poniedziałek, 6 października 2014

Rozdział 7 Bliżej i bliżej...

Ron staną w drzwiach z takim hukiem że Harry podskoczył, Hermiona pisnęła, a Neville nadwrężył sobie kark odwracając się z ogromną siłą. Przez chwilę nikt nic nie mówił, aż w końcu Ron bąkną:
- Co jest?
- Co jest? Co jest?! Stary, ja mam dziurę w nodze! - zaśmiał się Harry.
Większość zaśmiała się, tylko Luna siedziała cicho patrząc w sufit i bujając się lekko. Hermiona za wszelką cenę starała się uniknąć wzroku Rona, który właśnie usiadł obok Harrego.
- Dostałem list od Ginny, że trafiło cię jakieś zaklęcie w nogę... - powiedział patrząc na zabandażowaną nogę Harrego.
- Taak, jak widzisz nie nałgała. To naprawdę nic takiego, bywały gorsze przypadki... Na przykład jak mnie o mały włos nie zabił Voldemort...
- I Naginii
- I Ministerstwo
- I śmierciożercy
- I dementorzy
Przypominali kolejno: Hermiona, Ginny, Neville i Dean.
- Noo, trochę tego było... - rzekł w końcu Ron.
- Zostaniesz? - szepnęła Hermiona nie podnosząc nadal głowy.
- Kto to powiedział? - zainteresował się Ron.
- To... to ja, pytałam czy zostaniesz na noc... n-no wiesz - powiedziała po chwili Ginny.
- Nie mogę... wiesz obowiązki... no, w domu...
- Och... - wybąkała Ginny.
- To... j-ja się zmywam... to, ten... zdrowiej Harry - powiedział Ron wstając.
Harry mógłby przysiąc, że spojrzenia Rona i Hermiony spotkały się na sekundę. Chłopak już był za drzwiami i Harremu zrobiło się przykro, że nie zatrzymał go. Spojrzał na Hermione; miała policzki wilgotne od łez. Ona również podniosła wzrok na niego. Pokazała oczami, żeby poszli do pokoju w którym Harry spał. Harry zrozumiał, że Hermiona odczeka trochę zanim do niego dołączy. Wstał powoli mrucząc coś, że idzie odpocząć i znikną za drzwiami. Pięć minut później weszła Hermiona. Harry leżał na kanapie.
- A więc... - zaczął Harry podnosząc się.
- Chciałam ci tylko powiedzieć... że kiedy spałeś... m-mruczałeś coś...
- A co dokładnie? - zapytał, choć znał już odpowiedź.
Śniło mu się, że jest na jakimś wzgórzu i widzi Hermione stojącą pod drzewem. Podszedł do niej Ron i złapał ją za rękę. Potem obraz zaczął się oddalać i choć Harry biegł najszybciej jak umie nie mógł ich dogonić.
Hermiona zrobiła się czerwona:
- Ja, ja do końca nie zrozumiałam... mówiłeś niewyraźnie...
Harry tylko pokiwał głową i spojrzał wymownie w sufit. Zrozumiał, że musiał mówić jej imię. Hermiona podeszła do kanapy na której leżał.
Harry szybko usiadł i spojrzał w jej piękne brązowe oczy.
- Chciałam ci tylko podziękować, za to co zrobiłeś... tam w lesie - powiedziała kucając.
- Drobiazg... jak już wspominałem, miałem gorsze przypadki... - odpowiedział i poczuł, że robi mu się gorąco.
- Ale ty uratowałeś mi życie! Harry! - chwaliła go Hermiona.
Wstała powoli, Harry zrobił to samo.
Stali naprzeciwko siebie,  Hermiona zaczęła się przybliżać. Czy to może być prawda? Zaraz się pocałują? Harry myślał gorączkowo; bardzo tego chciał, ale Ron to jego przyjaciel, nie mógł tego mu zrobić. Jeszcze nie tak dawno przekonywał, że nic ich nie łączy, a teraz stoją razem w pokoju i są coraz bliżej siebie. Była coraz bliżej... i bliżej... i bliżej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz