piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 17 Nawet w czerni jej do twarzy

 Harry niecohwiejnym krokiem na nogach. Hermiona przez ten czas ciągle przytrzymywała go za ramię, a gdy stanął odsunęła się wolno. Ron tak samo zaskoczony jak jego przyjaciele podszedł do Harry'ego i szepnął do niego:
- Stary, co się stało?
- Ja zaraz wszystko wytłumaczę - rzekł spokojnie Aberford po czym dodał - Stary.
Cała trójka zachichotała, jednak profesor szybko przeszedł do rzeczy.
- Weasley nie w temacie, a więc postaram się krótko - wziął głęboki oddech - Ćwiczyliśmy na lekcjach zaklęcie Patronusa, no i Potter'owi nie wyszło.
- Ale, profesorze czemu nie byłem w stanie odgonić dementora? Na trzecim roku udało mi się przegonić całą chmarę a teraz... - Harry nie dokończył, gdyż jego umysł powędrował do tamtych chwil.
- Ponieważ Potter - zaczął Aberford opierając się dłońmi o blat biurka - Ostatnio działo się dużo złego. Wiele ludzi ginęło, po prostu nie potrafisz się z tego otrząsnąć. Jest jeszcze za wcześnie. Ale w sumie to mógłbyś zapytać o to samo Granger - Hermiona zdezorientowana podniosła wzrok - Jestem przekonany, że powiedziałaby to samo... No, może tylko bez "Potter"...
Hermiona przytaknęła skupiając wzrok gdzieś za oknem.
Harry nieco zmarkotniał. Nie chciał by profesor Aberford uważał go za mięczaka. A tak naprawdę to nie chciał by KTOKOLWIEK uważał go za mięczaka. Wbił wzrok w podłogę i próbował zebrać w sobie całą swoją odwagę, by przegonić straszne wspomnienia. Z otchłani myśli zniknął już martwy Fred, Tonks i Lupin, Zgredek i cała Bitwa o Hogwart i jej ofiary. Zacisnął mocniej pięści i poczuł coś łamliwego w jednej z nich. Otworzył z wolna dłoń w której znajdowała się tabliczka czekolady.
- Na litość Boską! - usłyszał głos profesora - Zjedz żeś tą czekoladę!
Harry prędko odgryzł niewielki fragment tabliczki i schował wolną dłoń do kieszeni dżinsów. W tym momencie wszystkie złe wspomnienia wróciły, głównie te o Lupinie, który na trzecim roku po spotkaniu dementora w pociągu, tak samo jak Aberford dał mu czekoladę na uspokojenie się.
- Dobrze, skoro już wszystko wyjaśnione to pakować manatki i uciekać stąd! Muszę jeszcze przemeblować gabinet - rzucił w ich stronę wspinając się po schodach do gabinetu w którym miał od dziś urzędować. Otworzył jednym silnym pociągnięciem klamki drzwi i tyle go widzieli.
Przez chwilę stali jakby przykuci do podłogi. Co chwilę tylko któryś poruszył się niespokojnie nie spuszczając z wzroku drzwi w których zniknął profesor; nikt z nich nie wiedział dokładnie czemu stoi w bezruchu obserwując dokładnie schody. W końcu Harry przerwał drażniącą go ciszę wychodząc spokojnie.
- Gdzie idziesz? - usłyszał za sobą głos Hermiony.
- Do dormitorium. Koniec lekcji - rzekł spokojnie Harry nie oglądając się. Ron jeszcze rzucił Hermionie pytające spojrzenie i wybiegli za nim.

 ***

 Tydzień miną szybko, zdecydowanie zbyt szybko. W innych okolicznościach Harry'ego cieszyłyby całe dwa dni wolnego, jednak teraz weekend kojarzył mu się jedynie z pogrzebem Freda. Patrzył na swoje odbicie w lustrze. Założył swoją jedyną szatę wyjściową, którą pierwszy raz miał na weselu Billa i Fleur. Leżała jak ulał. Poprawił okulary na nosie i przyklepał materiał. Wyglądał całkiem nieźle, na pewno lepiej niż Barny Weasley w którego miał (nie)przyjemność wcielić się podczas wesela. Ostatni raz rzucił okiem czy aby wszystko wygląda dobrze i wybiegł do Pokoju Wspólnego, gdzie czekał na niego Ron w szacie koloru zgniłej śliwki. Harry nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
- Zamknij się - rzucił Ron uderzając go w ramię - Mama przysłała... Chyba lepsza niż cztery lata temu co?
Harry pokiwał głową nadal chichocząc.
- A, gdzie jest Hermiona - spytał, gdy w końcu opanował śmiech. Ron wymownie spojrzał w sufit.
- Stroi się. Do cholery! - zaklną kopiąc kanapę - To nie konkurs miss tylko pogrzeb!
Jednak Harry już go nie słuchał. Wpatrywał się oszołomiony w schody po których schodziła Hermiona. Miała na sobie czarną sukienkę za kolana, pasujące szpilki i włosy upięte w kok dokładnie jak na czwartym roku. Oczywiście musiała dodać jakieś drobne dodatki; jej szyję zdobił piękny biały naszyjnik z perłą, a na uszach miała pasujące kolczyki. Harry był pod wrażeniem, nawet w czerni jej do twarzy. Hermiona stanęła przed nim i pstryknęła palcami.
- Halo? To jak? Idziemy?
Harry oderwał wzrok od schodów, gdy zorientował się, że Hermiony dawno na nich nie ma.
- Jasne - odpowiedział kiwając głową. Jego głos był nienaturalnie wysoki jak na mężczyznę.
 Hermiona spuściła wzrok zarumieniona i rozchichotana. Cała trójka udała się do drzwi. Harry nawet nie zauważył, że całe dormitorium szepcze o pogrzebie na który się właśnie udają.

----------------------------------------
Woooooooooooooooooooooooooow! Dzięki wielkie za wszystkie miłe komentarze! Jednak udostępnienie bloga na stronie się opłaciło :D Jeszcze raz dzięki i szczęśliwego nowego roku? :P

2 komentarze:

  1. Super blog, roździał i wogule wszystko mam nadzieje że szybko wstawisz nowy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * w ogóle :D To tak na przyszłość i dzięki za pozytywny komentarz ;)

      Usuń