piątek, 10 października 2014

Rozdział 8 Wróciłem do domu

 Harry powoli zamkną oczy. Co się stanie to się stanie, pomyślał. Już czuł oddech Hermiony na swojej twarzy, gdy nagle jej usta zamiast dotknąć jego ust, dotknęły policzka Harrego (właściwie to musnęły). Hermiona odsunęła twarz od jego policzka. Poczuł wilgotną łzę na swoim policzku, jednak to nie była jego łza. Otworzył oczy i zobaczył burzę włosów znikającą zza drzwi. Poczuł w sobie dziwną pustkę i smutek. Hermiona nadal kocha Rona... a on zaślepiony swoimi zachciankami doprowadził do ich zerwania. Pomyślał co ona musi teraz czuć. Przypomniał sobie jej słowa z piątego semestru, kiedy Harry całował Cho.
- " Tylko że Cho nadal czuła coś do Cedrika i była we mnie zakochana z wzajemnością...a w tej sytuacji jest inaczej... Hermiona mnie nie kocha..." - myślał Harry.
Ta myśl go zdołowała. Nie chciał tu zostawać na noc. Nie chciał widzieć Hermiony smutnej z powodu rozstania z Ronem. Na dodatek Ron myśli, że Hermiona czuję coś do Harrego i nie wie jak bardzo się myli... Te myśli dręczyły go nieustannie. Ale czy zdoła przejść nie postrzeżonym przez salon do wyjścia z taką nogą?
-Muszę spróbować! - powiedział sam do siebie.
Zaczął szukać w pokoju kawałka pergaminu i pióra. Gdy w końcu znalazł potrzebne mu rzeczy napisał:

Wróciłem do domu. Nie chcę by ktoś przeze mnie płakał...

Nie chciał pisać kim jest ten "ktoś" uznał, że lepiej nie pisać imienia Hermiona. Położył kawałek pergaminu na kanapie, gdzie miał spać i wyszedł z pokoju. Znalazł się w salonie; zaczął powoli przemieszczać się w stronę wyjścia. Był już blisko drzwi, gdy usłyszał za sobą głos:
- Gdzie ty idziesz?
Obrócił się tak gwałtownie, że uderzył ręką w kanapę. To Hermiona tak wystraszyła chłopaka. Harry wziął oddech i powiedział:
- Widzę, że jest ci smutno z powodu rozstania z Ronem, a... powodem tego rozstania byłem... byłem ja. Zrozum, nie chcę ranić już nikogo.
Hermiona miała łzy w oczach. Stała ubrana w szlafrok na schodach.
- Harry, nie możesz...
- Owszem mogę i właśnie to robię - przerwał jej stanowczo.
Odwrócił się do drzwi zaczął ku nim iść. Hermiona zerwała się z miejsca i złapała go za ramię. Chłopak odwrócił się z wolna i spojrzał w jej brązowe, pełne łez oczy.
-Proszę, chociaż ty nie odchodź - powiedziała nie mogąc powstrzymać łez.
Harry poczuł falę współczucia, ale nie mógł zostać.
- Hermiono, ja nie mogę znieść widoku twoich łez, które płyną przeze mnie! Zrozum, ja nie mogę cię krzywdzić - powiedział pół szeptem.
- Nie to ty zrozum! Ja już straciłam rodziców i Rona, nie chcę stracić też ciebie! - Hermiona już krzyczała szeptem.
Harry nie wiedział co go opętało. Gdy Hermiona skończyła to zdanie pocałował ją, nie w policzek nie w czoło tylko w usta!
 Hermiona odsunęła się wolno. Harry miał przestraszoną minę. Co go trafiło?! Dziewczyna patrzyła na niego ni to ze złością ni to ze strachem. Harry szybko odwrócił się do drzwi i pociągną za klamkę. Nie słyszał głosów sprzeciwu Hermiony. Zamkną za sobą drzwi. Stanął w miejscu i odwrócił wolno głowę w stronę okna. Zobaczył tam Hermione spoglądającą ze łzami w oczach na drzwi przez które wyszedł. Nie zastanawiając się dłużej deportował się do Grimmuald Place 12.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz