Następnego dnia, gdy Harry ze Stworkiem jedli śniadanie rozległo się pukanie do drzwi. Harry wstał powoli od stołu zostawiając na talerzu nadgryzionego tosta. Odtworzył drzwi i zobaczył w nich Rona.
- Hej stary, to jak jedziesz do Hogwartu? - zapytał rudowłosy.
- No tak...
- Świetnie! Czyli tylko ja zostaje?!- przerwał mu roztrzęsiony.
- Na to wygląda... wiesz, może lepiej wejdź do środka to pogadamy - zaproponował Harry.
Ron szybko przekroczył próg domu i znalazł się w korytarzu pełnym głów skrzatów na ścianach.
- Łee, myślałem, że je pozdejmujesz - wzdrygną się rudzielec.
- Chciałem ale Stworek nalegał by tego nie robić - westchną Harry.
Przeszli do salonu i usiedli przy stole na którym pojawił się dodatkowy talerz z tostem i jajecznicą.
- Cześć Stworek - powitał go Ron siadając na swoim miejscu.
Skrzat ukłonił się nisko chrząkając przy tym, najwyraźniej miało to znaczyć "Witaj".
- Tfo, naprewde nje soztajes? - zapytał Ron z ustami pełnymi jajecznicy.
- Nie, mam tam pewne sprawy do załatwienia - odrzekł gryząc swego tosta.
- No cóż... czyli nie pozostaje mi nic innego jak wrócić do szkoły z tobą - odrzekł po krótkiej chwili milczenia połykając przy tym kolejne kęsy jajek.
Harry w geście triumfu uniósł obie ręce do góry i zaklaskał w nie mówiąc:
- Ron wraca do szkoły! Ron idzie się uczyć!
Przyjaciele śmiali się tak głośno że Stworek zrobił się cały czerwony i z braku zajęcia zaczął zmywać czyste już naczynia. Gdy już przestali rechotać Harry powiedział:
- Powinieneś... znów zejść się z Hermioną - te słowa wydarły mu się z gardła zanim zdążył jeszcze wszystko przemyśleć.
- Serio tak myślisz? - zapytał zaskoczony.
- Tak, gdy się rozstaliście chodziła przygnębiona i ciągle płakała... nas naprawdę nic nie łączy... - powiedział wiedząc, że robi dobrze.
Hermiona naprawdę kochała Rona, a Ron ją...
Po śniadaniu oboje udali się na ulice Pokątną by kupić niezbędne do nauki przedmioty.
- Harry, ty idź ja skoczę jeszcze do Ollivandera kupić nową różdżkę... no bo... je moją tak jakby... zepsułem... - wymamrotał Ron pchając swój wózek pełen różnych przedmiotów - mam nadzieję, że nie jest zamknięty.
Harry pchnął swój wózek naprzód, mimo że kupił już wszystko co było mu potrzebne. Chciał po prostu zająć czymś ręce. Gdy tak zwiedzał ulicę w oknie jednego ze sklepów zobaczył Dracona Malfoya, który szukał czegoś pomiędzy półkami. On chyba też go zauważył; przyglądali się sobie póki jego matka nie podeszła do Draco. Położyła mu rękę na ramieniu i razem poszli gdzieś w głąb sklepu. Jego matka wydawała się być jakaś... inna. Harry mógł przysiąc, że zanim odeszli z Malfoyem jego matka posłała w jego stronę lekki uśmiech. Nagle usłyszał za sobą krzyk rona:
- Harry! Ollivander ma syna! Serio! Ma na imię William i rozpoznał mnie! Mówił ze jestem wielkim czarodziejem! Pacz jaką różdżkę dostałem!
Za Ronem oglądała się cała ulica. Mieli minę jakby Ron biegał właśnie nago.
- Spójrz! "Włókno smoczego serca, 13 cali, odpowiednio giętka" jak to powiedział Ollivander - powiedział dumny kiedy w końcu do niego dobiegł.
- Świetnie, ee... mamy już wszystko? Tak? Tak. No to,chodźmy już - powiedział Harry oglądając uważnie zawartość swojego wózka.
Nadszedł upragniony przez Harrego dzień... dzień w którym w końcu wróci do Hogwartu. Nigdy mu go tak nie brakowało. Nareszcie nie będzie sam, będzie mógł spotkać się z Ronem, Ginny, Luną, Nevillem i... Hermioną. Tak, Hermiony brakowało mu najbardziej, jednak trochę się obawiał spotkania z nią, choćby dlatego, że zrobił coś czego nie powinien robić nigdy. Stał pomiędzy peronem 9 i 10. Patrzył w ścianę w milczeniu jakby miała się zaraz odezwać. W końcu przeszedł przez ścianę i znalazł się na peronie 9¾.Na jego twarzy zagościł uśmiech; widząc ten peron, to miejsce tak dobrze mu znane w sercu zrobiło mu się lepiej. Spojrzał na zegarek który dostał od pani Weasley. Była 10:55:
- Mogę już wsiadać - powiedział do siebie.
Gdy znalazł się w pociągu powitały go oklaski i wiwaty.
- Harry! Pogromca Voldemorta!
- Niech żyje na bohater!
Takie słyszał okrzyki. Uśmiechną się do wszystkich, po czym powoli zaczął szukać wolnego przedziału. W końcu znalazł przedział w którym siedziała Ginny, Luna i Ron.
- Harry! - powitała go grupka zgromadzonych przyjaciół.
- Cześć! - powiedział przytulając Lunę.
- Harry, jakby wyprzystojniałeś! - pochwaliła go przyjaciółka.
- Dzięki! Ty też... - powiedział.
Luna zarumieniła się i usiadła obok Ginny, która zaraz wstała by go uściskać. Gdy w końcu każdy przywitał się z Harrym Ron powiedział:
- Luna, a tak w ogóle to dlaczego wróciłaś do Hogwartu? Przecież w tamtym roku skończyłaś szkołę! - zauważył.
- Tata uważa, że to nie była prawdziwa nauka i kazał mi wrócić na jeszcze jeden rok - odpowiedziała Rozmowę przerwała wizyta wózka z przekąskami. Harry i Ron kupili całą stertę słodyczy i poczęstowali nimi dziewczyny. Nagle Ginny pisnęła na co Harry podskoczył w miejscu.
- Patrz! Harry patrz! - podała mu do ręki kartę którą dostała wraz z czekoladową żabą.
Harry nie mógł uwierzyć w to co widzi, na karcie był on sam i uśmiechał się do niego machając.
- Ron! A ja mam ciebie - powiedziała Luna.
Ron szybko wyrwał jej kartę z ręki i zaczął dosłownie skakać w miejscu.
- O matko! Jestem na karcie! - powtarzał głośno.
Ginny wybiegła szybko z przedziału, po czym wróciła z całą stertą pudełek czekoladowych żab. Po dłuższych poszukiwaniach udało im się znaleźć na karcie Hermionę. Harry przyglądał się jej uśmiechającej się do niego z karty. Gdy nikt nie patrzył wsuną ją do kieszeni.
- Harry a ty nie cieszysz się, że jesteś na karcie? - zapytał Ron oglądając z zachwytem kartę ze swoim wizerunkiem,
- Cieszę się, ale nie okazuję tego w ten sposób - powiedział Harry.
- Właśnie, nie każdy musi przez to wariować - dodała Ginny.
Cały przedział wybuchną śmiechem, wrzawę przerwała wchodząca do przedziału Hermiona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz