poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 10 Kochany Hogwart...

 Następnego dnia, gdy Harry ze Stworkiem jedli śniadanie rozległo się pukanie do drzwi. Harry wstał powoli od stołu zostawiając na talerzu nadgryzionego tosta. Odtworzył drzwi i zobaczył w nich Rona.
- Hej stary, to jak jedziesz do Hogwartu? - zapytał rudowłosy.
- No tak...
- Świetnie! Czyli tylko ja zostaje?!- przerwał mu roztrzęsiony.
- Na to wygląda... wiesz, może lepiej wejdź do środka to pogadamy - zaproponował Harry.
Ron szybko przekroczył próg domu i znalazł się w korytarzu pełnym głów skrzatów na ścianach.
- Łee, myślałem, że je pozdejmujesz - wzdrygną się rudzielec.
- Chciałem ale Stworek nalegał by tego nie robić - westchną Harry.
Przeszli do salonu i usiedli przy stole na którym pojawił się dodatkowy talerz z tostem i jajecznicą.
- Cześć Stworek - powitał go Ron siadając na swoim miejscu.
Skrzat ukłonił się nisko chrząkając przy tym, najwyraźniej miało to znaczyć "Witaj".
- Tfo, naprewde nje soztajes? - zapytał Ron z ustami pełnymi jajecznicy.
- Nie, mam tam pewne sprawy do załatwienia - odrzekł gryząc swego tosta.
- No cóż... czyli nie pozostaje mi nic innego jak wrócić do szkoły z tobą - odrzekł po krótkiej chwili milczenia połykając przy tym kolejne kęsy jajek.
Harry w geście triumfu uniósł obie ręce do góry i zaklaskał w nie mówiąc:
- Ron wraca do szkoły! Ron idzie się uczyć!
Przyjaciele śmiali się tak głośno że Stworek zrobił się cały czerwony i z braku zajęcia zaczął zmywać czyste już naczynia. Gdy już przestali rechotać Harry powiedział:
- Powinieneś... znów zejść się z Hermioną - te słowa wydarły mu się z gardła zanim zdążył jeszcze wszystko przemyśleć.
- Serio tak myślisz? - zapytał zaskoczony.
- Tak, gdy się rozstaliście chodziła przygnębiona i ciągle płakała... nas naprawdę nic nie łączy... - powiedział wiedząc, że robi dobrze.
Hermiona naprawdę kochała Rona, a Ron ją...
 Po śniadaniu oboje udali się na ulice Pokątną by kupić niezbędne do nauki przedmioty.
- Harry, ty idź ja skoczę jeszcze do Ollivandera kupić nową różdżkę... no bo... je moją tak jakby... zepsułem... - wymamrotał Ron pchając swój wózek pełen różnych przedmiotów - mam nadzieję, że nie jest zamknięty.
Harry pchnął swój wózek naprzód, mimo że kupił już wszystko co było mu potrzebne. Chciał po prostu zająć czymś ręce. Gdy tak zwiedzał ulicę w oknie jednego ze sklepów zobaczył Dracona Malfoya, który szukał czegoś pomiędzy półkami. On chyba też go zauważył; przyglądali się sobie póki jego matka nie podeszła do Draco. Położyła mu rękę na ramieniu i razem poszli gdzieś w głąb sklepu. Jego matka wydawała się być jakaś... inna. Harry mógł przysiąc, że zanim odeszli z Malfoyem jego matka posłała w jego stronę lekki uśmiech. Nagle usłyszał za sobą krzyk rona:
- Harry! Ollivander ma syna! Serio! Ma na imię William i rozpoznał mnie! Mówił ze jestem wielkim czarodziejem! Pacz jaką różdżkę dostałem!
Za Ronem oglądała się cała ulica. Mieli minę jakby Ron biegał właśnie nago.
- Spójrz! "Włókno smoczego serca, 13 cali, odpowiednio giętka" jak to powiedział Ollivander - powiedział dumny kiedy w końcu do niego dobiegł.
- Świetnie, ee... mamy już wszystko? Tak? Tak. No to,chodźmy już - powiedział Harry oglądając uważnie zawartość swojego wózka.
 Nadszedł upragniony przez Harrego dzień... dzień w którym w końcu wróci do Hogwartu. Nigdy mu go tak nie brakowało. Nareszcie nie będzie sam, będzie mógł spotkać się z Ronem, Ginny, Luną, Nevillem i... Hermioną. Tak, Hermiony brakowało mu najbardziej, jednak trochę się obawiał spotkania z nią, choćby dlatego, że zrobił coś czego nie powinien robić nigdy. Stał pomiędzy peronem 9 i 10. Patrzył w ścianę w milczeniu jakby miała się zaraz odezwać. W końcu przeszedł przez ścianę i znalazł się na peronie 9¾.Na jego twarzy zagościł uśmiech; widząc ten peron, to miejsce tak dobrze mu znane w sercu zrobiło mu się lepiej. Spojrzał na zegarek który dostał od pani Weasley. Była 10:55:
- Mogę już wsiadać - powiedział do siebie.
Gdy znalazł się w pociągu powitały go oklaski i wiwaty.
- Harry! Pogromca Voldemorta!
- Niech żyje na bohater!
Takie słyszał okrzyki. Uśmiechną się do wszystkich, po czym powoli zaczął szukać wolnego przedziału. W końcu znalazł przedział w którym siedziała Ginny, Luna i Ron.
- Harry! - powitała go grupka zgromadzonych przyjaciół.
- Cześć! - powiedział przytulając Lunę.
- Harry, jakby wyprzystojniałeś! - pochwaliła go przyjaciółka.
- Dzięki! Ty też... - powiedział.
Luna zarumieniła się i usiadła obok Ginny, która zaraz wstała by go uściskać. Gdy w końcu każdy przywitał się z Harrym Ron powiedział:
- Luna, a tak w ogóle to dlaczego wróciłaś do Hogwartu? Przecież w tamtym roku skończyłaś szkołę! - zauważył.
- Tata uważa, że to nie była prawdziwa nauka i kazał mi wrócić na jeszcze jeden rok - odpowiedziała   Rozmowę przerwała wizyta wózka z przekąskami. Harry i Ron kupili całą stertę słodyczy i poczęstowali nimi dziewczyny. Nagle Ginny pisnęła na co Harry podskoczył w miejscu.
- Patrz! Harry patrz! - podała mu do ręki kartę którą dostała wraz z czekoladową żabą.
Harry nie mógł uwierzyć w  to co widzi, na karcie był on sam i uśmiechał się do niego machając.
- Ron! A ja mam ciebie - powiedziała Luna.
Ron szybko wyrwał jej kartę z ręki i zaczął dosłownie skakać w miejscu.
- O matko! Jestem na karcie! - powtarzał głośno.
Ginny wybiegła szybko z przedziału, po czym wróciła z całą stertą pudełek czekoladowych żab. Po dłuższych poszukiwaniach udało im się znaleźć na karcie Hermionę. Harry przyglądał się jej uśmiechającej się do niego z karty. Gdy nikt nie patrzył wsuną ją do kieszeni.
- Harry a ty nie cieszysz się, że jesteś na karcie? - zapytał Ron oglądając z zachwytem kartę ze swoim wizerunkiem,
- Cieszę się, ale nie okazuję tego w ten sposób - powiedział Harry.
- Właśnie, nie każdy musi przez to wariować - dodała Ginny.
Cały przedział wybuchną śmiechem, wrzawę przerwała wchodząca do przedziału Hermiona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz