki miał.

------------------------------------
W końcu nowy rozdział! Jeśli popełniłam jakiś błąd ortograficzny piszcie w komentarzu, gdyż pisałam na spontanie ;) Prosiłabym też o komentowanie wpisów! Naprawdę! Możecie tam pisać pomysły na posty :D

poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 10 Kochany Hogwart...

 Następnego dnia, gdy Harry ze Stworkiem jedli śniadanie rozległo się pukanie do drzwi. Harry wstał powoli od stołu zostawiając na talerzu nadgryzionego tosta. Odtworzył drzwi i zobaczył w nich Rona.
- Hej stary, to jak jedziesz do Hogwartu? - zapytał rudowłosy.
- No tak...
- Świetnie! Czyli tylko ja zostaje?!- przerwał mu roztrzęsiony.
- Na to wygląda... wiesz, może lepiej wejdź do środka to pogadamy - zaproponował Harry.
Ron szybko przekroczył próg domu i znalazł się w korytarzu pełnym głów skrzatów na ścianach.
- Łee, myślałem, że je pozdejmujesz - wzdrygną się rudzielec.
- Chciałem ale Stworek nalegał by tego nie robić - westchną Harry.
Przeszli do salonu i usiedli przy stole na którym pojawił się dodatkowy talerz z tostem i jajecznicą.
- Cześć Stworek - powitał go Ron siadając na swoim miejscu.
Skrzat ukłonił się nisko chrząkając przy tym, najwyraźniej miało to znaczyć "Witaj".
- Tfo, naprewde nje soztajes? - zapytał Ron z ustami pełnymi jajecznicy.
- Nie, mam tam pewne sprawy do załatwienia - odrzekł gryząc swego tosta.
- No cóż... czyli nie pozostaje mi nic innego jak wrócić do szkoły z tobą - odrzekł po krótkiej chwili milczenia połykając przy tym kolejne kęsy jajek.
Harry w geście triumfu uniósł obie ręce do góry i zaklaskał w nie mówiąc:
- Ron wraca do szkoły! Ron idzie się uczyć!
Przyjaciele śmiali się tak głośno że Stworek zrobił się cały czerwony i z braku zajęcia zaczął zmywać czyste już naczynia. Gdy już przestali rechotać Harry powiedział:
- Powinieneś... znów zejść się z Hermioną - te słowa wydarły mu się z gardła zanim zdążył jeszcze wszystko przemyśleć.
- Serio tak myślisz? - zapytał zaskoczony.
- Tak, gdy się rozstaliście chodziła przygnębiona i ciągle płakała... nas naprawdę nic nie łączy... - powiedział wiedząc, że robi dobrze.
Hermiona naprawdę kochała Rona, a Ron ją...
 Po śniadaniu oboje udali się na ulice Pokątną by kupić niezbędne do nauki przedmioty.
- Harry, ty idź ja skoczę jeszcze do Ollivandera kupić nową różdżkę... no bo... je moją tak jakby... zepsułem... - wymamrotał Ron pchając swój wózek pełen różnych przedmiotów - mam nadzieję, że nie jest zamknięty.
Harry pchnął swój wózek naprzód, mimo że kupił już wszystko co było mu potrzebne. Chciał po prostu zająć czymś ręce. Gdy tak zwiedzał ulicę w oknie jednego ze sklepów zobaczył Dracona Malfoya, który szukał czegoś pomiędzy półkami. On chyba też go zauważył; przyglądali się sobie póki jego matka nie podeszła do Draco. Położyła mu rękę na ramieniu i razem poszli gdzieś w głąb sklepu. Jego matka wydawała się być jakaś... inna. Harry mógł przysiąc, że zanim odeszli z Malfoyem jego matka posłała w jego stronę lekki uśmiech. Nagle usłyszał za sobą krzyk rona:
- Harry! Ollivander ma syna! Serio! Ma na imię William i rozpoznał mnie! Mówił ze jestem wielkim czarodziejem! Pacz jaką różdżkę dostałem!
Za Ronem oglądała się cała ulica. Mieli minę jakby Ron biegał właśnie nago.
- Spójrz! "Włókno smoczego serca, 13 cali, odpowiednio giętka" jak to powiedział Ollivander - powiedział dumny kiedy w końcu do niego dobiegł.
- Świetnie, ee... mamy już wszystko? Tak? Tak. No to,chodźmy już - powiedział Harry oglądając uważnie zawartość swojego wózka.
 Nadszedł upragniony przez Harrego dzień... dzień w którym w końcu wróci do Hogwartu. Nigdy mu go tak nie brakowało. Nareszcie nie będzie sam, będzie mógł spotkać się z Ronem, Ginny, Luną, Nevillem i... Hermioną. Tak, Hermiony brakowało mu najbardziej, jednak trochę się obawiał spotkania z nią, choćby dlatego, że zrobił coś czego nie powinien robić nigdy. Stał pomiędzy peronem 9 i 10. Patrzył w ścianę w milczeniu jakby miała się zaraz odezwać. W końcu przeszedł przez ścianę i znalazł się na peronie 9¾.Na jego twarzy zagościł uśmiech; widząc ten peron, to miejsce tak dobrze mu znane w sercu zrobiło mu się lepiej. Spojrzał na zegarek który dostał od pani Weasley. Była 10:55:
- Mogę już wsiadać - powiedział do siebie.
Gdy znalazł się w pociągu powitały go oklaski i wiwaty.
- Harry! Pogromca Voldemorta!
- Niech żyje na bohater!
Takie słyszał okrzyki. Uśmiechną się do wszystkich, po czym powoli zaczął szukać wolnego przedziału. W końcu znalazł przedział w którym siedziała Ginny, Luna i Ron.
- Harry! - powitała go grupka zgromadzonych przyjaciół.
- Cześć! - powiedział przytulając Lunę.
- Harry, jakby wyprzystojniałeś! - pochwaliła go przyjaciółka.
- Dzięki! Ty też... - powiedział.
Luna zarumieniła się i usiadła obok Ginny, która zaraz wstała by go uściskać. Gdy w końcu każdy przywitał się z Harrym Ron powiedział:
- Luna, a tak w ogóle to dlaczego wróciłaś do Hogwartu? Przecież w tamtym roku skończyłaś szkołę! - zauważył.
- Tata uważa, że to nie była prawdziwa nauka i kazał mi wrócić na jeszcze jeden rok - odpowiedziała   Rozmowę przerwała wizyta wózka z przekąskami. Harry i Ron kupili całą stertę słodyczy i poczęstowali nimi dziewczyny. Nagle Ginny pisnęła na co Harry podskoczył w miejscu.
- Patrz! Harry patrz! - podała mu do ręki kartę którą dostała wraz z czekoladową żabą.
Harry nie mógł uwierzyć w  to co widzi, na karcie był on sam i uśmiechał się do niego machając.
- Ron! A ja mam ciebie - powiedziała Luna.
Ron szybko wyrwał jej kartę z ręki i zaczął dosłownie skakać w miejscu.
- O matko! Jestem na karcie! - powtarzał głośno.
Ginny wybiegła szybko z przedziału, po czym wróciła z całą stertą pudełek czekoladowych żab. Po dłuższych poszukiwaniach udało im się znaleźć na karcie Hermionę. Harry przyglądał się jej uśmiechającej się do niego z karty. Gdy nikt nie patrzył wsuną ją do kieszeni.
- Harry a ty nie cieszysz się, że jesteś na karcie? - zapytał Ron oglądając z zachwytem kartę ze swoim wizerunkiem,
- Cieszę się, ale nie okazuję tego w ten sposób - powiedział Harry.
- Właśnie, nie każdy musi przez to wariować - dodała Ginny.
Cały przedział wybuchną śmiechem, wrzawę przerwała wchodząca do przedziału Hermiona.

