wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział 15 Być silnym

Harry wstał wcześnie, w nocy nie mógł spać. Myśl o koszmarze, który mógł mu się przyśnić przy powtórnym zaśnięciu, przyprawiała go o dreszcze. Spojrzał na zegarek na którym dochodziła piąta rano. Ubrał się po czym podszedł do łóżka Rona, na którym on smacznie spał. Szturchną go w żebra. Zero reakcji. Potrząsnął nim mocniej. Tym razem mrukną coś niewyraźnie i znów zaczął chrapać. Stracił już cierpliwość.
- Ron! Na skarpety Merlina! Zwlecz te dupsko z łóżka albo dostaniesz Avadą! - krzyknął budząc nie tylko Rona ale i całe dormitorium.
- Kto się tak drze? - zapytał Seamus siadając.
- Harry, cholera! Co znowu! - zaklną Ron ocierając oczy - Dopiero piąta!
- Idealna pora, by wstać - zakpił Harry.
Ron chcąc nie chcąc wyszedł z łóżka i poszedł się przebrać, a z nim Dean, Seamus i Neville. Gdy Harry zszedł z Ronem do Pokoju Wspólnego, siedziało tam tylko kilka osób.
- Widzisz Harry! Po jakiego grzyba mnie budziłeś tak wcześnie? - powiedział Ron siadając z Harrym na swoich ulubionych miejscach.
- Nie rób mi teraz wyrzutów, wolałeś zaspać jak wczoraj? Teraz przynajmniej nie spóźnimy się na śniadanie - odparł Harry siadając wygodnie.
- No tak... Sory - mrukną Ron.
- Nie szkodzi, poczekajmy najlepiej na Hermionę.
  Nie musieli długo, dosłownie po trzech minutach zeszła do nich Hermiona.
- Cóż za niespodzianka! Co tak wcześnie? - zapytała siadając obok nich.
- Tak wyszło - mruknęli jednocześnie Harry i Ron.

***

Podczas śniadania pozwolili sobie na długie pogawędki pomiędzy jedzeniem. Było to przyjemne, pierwszy raz stawili się tak wcześnie więc była to dla nich nowość. Później udali się na pierwszą lekcję czyli zaklęcia z Krukonami. Stali pierwsi przed drzwiami sali, więc mogli zająć najlepsze miejsca, te na końcu.
- Powiedziałeś Hermionie? - zapytał niespodziewanie Ron.
- Co?
- Czy powiedziałeś Hermionie o twoim śnie? - powiedział trochę wolniej - Nie uważasz, że powinna wiedzieć?
- Oczywiście, że tak uważam! Po prostu... Po prostu nie chcę, by się o mnie martwiła - powiedział Harry nieświadom tego, że Hermiona stoi tuż za nimi.
- Ja? Martwić się? Co to za sen Harry?
O mało nie dostali zawału, co bardzo ją rozśmieszyło.
- Kiedy ty na brodę Merlina tu się zjawiłaś? - powiedział Harry łapiąc się za serce - Czyżby znowu ten zmieniacz czasu?
- Skądże! - zaprzeczyła stanowczo Hermiona - Stałam tu dość długo, by usłyszeć jak komentowaliście ubiór jednej z czwartoklasistek.
Harry trochę poczerwieniał.
- A tak w ogóle to czemu ja dowiaduje się o tym śnie ostatnia? Nie... Czemu ja się JESZCZE o nim nie dowiedziałam? - zapytała zakładając ręce na piersi.
- No wiesz... Tak, jakoś... - mruknął.
Niezręczną sytuację Harrego przerwał profesor Filltwick który wcisnął się między nich by móc otworzyć salę.
- Przejście dla nauczyciela! - skrzeczał przechodząc.
Drzwi do klasy otworzyły się i uczniowie popędzili na koniec. Harremu udało się zająć miejsce na samym końcu. Rozglądał się za Ronem, jednak on jakby wyparował. Nagle ujrzał go siadającego z Luną. Z Luną Lovegood! Przetarł oczy z nadzieją, że to tylko sen, jednak oni nie zniknęli. Wgapiał się w nich jeszcze chwilę póki miejsca koło niego nie zajęła Hermiona.
- Mogę tu siedzieć prawda? - zapytała z ironią.
- Nie bądź śmieszna - mrukną.
Profesor zadał ćwiczenie zaklęcia odpychającego na małych kartonowych pudełkach, które umieścił na ławkach, następnie usiadł przy swoim biurku i wszyscy jak to zwykle na jego zajęciach mieli luz. 
- A więc... Opowiesz mi o tym śnie? - zapytała Hermiona pomiędzy rzucaniem zaklęcia.
- Tak, tak... - wydusił Harry, zanim zdążył to dokładnie przemyśleć - No więc tak... Szłem...
- Szedłem - mruknęła Hermiona.
- Nie poprawiaj mnie - rzekł oburzony - SZEDŁEM przez Hogwart, a właściwie przez jego ruiny... Wiesz to było podczas Bitwy o Hogwart... Dookoła ludzie ginęli, zobaczyłem martwych bliskich... Był tam Fred, Dumbledore, Syriusz, Collin, Remus i Tonks... Skręciłem w prawo i... I zobaczyłem ciebie i Rona... I wy... - tu głos mu się załamał.
Patrzył tak w dal próbując wydusić choć jedno słowo. Ruszał ustami jakby naprawdę mówił, jednak wyrazy nie przechodziły mu przez gardło. W końcu się przełamał, ale jego głos był wciąż słaby.
- Byliście martwi. Leżeliście na podłodze, a-a dookoła was kły bazyliszka... Uklęknąłem przy was... I śmiech... Słyszałem śmiech Voldemorta.
- H-Harry... To, straszne - usłyszał głos przyjaciółki.
Spojrzał w końcu na nią i zobaczył, że płacze, płacze razem z nim. Po jego policzkach również spływały pojedyncze krople łez. Harry czuł, że wiedziała jak jest mu trudno, musiała wiedzieć. W końcu byli przyjaciółmi. Uścisnęła go mocno. Tego mu było trzeba, czyjegoś wsparcia. Czuł, że jego cała siła powraca, nie miał już ochoty płakać, a właściwie to już nie płakał. Oderwali się od siebie. Harry spojrzał na nią, po czym wytarł kciukiem łzę z jej policzka. Uśmiechnął się do niej, czuł, że tak należy zrobić: pokazać jej, że jest silny, że nie ma się co martwić, że da radę.
- Ekhm... - odchrząknęła dziewczyna odwracając wzrok od zielonych tęczówek Harry'ego - M-może, wróćmy do trenowania zaklęcia.
- Tak, tak będzie najlepiej - szepnął do siebie pod nosem - Depulso.

------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział po terminie, ale jest! Potrzebowałam parę dodatkowych dni, by dokładnie przemyśleć co ma się tu zdarzyć. Jak dla mnie rozdział udany! I tak, tak... Znowu nowy tytuł bloga. "Weś sie ogarnij z tymi tytuami bo ciem pszestane czytac!!!1!" Ok,OK! To ostatni raz , serio! Wiem, że w to nie wierzysz, ja też nie...

1 komentarz:

  1. Nie mogę doczekać się następnego roździału . Pozdrawiam i weny życzę

    OdpowiedzUsuń