niedziela, 26 października 2014

Rozdział 9 Szlama

 Harry z hukiem wylądował na twardej ziemi. Gdy otworzył oczy zobaczył znajomy mu przytulny placyk. Zauważył dom o numerze dwanaście. Poderwał się szybko z miejsca ale gdy to zrobił poczuł parzący ból w łydce. Starał się go ignorować i szedł jak najszybszym krokiem do drzwi domu. Gdy w końcu udało mu się wejść do przedpokoju z rzędem głów skrzatów domowych wiszących na ścianach wyjąkał:
- S-Stworku
Coś trzasnęło i obok stojaka w kształcie nogi trolla stanął Stworek, skrzat domowy który po śmierci Syriusza służył mu.
- Pan wzywał - zaskrzeczał skrzat kłaniając się.
- Stworku... Stworku pomóż mi dojść do salonu - powiedział Harry opierając się jedną ręką o ścianę.
Skrzat podniósł szybko głowę i ujrzał swojego pana z krwawiącą nogą. Poderwał się z miejsca by pomóc Harremu dojść do salonu. Gdy w końcu Harry usiadł na kanapie Stworek spytał:
- Co się panu stało?
- Śmierciożercy napadli mnie w lesie - odpowiedział z trudem łapiąc oddech.
Stworek zaproponował, że zrobi herbatę na co Harremu przypomniała się Hermiona która jeszcze nie tak dawno przygotowywała im herbatę w namiocie kiedy to musieli się non stop ukrywać. Harry pokiwał głową by jak najszybciej uwolnić się od tych myśli.W końcu skrzat wrócił do niego z kubkiem herbaty.
- Dlaczego nie był pan w domu przez tydzień? - zapytał.
- Bo, musiałem pobyć sam... rozumiesz, musiałem przemyśleć pewne sprawy... - odpowiedział biorąc łyk herbaty.
 Harry wypił ją w milczeniu po czym z pomocą skrzata poszedł do sypialni Syriusza by się przespać.
  Następnego dnia Harry obudził się i zszedł na śniadanie, które Stworek już zdążył przygotować. Usiadł przy stole na którym leżał półmisek z ciastkami. Przed Harrym stał talerz z jajkami na bekonie i skokiem pomarańczowym.
- Dziękuje Stworku - powiedział zaczynając jeść.
Skrzat skłonił się nisko po czym stanął obok Harrego i rzekł:
- Pan mruczał przez sen... co to za Hermiona?
Harry zakrztusił się bekonem który właśnie zajadał. Stworek poklepał go po plecach by pomóc wykrztusić bekon. Czy to możliwe? Czyżby znowu mruczał przez sen jej imię?
- P-pamiętasz tę dziewczynę, tą która była tu ze mną kiedyś? - powiedział kiedy już udało mu się pozbyć kawałek mięsa z przełyku.
- Tę szlame? - zaskrzeczał.
- Nie nazywaj jej tak! - krzykną, ale gdy zobaczył pełen nienawiści wzrok skrzata dodał szybko - przepraszam... a więc tak ma na imię... Hermiona.
 
Dni mijały szybko. Tydzień po tamtym dniu Harry siedział na kanapie drzemiąc gdy poczuł, że coś mu skubie włosy. Otworzył szybko oczy i zobaczył znaną mu już Świstoświnkę. Odwiną list przyczepiony do jej nogi i przeczytał liścik od Ginny:

Nie zapomnij o szkole.

Ta krótka wiadomość przypomniała mu o Hogwarcie i o obietnicy złożonej Hermionie. Hogwart!
- Stworku! Jaki mamy miesiąc? - zapytał skrzata który właśnie odkurzał jakąś starą półkę.
- Dwudziesty dziewiąty sierpnia panie.
- Dwudziesty dziewiąty, dwudziesty dziewiąty... - powtarzał szeptem. - Trzeba się wybrać na Pokoątną!

piątek, 10 października 2014

Rozdział 8 Wróciłem do domu

 Harry powoli zamkną oczy. Co się stanie to się stanie, pomyślał. Już czuł oddech Hermiony na swojej twarzy, gdy nagle jej usta zamiast dotknąć jego ust, dotknęły policzka Harrego (właściwie to musnęły). Hermiona odsunęła twarz od jego policzka. Poczuł wilgotną łzę na swoim policzku, jednak to nie była jego łza. Otworzył oczy i zobaczył burzę włosów znikającą zza drzwi. Poczuł w sobie dziwną pustkę i smutek. Hermiona nadal kocha Rona... a on zaślepiony swoimi zachciankami doprowadził do ich zerwania. Pomyślał co ona musi teraz czuć. Przypomniał sobie jej słowa z piątego semestru, kiedy Harry całował Cho.
- " Tylko że Cho nadal czuła coś do Cedrika i była we mnie zakochana z wzajemnością...a w tej sytuacji jest inaczej... Hermiona mnie nie kocha..." - myślał Harry.
Ta myśl go zdołowała. Nie chciał tu zostawać na noc. Nie chciał widzieć Hermiony smutnej z powodu rozstania z Ronem. Na dodatek Ron myśli, że Hermiona czuję coś do Harrego i nie wie jak bardzo się myli... Te myśli dręczyły go nieustannie. Ale czy zdoła przejść nie postrzeżonym przez salon do wyjścia z taką nogą?
-Muszę spróbować! - powiedział sam do siebie.
Zaczął szukać w pokoju kawałka pergaminu i pióra. Gdy w końcu znalazł potrzebne mu rzeczy napisał:

Wróciłem do domu. Nie chcę by ktoś przeze mnie płakał...

Nie chciał pisać kim jest ten "ktoś" uznał, że lepiej nie pisać imienia Hermiona. Położył kawałek pergaminu na kanapie, gdzie miał spać i wyszedł z pokoju. Znalazł się w salonie; zaczął powoli przemieszczać się w stronę wyjścia. Był już blisko drzwi, gdy usłyszał za sobą głos:
- Gdzie ty idziesz?
Obrócił się tak gwałtownie, że uderzył ręką w kanapę. To Hermiona tak wystraszyła chłopaka. Harry wziął oddech i powiedział:
- Widzę, że jest ci smutno z powodu rozstania z Ronem, a... powodem tego rozstania byłem... byłem ja. Zrozum, nie chcę ranić już nikogo.
Hermiona miała łzy w oczach. Stała ubrana w szlafrok na schodach.
- Harry, nie możesz...
- Owszem mogę i właśnie to robię - przerwał jej stanowczo.
Odwrócił się do drzwi zaczął ku nim iść. Hermiona zerwała się z miejsca i złapała go za ramię. Chłopak odwrócił się z wolna i spojrzał w jej brązowe, pełne łez oczy.
-Proszę, chociaż ty nie odchodź - powiedziała nie mogąc powstrzymać łez.
Harry poczuł falę współczucia, ale nie mógł zostać.
- Hermiono, ja nie mogę znieść widoku twoich łez, które płyną przeze mnie! Zrozum, ja nie mogę cię krzywdzić - powiedział pół szeptem.
- Nie to ty zrozum! Ja już straciłam rodziców i Rona, nie chcę stracić też ciebie! - Hermiona już krzyczała szeptem.
Harry nie wiedział co go opętało. Gdy Hermiona skończyła to zdanie pocałował ją, nie w policzek nie w czoło tylko w usta!
 Hermiona odsunęła się wolno. Harry miał przestraszoną minę. Co go trafiło?! Dziewczyna patrzyła na niego ni to ze złością ni to ze strachem. Harry szybko odwrócił się do drzwi i pociągną za klamkę. Nie słyszał głosów sprzeciwu Hermiony. Zamkną za sobą drzwi. Stanął w miejscu i odwrócił wolno głowę w stronę okna. Zobaczył tam Hermione spoglądającą ze łzami w oczach na drzwi przez które wyszedł. Nie zastanawiając się dłużej deportował się do Grimmuald Place 12.

poniedziałek, 6 października 2014

Rozdział 7 Bliżej i bliżej...

Ron staną w drzwiach z takim hukiem że Harry podskoczył, Hermiona pisnęła, a Neville nadwrężył sobie kark odwracając się z ogromną siłą. Przez chwilę nikt nic nie mówił, aż w końcu Ron bąkną:
- Co jest?
- Co jest? Co jest?! Stary, ja mam dziurę w nodze! - zaśmiał się Harry.
Większość zaśmiała się, tylko Luna siedziała cicho patrząc w sufit i bujając się lekko. Hermiona za wszelką cenę starała się uniknąć wzroku Rona, który właśnie usiadł obok Harrego.
- Dostałem list od Ginny, że trafiło cię jakieś zaklęcie w nogę... - powiedział patrząc na zabandażowaną nogę Harrego.
- Taak, jak widzisz nie nałgała. To naprawdę nic takiego, bywały gorsze przypadki... Na przykład jak mnie o mały włos nie zabił Voldemort...
- I Naginii
- I Ministerstwo
- I śmierciożercy
- I dementorzy
Przypominali kolejno: Hermiona, Ginny, Neville i Dean.
- Noo, trochę tego było... - rzekł w końcu Ron.
- Zostaniesz? - szepnęła Hermiona nie podnosząc nadal głowy.
- Kto to powiedział? - zainteresował się Ron.
- To... to ja, pytałam czy zostaniesz na noc... n-no wiesz - powiedziała po chwili Ginny.
- Nie mogę... wiesz obowiązki... no, w domu...
- Och... - wybąkała Ginny.
- To... j-ja się zmywam... to, ten... zdrowiej Harry - powiedział Ron wstając.
Harry mógłby przysiąc, że spojrzenia Rona i Hermiony spotkały się na sekundę. Chłopak już był za drzwiami i Harremu zrobiło się przykro, że nie zatrzymał go. Spojrzał na Hermione; miała policzki wilgotne od łez. Ona również podniosła wzrok na niego. Pokazała oczami, żeby poszli do pokoju w którym Harry spał. Harry zrozumiał, że Hermiona odczeka trochę zanim do niego dołączy. Wstał powoli mrucząc coś, że idzie odpocząć i znikną za drzwiami. Pięć minut później weszła Hermiona. Harry leżał na kanapie.
- A więc... - zaczął Harry podnosząc się.
- Chciałam ci tylko powiedzieć... że kiedy spałeś... m-mruczałeś coś...
- A co dokładnie? - zapytał, choć znał już odpowiedź.
Śniło mu się, że jest na jakimś wzgórzu i widzi Hermione stojącą pod drzewem. Podszedł do niej Ron i złapał ją za rękę. Potem obraz zaczął się oddalać i choć Harry biegł najszybciej jak umie nie mógł ich dogonić.
Hermiona zrobiła się czerwona:
- Ja, ja do końca nie zrozumiałam... mówiłeś niewyraźnie...
Harry tylko pokiwał głową i spojrzał wymownie w sufit. Zrozumiał, że musiał mówić jej imię. Hermiona podeszła do kanapy na której leżał.
Harry szybko usiadł i spojrzał w jej piękne brązowe oczy.
- Chciałam ci tylko podziękować, za to co zrobiłeś... tam w lesie - powiedziała kucając.
- Drobiazg... jak już wspominałem, miałem gorsze przypadki... - odpowiedział i poczuł, że robi mu się gorąco.
- Ale ty uratowałeś mi życie! Harry! - chwaliła go Hermiona.
Wstała powoli, Harry zrobił to samo.
Stali naprzeciwko siebie,  Hermiona zaczęła się przybliżać. Czy to może być prawda? Zaraz się pocałują? Harry myślał gorączkowo; bardzo tego chciał, ale Ron to jego przyjaciel, nie mógł tego mu zrobić. Jeszcze nie tak dawno przekonywał, że nic ich nie łączy, a teraz stoją razem w pokoju i są coraz bliżej siebie. Była coraz bliżej... i bliżej... i bliżej...

czwartek, 2 października 2014

Rozdział 6 Pobudka i koniec dementorów

Harry otworzył powoli oczy i zobaczył że leży na kanapie w pokoju którego jeszcze Ginny mu nie pokazała. Spojrzał na swoją lewą nogę. Była owinięta bandażem.
- Boli jak cholera - powiedział do siebie.
Podnósł się lekko i oparł plecy na podłokietniku. Usłyszał zza drzwi głos Hermiony:
- Jeszcze się nie obudził, śpi tak 2 godziny... może lepiej go nie budzić...
- Żeczywiście... lekarz mówił, że rana zrośnie się całkowicie za około 4 dni. Powiesz mu że tu byłem? - usłyszał męski głos, który od razu rozpoznał.
Kingsley! Tylko po co tu przyszedł?
- Oczywiście! - odpowiedziała szybko Hermiona.
- A więc bywaj Hermiono - powiedział spokojnie Kingsley.
Usłyszał otwierające i zamykające się drzwi. Zobaczył cień Hermiony opierającej się o drzwi. W końcu zdecydowała się otworzyć drzwi. Harry z niewiadomych mu przyczyn zamkną szybko oczy i udał że śpi. Hermiona podeszła do niego. Lekko go podniosła (nie wiedząc, że nie śpi) i poprawiła mu poduszkę. Opuściła go lekko, przyklękła obok kanapy i złapała go za rękę. Harry uchylił lekko powiekę prawego oka i zobaczył, że Hermiona się uśmiecha. Domkną ją szybko. Zasną znowu. Obudził się około godziny 17:21. Tym razem wstał z kanapy i z wielką trudnością doszedł do drzwi. Otworzył je i zanim zdążył wystawić przez nią nogę już znalazł się w uścisku Hermiony.
- Oh Harry! Już się bałam, że się nie obudzisz! Rana okazała się głębsza niż podejrzewaliśmy! Kingsley tu był został ministrem magii!
- Spokojnie Hermiono! Najpierw pozwól mu usiąść! - powiedziała Ginny.
Hermiona zawstydzona uwolniła go z uścisku i usiadła szybko na kanapę. Harry zrobił to samo tyle że wolniej, bo przypominam miał dziurę w łydce!
- A więc Kingsley jest teraz ministrem? - zapytał siadając obok Hermiony.
- Ach tak! Jego pierwszym postanowieniem było usunięcie dementorów z Azkabanu - odpowiedział Neville.
- Teraz więźniów pilnują aurorzy - dokończyła Ginny.
- To świetnie! - ucieszył się Harry - ale... co teraz z nimi się stanie?
- Najprawdopodobniej zostaną odesłane do Rumunii, by badać je tak jak smoki, ale jeszcze nikt nie podją się wyzwania jakim jest badanie takiego dementora - powiedział Dean.
- Harry jeśli chcesz możesz tu przenocować na dzień lub dwa! - zaproponowała Ginny.
- Ale... ja naprawdę nie chcę robić kłopotu... - jąkał się Harry.
- Dla mnie to przyjemność! Hermiona, Neville i Dean też nocują!
- A ty Luno nie? - zapytał Harry Luny która siedziała dotychczas cicho.
- Nie, ja muszę pojechać do ojca pomóc mu przy Żąglerze! - odpowiedziała niezwykle uradowana, że się nią przejął.
- No cóż... w takim razie, nie odmówię! - powiedział w końcu Harry.
Wszyscy się ucieszyli. Nagle drzwi wejściowe się otworzyły i staną w nich... Ron.

niedziela, 28 września 2014

Rozdział 5 Atak w lesie

Wydawało im się że stoją tak patrząc sobie w oczy w nieskończoność. Nagle Harry usłyszał szelest z jego lewej strony. Szybko skierował tam wzrok.
- Co się dzieje? - zapytała zaniepokojona Hermiona.
Nagle Harry zauważył rękę wystającą zza drzewa.
- Wracajmy - powiedział Harry odwracając Hermione i siebie.
Już mieli puścić się biegiem przed siebie,  gdy nagle zza drzewa wyszli szmalcownicy. Odwrócili się oboje w drugą stronę,  lecz tam stali już śmierciożercy.
- No proszę! Harry Potter! Ten słynny gówniarz który zabił Czarnego Pana, teraz został zagoniony w kozi róg! - zarechotał jeden ze szmalcowników.
To był najbrzydszy człowiek jakiego Harry widział na oczy! Wyjął szybko różdżkę z kieszeni i celował nią to w szmalcowników za nimi, to w śmierciożerców przed nimi.
- Czego od nas chcecie? - zapytała zdenerwowana Hermiona.
- Nikt ci nie udzielił głosu ty cuchnąca szlamo! - ryknął ten sam szmalcownik.
- Drętwota! - krzyknął Harry.
Czerwony promień ugodził szmalcownika w pierś i jak długi padł na ziemię. Kilku z nich rzuciło się na pomoc koledze a kilku zaczęło wściekle rzucać zaklęciami wykrzykując okropne przekleństwa.
Harry i Hermiona pokonali większość zwolenników Voldemorta, aż zostało tylko dwóch śmierciożerców. Harry pokonał właśnie śmierciożerce imieniem Rufus Coldback, gdy nagle usłyszał jak przeciwnik Hermiony krzyczy:
- Za Czarnego Pana!
- Nie! - wykrzykną Harry spychając Hermione z pola widzenia śmierciożercy.
Śmierciożerca rzucił zaklęcie nie wymawiając jego formuły na głos. Ugodziło ono Harrego w łydkę która natychmiast zaczęła krwawić. Harry upadł na ziemię czując palący ból na nodze. Słyszał jakby przez szybę samochodu jak Hermiona petryfikuję śmierciożerce. Kilku szmalcowników obok zaczęło się podnosić z gleby. Hermiona nie zastanawiając się chwyciła Harrego za rękę i w mgnieniu oka znaleźli się przed domkiem Ginny.
- Ginny! - usłyszał stłumiony krzyk Hermiony.
Z domku wyszła Ginny, Neville, Dean i Luna.
- Zanieście go do domu! Zaatakowali nas szmalcownicy i śmierciożercy! - szlochała Hermiona - Chciał mnie ratować i dostał jakimś zaklęciem w nogę!
Harry poczuł jak ktoś go podnosi. Zobaczył jeszcze postać Hermiony klęczącej w miejscu gdzie leżał i Ginny oraz Lunę pocieszające ją. Nagle postacie te zaczęły się rozmazywać i nie widział już nic. Stracił przytomność.

piątek, 19 września 2014

Rozdział 4 Spacer

 Hermiona powoli zabrała dłonie z twarzy i powiedziała:
- Chodźmy na spacer
- Ale, że teraz? - zapytał Harry.
Ginny zaśmiała się i nagle usłyszeli trzask dochodzący zza drzwi. Rozległo się pukanie i Ginny wstała by otworzyć gościom. Harry zabrał rękę z ramienia Hermiony i spojrzał na nadgarstek na którym miał zegarek.
- Która godzina? - zapytała Hermiona.
- 15:23 - odpowiedział jej Harry.
W drzwiach pojawił się Neville, Dean i Luna która najwyraźniej się wprosiła.
- Hej, nie masz mi za złe, żę przyprowadziłem Lunę co nie? - powiedział Nevile uścisnąwszy Ginny.
- No pewnie że nie! Wchodźcie! - odpowiedziała żwawo Ginny.
Harry przywitał się z przyjaciółmi i wyszedł z Hermioną przed dom.
- Chciałaś... iść na spacer
- No tak, chodź, pójdziemy tą ścieżką - odpowiedziała Hermiona pokazując ścieżkę prowadzącą do małego lasu.
Harry wcześniej nie zauważył tej dróżki, al bez wahania zgodził się na propozycję dziewczyny. Gdy weszli do lasku Hermiona powiedziała:
- Wiesz, chciałabym wrócić do Hogwartu, żeby skończyć siódmy rok, co o tym myślisz?
- Niepotrzebnie! Przecież nie musisz zdawać owumentów by być aurorem! - powiedział Harry.
- Ale ja nie chcę być aurorem, ja chcę dalej rozwijać...
- Chyba nie mówisz o tej twojej WSZY - zaśmiał się Harry.
- To nie jest żadna wsza! To organizacja pomagająca skrzatom domowym! I ty o tym dobrze wiesz! Poza tym myślę też o tępieniu snobów "czystej krwi" którzy uprzykrzają życie mugolakom - ciągnęła dalej Hermiona.
- A ja uważam że to bardzo dobry pomysł! - uśmiechnął się do niej Harry.
- Naprawdę tak myślisz?
- Jasne! Dzięki temu mugolakom będzie się lepiej żyło na tym świecie! Nikt inny się do tego nie nadaję lepiej niż ty! - mobilizował ją Harry.
- Dzięki - powiedziała Hermiona nieśmiało łapiąc go za nadgarstek.
- A wiesz co! Ja chyba też wrócę do Hogwartu! - powiedział przystając na chwilę.
- Naprawdę? Oh, Harry to wspaniale! - powiedziała Hermiona uśmiechając się do niego promiennie.
- Taak, co mi szkodzi - rzekł ruszając dalej - poza tym mam tam kilka spraw do załatwienia.
Tak naprawdę Harry nie chciał wracać do Hogwartu by zdawać owumenty, porostu wtedy mógł by pobyć dłużej z Hermioną i może udałoby się mu wyznać co do niej czuję.
- Na przykład?- zapytała Hermiona.
- Na przykład chciałbym... chciałbym zobaczyć czy w gabinecie dyrektora wisi portret Snape'a. Był dobrym człowiekiem i zasługuję na to.
- To wspaniałe, jak chłopak który w czasach szkolnych nie znosił nauczyciela, a w późniejszym życiu walczy o jego portret na ścianie - chwaliła go Hermiona.
- Tak uważasz? - rozpromienił się Harry.
- Jasne! - tu zatrzymała się i stanęła twarzą do chłopaka - Jesteś wspaniałym człowiekiem, Harry.
Odgarnęła mu ręką włosy z czoła odsłaniając bliznę i dotykając ją czule kciukiem:
- Boli cię jeszcze czasem? - spytała.
- Nie, ani trochę - uśmiechną się. 

poniedziałek, 15 września 2014

Roździał 3 "Przepraszam"

 Przed przeczytaniem polecam sobie puścić piosenkę Coldplay - Sparks ;)

  -Więc... - zaczął niepewnie Harry - jak ci minęły wakacje?
-Co? A! No tak...ee, całkiem nieźle - odpowiedziała Hermiona wyrwana jakby z amoku.
Stali przez chwilę w milczeniu; Harry szukał oczami rzeczy którą mógłby się zainteresować bujając się w przód i w tył, a Hermiona udawała że interesuje ją kubek zmiany nastroju Ginny. W końcu Harry przerwał milczenie:
- Więc nie znalazłaś jeszcze rodziców?
- Nie - szepnęła nie zdając sobie sprawy że powiedziała to tak cicho
- Ciężko ci bez nich? Jeśli mówienie o nich sprawia ci trudność to... - dodał Harry widząc że Hermiona powstrzymuję się od płaczu.
Nie zdążył dokończyć zdania bo Hermiona rzuciła mu się na szyję. Jej łzy spływały mu po karku; zaczął ją gładzić po włosach.
"Boże co my wyprawiamy" - pomyślał.
Nagle słyszeli głos Ginny dobiegający z kuchni:
- Uspokój się! Już z nim nie chodzę!  Po za tym, tylko chcę go na herbatę zaprosić!
Nagle Hermiona odsunęła się powoli od niego.
- Już nie chodzisz z Ginny? - zapytała ocierając łzy z policzków.
Harry pokiwał głową patrząc na jej dłoń która teraz wycierała mu szyję z łez.
- Przykro mi - powiedziała nieśmiało.
Harry uśmiechnął się do niej. Poczuł że to moment by wyznać jej dlaczego z nią zerwał:
- Hermiono... bo ja...
W tej chwili weszła Ginny z Ronem. Hermiona szybko zabrała ręce z jego ramion. Harry odwrócił się tak gwałtownie że o mało nie strącił wazonu stojącego na stoliku obok nich. Ron stał obok Ginny z szeroko otwartymi oczami, a Ginny uśmiechnęła się porozumiewawczo do Harrego. Raptem twarz Rona ze zdziwionej zmieniła się w czerwoną od złości; szybkim marszem podszedł do drzwi i wyszedł przez nie. Hermiona rzuciła się biegiem za nim krzycząć:
- Ron! Ron, to nic takiego! Ron proszę cię! Wracaj!
Harry poczuł ukłucie w okolicy klatki piersiowej, które nasiliło się gdy usłyszał Rona krzyczącego do Hermiony:
- Z nami koniec!
A jeszcze bardziej gdy usłyszał płaczącą Hermionę. Nigdy nie chciał by rozstali się w ten sposób; spodziewał się, że Ron zareaguję na to tak jak Ginny. Usiadł z głośnym plaskiem na fotelu i patrzył się w drzwi przez które wyszli Ron z Hermioną czując się podle. Po kilku minutach weszła przez nie Hermiona cała we łzach. Chwyciła najbliższą poduszkę i cisnęła nią w Harrego:
- To przez ciebie! - krzyknęła.
- Hermiono! To nie moja wina! To ty mnie uścisnęłaś! - tłumaczył się Harry, lecz naprawdę przyznawał rację Hermionie, która teraz usiadła na kanapie, ukryła twarz w dłoniach i zaczęła płakać.
Ból w klatce piersiowej Harrego stał się teraz nie do zniesienia; usiadł obok Hermiony, oparł swoją dłoń na jej ramieniu i powiedział:
- Przepraszam.

niedziela, 7 września 2014

Rozdział 2 "Czy ja mogę go zabić?!"

- Hermiona! - usłyszał głos dochodzący z przedpokoju.
Nagle rozległy się kroki. Harry nerwowo poprawił koszulkę odstawiając uprzednio kubek. Do salonu weszła Hermiona a za nią Ron i Ginny. Widząc Hermione, Harry poderwał się z miejsca.
- Harry! A myślałam że będziemy pierwsi - powiedziała Hermiona przytulając go.
Harry chciał żeby ten uścisk trwał wiesznie, niestety Ron odchrząknął i Hermiona odsunęła głowę z piersi Harrego. Patrzyli sobię w oczy dopóki Ron nie wepchną się między nich:
- Jeszcze trochę, a pomyślę, że coś was łączy - uskarżał się.
Hermiona zarumieniła się.
- Czy ja mogę go zabić? - zapytał Harry, Ginny która właśnie przechodziła obok.
- Niestety, to należy do mnie
- To kubek zmiany nastroju tak? - powiedziała wskazując palcem nakubek Ginny, nalal oblana rumieńcem.
- Ah... Tak, czerwony oznacza złość, czarny smutek, szary podirytowanie, żółty rozczarowanie, a zielony szczęście - wyliczała Ginny niosąc tace z herbatą i ciasteczkami - dostałam od mamy na urodziny... ee Ron, może pomożesz mi w kuchni?
Ron niechętnie puścił dłoń Hermiony i udał się z Ginny do kuchni.

sobota, 6 września 2014

Rozdział 1 U Ginny

Zaczynam bloga od nowa! Wszystko dzieje się miesiąc po Bitwie o Hogwart, miłego czytania ;)

  Miesiąc po Bitwie  Hogwart, Harry siedział w fotelu w starym mieszkaniu Dursley'ów. Była godzina 23:14 ale Harry nie mógł zasnąć. Rozmyślał o czymś co trapiło go od miesiąca; bał się, że już nigdy nie zobaczy Hermiony i Rona. Hermiona po Bitwie powiedziała mu: "Zobaczymy się niedługo, obiecuję" i pocałowała go w ucho. Od tego czasu poczuł coś do Hermiony.
- Nie! Nie mogę jej kochać! Przecież chodzę z Ginny! - powiedział na głos - poza tym... ona kocha Rona
Westchną ciężko.
- Muszę  powiedzieć Ginny, że już nie czuję do niej tego samego co wtedy... tylko może lepiej nie mówić jej o Hermionie.
Opadł głębiej w miękki fotel i zasnął.
  Następnego dnia obudziło go szczypanie w uchu.
- Świstoświnka! - powiedział ocierając miejsce w które uszczypnęła go sowa.
Była to sówka Ginny którą oddał jej Ron. Rozwinął mały zwój papieru i przeczytał krótką wiadomość napisaną pochyłym pismem Ginny:


Spotkajmy się o godzinie 14:00 w moim domku na skraju lasu. Możesz się tam deportować, po prostu pomyśl o nim. Wiem że nigdy tam nie byłeś, ale na pewno jakoś trafisz.
                                                                                                                                

Ginny

Ps. Zaprosiłam też Hermione, Rona i Neville'a 

 
Gdy przeczytał postscriptum serce mu zabiło mocniej. spojrzał na zegarek (była 12:29) i wystrzelił z domu jak proca. Gdy stanął przed drzwiami, upewnił się, że nikogo nie ma i pomyślał:
"Dom na skraju lasu Ginny"
Poczuł szarpnięcie w okolicy pępka i upadł na trawie przed małym domkiem z drewna. Podniósł się i podszedł do drzwi na którym wisiała tabliczka:
"Nie ma jak w domu"
Zapukał trzy razy i usłyszał głos zza drzwi:
- Już idę!
Nie minęła sekunda i w drzwiach stanęła Ginny.
- Harry! Co tak późno? Wiedziałam że przyjdziesz wcześniej - dodała widząc że chłopak już miał o to zapytać - Wejdź.
Środek domu wyglądał na o wiele większy niż z zewnątrz. Ginny zaprowadziła go do salonu gdzie usiadł na kanapie i czekał na Ginny która poszła mu zrobić herbatę. Wróciła po 10 minutach z dwoma kubkami herbaty. Podała Harremu ten z napisem "Czuj się jak u siebie ". Zaśmiał się cicho. Kubek Ginny natomiast był zielony.
-Noo, to o co chodzi? - zapytała siadając przed nim na fotelu.
Wziął głęboki oddech i wydusił:
- Bo... ten... ja chciałem... ehh, to jest trudniejsze niż ci się...
- Kim ona jest - przerwała mu patrząc w swój kubek, który teraz zmienił kolor na żółty.
- Co? - zapytał zaskoczony.
- Kim jest ta, dla której chcesz mnie rzucić? - zapytała spokojnie odrywając wzrok z kubka i patrząc mu prosto w oczy.
- Skąd wiesz? - zapytał wzdychając i skupiając wzrok w swoje buty.
- Harry - zaczęła jakby dawała mu dobrą radę - przecież znam cię... wiem że przestałam cię interesować... jestem po prostu nudna...
-  Nie! To całkiem nie tak! Jesteś super! Naprawdę! Po prostu...
Ginny przerwała mu chichocząc. Jej kubek zmienił kolor na jaskrawo zielony. Harry zrobił wielkie oczy.
- Nie jestem zła! - zaśmiała się.
Harry uśmiechnął się.
- Cieszę się... i... między nami spoko? - zapytał.
- Jasne! To nic takiego! - zachichotała Ginny.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi i Harry ujrzał w oknie burzę brązowych włosów. Ginny też je zauważyła:
- To ona! Popraw trochę włosy bo ci sterczą z lewej strony.
I znowu Harry był zaskoczony przenikliwością Ginny. Skąd ona to wszystko wie? Posłusznie poprawił włosy i wziął duży łyk herbaty. Ginny wstała i poszła otworzyć drzwi.